Wierzyliśmy jak nikt
Nasze życie jest jak spacer po linie. Nie znamy jej, jest dla nas nowa, ekscytująca. Nie znamy jej i nie poznamy lepiej, to pierwsze i ostatnie przejście, to nie próba, nie będzie powtórek. Żaden wiszący nad nią kwiat nie uchroni nas przed pomyłką. Młodość, wiara, odwaga, miłość po szaleństwo, przekonanie o własnej nieśmiertelności - wszystko to, co tworzy piękno rozrastające się w nas dzień po dniu - wszystko to nic w walce z momentami zachwiania, niepewności, nagłej paniki, wreszcie... upadku. A upadek jest ostateczny. Czy ktoś pisał o AIDS tak pięknie jak Rebecca Makkai? Wątpię. Wykreowany przez nią świat, choć bazuje na potwornych faktach, składa się z pięknych ludzi w pięknym świecie. Tam można wreszcie głośno mówić o orientacji seksualnej, tam można w dzielnicy Boystown szaleć ze szczęścia i wolnej miłości - Chicago roku 1985. Tym roześmianym ludziom nagle, na początku dorosłego życia, pęka radość i pewność siebie. Dzień po dniu, coraz szybciej, coraz bardziej boleśnie. Autorka nie bawi się w pozostawianie nam domysłów, pierwsze strony witają nas pogrzebem. Tym pierwszym, symbolicznym pogrzebem młodego mężczyzny, który rozpocznie pochód pożegnań, obwiniania siebie i partnerów, złości na świat, histerycznego gniewu na los, śmierci. Splata się ten okres ze znakomitym obrazem pracy zawodowej Yale`a, jednego z kochających mężczyzn, jednego z grona przyjaciół, z kalejdoskopu nieprzeciętnych bohaterów. To on, łagodny, dobry, rozkochany w malarstwie, pozwala nam zatopić się w świat sztuki, gdy tworząc nową wystawę dla uniwersyteckiej galerii odlatuje w świat pasji, a my wraz z nim. Prowadzi nas do domu wyjątkowej, starej kobiety, która jak on, powoli żegnała swoich ukochanych przyjaciół. Czas "straconego pokolenia" tak bardzo przywiera skojarzeniami do czasów epidemii AIDS, że tylko te dwie dusze - egzystujące w czasach, gdy od śmiechu do płaczu była ledwie chwila, gdy od wiatru we włosach do zamkniętego wieka trumny był tylko krok - mogą siebie zrozumieć. I to nie kolekcja sztuki warta miliony jest tutaj nośnikiem wartości ale każda wspólna chwila, każde połączenie powojennych, strasznych czasów gruźlicy, depresji i pogrzebanych uczuć z współczesnym Yale`owi czasem zarazy. Wydaje się być odległym od tego cierpienia drugi wątek osadzony w czasach bardziej nam współczesnych, wątek Fiony starszej o 30 lat. Tej Fiony, która była dla umierających chłopców siostrą, opiekunką, pocieszycielką, czuwającym aniołem. Wielbiąca jednych, kochająca się w innych, członkini wielkiej rodziny, która płatek po płatku opadała na ziemię koszona niemożliwą do wyleczenia chorobą. Zbierała w garście łzy po niewierności partnerów, zabijający niemal strach przed wynikiem badania, zmiany pięknych mężczyzn w szkielety o błagalnych oczach. Ta Fiona pojawia się znów w roku 2015. Matka, szukająca córki, która już dawno zniknęła z jej życia i jak się okazuje także szczęśliwie wyrwała się ze szponów sekty. Córki, która uważała się zawsze jedynie za zastępstwo po znikających przyjaciołach. Za matczynym lękiem Fiona trafi na inny koniec świata i nie tylko odda się poszukiwaniom i pokucie, ale wróci do tamtych lat sprzed trzech dekad. Splot tych dwóch dat, który przygotowała dla nas Pani Makkai będzie piękny, subtelny ale i rozdzierający serce. Za tą książką ciągnie się perlisty śmiech zamieniony w wielkie oczy strachu, w grymas nieopisanego bólu. Tej powieści nie da się czytać obojętnie. Ciepło i czułość, jaką ma dla swoich bohaterów autorka spowoduje, że i my zaczniemy coraz mocniej przytulać się do bohaterów i ich świata, oddychać z Yalem i Fioną jednym rwanym rytmem. Będziemy płakali i rozpaczali, będziemy prosili o łaskę, będziemy klęczeli przy łóżkach i nerwowo ściskali kciuki za ocalenie. Będziemy pocieszali Fionę i wierzyli w odnalezienie jej szczęścia i nadziei, będziemy trzymali ją za rękę gdy przemierza Paryż niepewna każdej kolejnej chwili poszukiwań. Wreszcie, będziemy jak ona i inni którzy przetrwali "głównymi depozytariuszami pamięci". I jest taki rozdział: 15 lipca 1986. Złamał mi serce, podeptał je i zostawił. I choć jest po nim jeszcze wiele stron i słów nadziei, odwagi, uroczej beztroski to spowodował on, że "Wierzyliśmy jak nikt" pozostanie we mnie na zawsze, tuż obok filmu "Filadelfia", na półce z arcydziełami o tym, jak piękny i straszny jest nasz codzienny spacer po linie. Pani_Ka Czyta Bardzo dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.
Szczegóły
Rok wydania
2020
Liczba stron
624 str.
Wydawnictwo
Wydawnictwo Poznańskie
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
9788366517585
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Wierzyliśmy jak nikt" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
