Bookfolio
Żongler. Romain Gary

Żongler. Romain Gary

Agata Tuszyńska

biografia, autobiografia, pamiętnik

Bardzo dobra, bo z osobistym wkładem Autorki, książka o Romainie Gary'm, wybitnie pogmatwanym autorze nieśmiertelnej „Obietnicy poranka” , największego chyba w literaturze hołdu złożonego matce (mocno toksycznej, jakby ktoś nie wiedział…). „Jeśli biografistyka to tylko taka” – można rzec, parafrazując Mistrza Barańczaka… „Skąd w nas ta nieustanna potrzeba polowania na autora? Skąd potrzeba szukania człowieka w artyście (…) Czy nie dość wierzymy dziełu? (…) Owszem. Chcemy więcej. Zajrzeć do środka, I przejrzeć na wylot (…) Ciekawi tego, kim jest żongler, który olśnił nas swoją sztuką” – to istota pytań, które stawia Agata Tuszyńska. A odpowiada na nie mistrzowsko. Mam dla niej wielki podziw już za to, że w ogóle podjęła trud „rozgarniania warstwy zmyślenia”, do czego Gary miał wybitny zmysł, nie tylko jako pisarz. „Myli tropy, nakłada maski i zmienia kryjówki (…) Kronikarzom rzuca kłody pod nogi. Za życia i zza grobu”. Miał do tego nie tylko talent, ale i też (częściowo) powody. O nich jest ta książka. M.in. o niełatwej genealogii, bo w „gorszej” części świata przyszedł na świat i w ”gorszym”, tak prześladowanym środowisku, no i w dodatku od t a k i e j Matki, która od maleńkości nakazała mu zostać Kimś… Najśmieszniejsze, że ten cel osiągnęła! A jaką cenę zapłacił za to sam Romain, dowiecie się z tej fascynującej książki. Dla zachęty dodam tylko, że Autorka ustaliła np., iż tak uwielbiany Romuszka miał starszego brata, który…. ale nie, nie będę spoilerował. „Stąd jej desperacka miłość do młodszego syna?” – chciałaby wiedzieć Autorka, a my wraz z nią, bo wszechkosmiczna, mocno ponadnormatywna miłość Miny do Romuszki jakby żądała wyjaśnienia... Kreśląc pod rożnymi kątami ten niezwykły ożywczo-duszący związek Syna i Matki, Autorka wskazuje, że oboje traktowali się jako ”jedyne źródło miłości”. „Wiele osób nadal mnie kocha, jednakże odtąd moja śmierć nie zabiłaby już nikogo – i to jest właśnie nowe” – pisał Gary po śmierci matki, co Tuszyńska kwituje: Oto sedno żałoby po matce…. (A propos: podczas mszy żałobnej po śmierci mojej Mamy pozwoliłem sobie w mowie pożegnalnej wspomnieć o takiej właśnie miłości. Odniosłem wrażenie, że ksiądz nie wiedział, o kim mówię - co mnie bynajmniej nie dziwi, mimo że był to kościół pw. św. Karola Boromeusza...). „Postaci cudownych dzieci błąkają się tłumnie po książkach Gary’ego. Są to chłopcy w krótkich spodenkach, którzy nie mogą dorosnąć , bo wtedy by się wydało, że ich rzekomy geniusz jest jedynie wyobrażeniem rodziców. A przecież żeby uciec w świat, żeby wydostać z żydowskiego podwórka, trzeba mieć talent” – czytamy, dowiadując się, jakie to kolejne „:talenty” odkrywa w swym synu biedna Mina, aż w końcu…. Wiele tu powodów do zachwytów, wiele wspaniałych przemyśleń, całych zdań do zapamiętania (ale i zdemaskowania "mistyfikacji" Autora, jakim były rzekome listy matki do niego podczas wojny - w rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca). Tuszyńska ani niczego nie przesądza, ani też nie idealizuje swego bohatera; gdy trzeba, punktuje go z całą mocą. Np. za wręcz jawną mizoginię w jego powieściach (choćby w „Edukacji europejskiej", co mi w niej przeszkadzało…),pozerstwo, mega egotyzm, hipochondrię, oschłość serca, no i opętanie na punkcie seksu (aż trafiła kosa na kamień, czyli na nieszczęsną Jean Seberg, gwiazdę „Do utraty tchu”). Znakomita to biografistyka, z bardzo cennymi dla mnie osobistymi wstawkami Autorki, która o tym, że jej matka ocalała z warszawskiego getta, dowiedziała się, gdy miała... 19 lat. Ona, niebieskooka blondynka, córka „tego” Bogdana Tuszyńskiego. Ma zatem szczególne, dodatkowe prawo rozbierać na czworo duszę swego bohatera, zwłaszcza co do jego nie-świadomości żydowskiej, uciekającego jak tylko mógł od tej tożsamości, nakładającego różne maski…. I takie podsumowanie Tuszyńskiej: „Mógł przywdziać kostium ofiary. Miał idealne wyposażenie, wszelkie potrzebne atuty: Żyd, emigrant, Polak . Potrójny członek listy ofiar stał się ich zawodowym prześmiewcą, zuchwałym kpiarzem ze złudzeń i niebezpieczeństw, jakie na nich czekają”. Autorka podkreśla, że w nieujawnianiu swych żydowskich źródeł przypominał Tadeusza Różewicza (w efekcie mało kto dziś w Polsce wie o jego pochodzeniu; dopiero od niedawna znane są korzenie Lema, a i Baczyńskiego też skrywała do niedawna mgła tajemnicy – takie to losy…) Matka Autorki przeżyła warszawskie getto. Los w postaci raka oszczędził zaś matce Gary’ego końca w komorze gazowej w Auschwitz, czego zapewne nie uniknęłaby po zajęciu ”strefy nieokupowanej” we Francji przez Niemcy w 1943 r. Na swe i syna szczęście zmarła w Nicei w 1941 r., gdy on służył pod de Gaulle’m. Ojciec zaś został zamordowany w podwileńskich Ponarach; a jego bliscy w obozie Klooga w Estonii. Gary nigdy nie wybrał się do Wilna, gdzie się urodził, choć bywał w PRL. A propos. Podoba mi się, że gdy Autorka opisuje meldunki agenta SB ze środowiska literackiego, relacjonującego swym mocodawcom wizytę Gary’;ego w latach 60., nie podaje jego nazwiska (bo i kogo to obchodzi). Zachowuje się inaczej niż p. Joanna Siedlecka, która swe powołanie odnalazła w bezkrytycznym a kompulsywnym opisywaniu ubeckich „świstków trzykrotnie odbijanych”, - żeby przywołać wyjątkowo słuszną wypowiedź prymasa Jozefa Glempa... Podsumowując: to prawie tak dobra książka Autorki, jak rzecz o Wierze Gran, która jest dla mnie wzorem pisania o innym Człowieku, zwłaszcza mocno powikłanym wewnętrznie i o ciężkim losie. A Gary z własnymi upiorami się zmagał – niczym „słowik z warszawskiego getta”, choć w odróżnieniu od niej sam wybrał ostateczne rozwiązanie…. Nie byłbym wnikliwym czytelnikiem. gdybym nie wytknął Autorce potknięcia. Nie jest prawdą, że w 1917 r. Stanisław Ignacy Witkiewicz w zrewoltowanym Piotrogrodzie "próbował przeżyć w mundurze carskiego kadeta”. On był wtedy już dowódcą roty w elitarnym pawłowskim pułku lejbgwardii. Nota bene, kto czytał wspaniałą książkę o Witkacym-carskim oficerze pt. „Kumboł w galifietach” (polecam!),wie, że to żołnierze jego roty- choć nie na jego rozkaz, niestety - zaczęli rewolucję lutową, otwierając ogień do policji strzelającej bez pardonu do demonstrantów. I poooszło…. Wróciło do niego 17 września 1939 r.

