Szatańskie wersety
Teraz już rozumiem, o co było tyle hałasu. O udawane arcydzieło. Rushdie zadaje proste pytanie - skąd bierze się na świecie zło? - i udziela na nie prostej odpowiedzi - z człowieka. Ale tej prostej odpowiedzi udziela w sposób o wiele bardziej skomplikowany niż to konieczne. Jeszcze jakiś czas temu dałbym się wziąć na lep tych fabularnych i przede wszystkim pseudoteologicznych zawijasów. Dziś się nie dałem. Dlaczego? Otóż autor zwyczajnie się zagalopował, nie zdołał zachować równowagi między realizacją ambitnych zamysłów a dochowaniem wierności podstawowej roli literatury - opowieści. Poupychał w swym dziele tyle wątków, zagadnień, ukrytych znaczeń, że zwyczajnie je przeładował, przeciążył, co dziwi tym bardziej, że Rushdie deklaruje uwielbienie dla Calvino, którego zaleceniom co do lekkości jawnie się "Szatańskimi wersetami" sprzeniewierza. Szkielet powieści jest zaawansowany, wręcz doskonały; ale narosłe na nim mięso prozy często razi chaosem intelektualnym. Wydaje się, że Rushdie padł ofiarą własnej, nadmiernej ambicji. Narracja jest niejednolita, zmanierowana, często niestety bełkotliwa i na siłę udziwniona. Doszukuję się tu wyrachowania autora, nastawienia na podwójny efekt: skomplikowana narracja ma zapewnić "Wersetom" miejsce w literackim panteonie, zaś swobodne i świętokradcze ujęcie islamu odpowiedni rozgłos, przy czym w tym ostatnim wypadku efekt przerósł chyba najśmielsze oczekiwania Rushdiego. Co dowodzi zresztą ciemnoty wyznawców tej religii. "Szatańskie wersety" oscylują bowiem między próbą rozprawienia się ateisty z religijnością, rozpaczliwym usiłowaniem pogodzenia wiary z rozumem, elementów do przyjęcia z elementami nie do przyjęcia, a zwykłą, choć wyrafinowaną, kpiną z religijności w ogóle. Islam jest tu tylko przezroczystym symbolem, wybranym jednak nieprzypadkowo, obliczonym na tani efekt, o czym wyżej. Gdyby jednak podstawić za islam inny system, w szczególności monoteistyczny i dogmatyczny, efekt byłby ten sam. Rushdie analizuje samo zjawisko religii, krok po kroku odbiera jej siłę płynącą ze zjawisk i zdarzeń rzekomo nadprzyrodzonych, które w ostatecznym rachunku dają się sprowadzić do człowieka i wyjaśnić jego ułomnościami, skłonnością do poddania się ułudzie lub szaleństwu. Podobne wytłumaczenie znajduje Rushdie dla zła - jedynej w tym towarzystwie siły niemitycznej. Znajduję w tym głośnym utworze dalsze mankamenty. Choć bowiem poruszane tu zagadnienia - religijność, tożsamość kulturowa i jej utrata w miarę postępu globalizacji - mają charakter ogólny, to ich diagnoza ulokowana jest konkretnie w czasie i przestrzeni, oddalając niniejszym pretensje powieści do uniwersalności. "Szatańskie wersety" nie należą do nielicznych dzieł, które się nie zestarzeją. Mamy niewątpliwie do czynienia z satyrą, ale jej dowcip, niezbyt zresztą śmieszny, ujawnia się dopiero przy całościowym oglądzie powieści, nie osładzając na bieżąco lektury jej kolejnych fragmentów. I tak dalej. Mógłbym pisać i pisać, ale wolałbym nie powielać błędów brytyjskiego pisarza.
Szczegóły
Rok wydania
2020
Liczba stron
608 str.
Wydawnictwo
Rebis
Język
polski
Format
papier
Cykl
Mistrzowie Literatury
Gatunek
literatura piękna
ISBN
9788381881845
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Szatańskie wersety" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