Szczegóły

Rok wydania

2022

Liczba stron

496 str.

Wydawnictwo

Wydawnictwo Literackie

Język

polski

Format

papier

Gatunek

biografia, autobiografia, pamiętnik

ISBN

9788308075784

Bezpłatne konto Bookfolio

Dodaj „Żongler. Romain Gary" do swojej półki

Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do 200+ czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.

Przykład: podsumowanie czytelnicze
Przykład: post o przeczytanej książce

Trzy półki czytelnicze

Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać — uporządkuj swoje lektury w sekundy.

Oceny i recenzje

Skala 1–10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.

Statystyki i wyzwania

Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.

Rekomendacje i grafiki

Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.

Rejestracja zajmuje mniej niż 30 sekund. Bez karty, bez zobowiązań.

Opinie czytelników

Oceń tę książkę

Oceniona książka automatycznie trafi na Twoją półkę Przeczytane.

Twoja ocena

2026-06-10
Dla bookstagrama

Chcesz podzielić się ze światem tym, co czytasz?

Wygeneruj estetyczną grafikę z tej książki w kilka kliknięć, idealną jako post albo stories. Pełna kontrola nad motywem, tytułem i krótką notką. Gotowe do wrzucenia na Instagrama.

Przykład grafiki stories
Przykład grafiki post