Szanse powstania listopadowego. Rozważania historyczne
W czasach licealnych pasjonowałem się tematyką polskich powstań narodowych doby rozbiorów. Jako nieukształtowany jeszcze i kierujący się głównie emocjami człowiek, bardzo mnie ekscytowała myśl o masowym ogólnonarodowym powstaniu, w którym nasz Naród bez niczyjej pomocy i wbrew wszystkim dokoła zmiażdży na polach bitew swoich ciemiężycieli i ustanowi niepodległe państwo, bez niczyjej łaski czy negocjacji w tej sprawie. Te romantyczne myśli przyćmiły mi późniejsze realia życia. Po latach jednak znowu zostały podniecone niepozorną książeczką Jerzego Łojka. Nie jest to książka historyczna, ale bardziej pozycja z pogranicza literatury popularnonaukowej lub swobodnej publicystyki. Autor już w samym tytule zdradził swoją główną tezę dotyczącą powstania listopadowego z 1830 r. Mianowicie, według niego zwycięstwo w wojnie polsko-rosyjskiej było na wyciągnięcie ręki. Skazane na sukces oddziały powstańcze tylko za sprawą reakcyjnego rządu i kapitulanckiego dowództwa nie odniosły spektakularnych sukcesów w bojach ofensywnych z armią rosyjską. Autor, jak przystało na zawodowego historyka zajmującego się historią Polski z czasów XVIII i XIX w., dość szczegółowo wylicza i opisuje potencjał militarny ruchu powstańczego, dochodząc do konstatacji, że proporcja sił wcale nie była tak miażdżąca dla strony Polskiej i w okresie najbardziej sprzyjającym powstaniu wynosiła 3 do 1 na naszą niekorzyść. Kolejna teza, dość kontrowersyjna, dotyczy postawy moralnej i motywów działania gen. Józefa Chłopickiego, który według autora był nie tylko defetystą i ugodowcem, ale wręcz agentem cara Mikołaja I. O pozostałych dowódcach Łojek ma zdanie takie samo, jak większość polskiej historiografii - byli to nieudacznicy i ludzie małego formatu, którzy jak jakieś złośliwe fatum odcisnęli haniebne piętno na historii Polski. Po dość starannym zapoznaniu się z niuansami powstania listopadowego dochodzę do wniosku, że było to jedno z największych nieszczęść w naszej nowożytnej historii, a skalę traumy potęguje fakt, że wybuchło właściwie przypadkiem. Garstka młodych zapaleńców o najniższych stopniach oficerskich w wojsku zawiązała „kanapowy” czyli kilkunastoosobowy spisek. Bojąc się zdemaskowania i represji jakie niechybnie by na nich spadły, postanowili działać. Pamiętajmy - to jest właściwy klucz do zrozumienia tragedii listopadowego zrywu. Pierwsze zarzewie buntu znieśli młodzi ludzie, którzy nie mieli nic do stracenia, nie mieli ani planów ani wpływów na cokolwiek, kierują się zrozumiałą dla mnie, ale jednak prywatą, jaką był lęk przed represjami - podnieśli hasło powstania. Wpływowe osobistości Królestwa Kongresowego, a także doświadczeni w wojnach napoleońskich dowódcy wojskowi, całkowicie zdystansowali się od szalonego pomysłu jakim był bunt w ówczesnych warunkach przeciwko Imperium Rosyjskiemu. Pewnie udałoby się ten desperacki akt zdławić w ciągu kilku godzin pamiętnej i smętnej dla historii Polski Nocy Listopadowej, gdyby nie „pospólstwo warszawskie” (tak tych ludzi opisują źródła historyczne z tamtych czasów). Spauperyzowani mieszkańcy stolicy, którzy niewiele mieli do stracenia, nie orientowali się w strategicznym położeniu narodu, a podnieceni szczytnymi hasłami o walkę narodowowyzwoleńczą, wsparli spiskowców. W tym momencie już nikt nie był w stanie zapanować nad wypadkami. Polscy mężowie stanu, tacy jak ks. Drucki-Lubecki, którzy przez ostatnie 15 lat starał się pod względną autonomią, jaką było Królestwo Kongresowe, podnosić rozwój gospodarczy kraju i rozwijać jego kulturę. Gdy zorientował się, że wszystko może być zaprzepaszczone lekkomyślną decyzją, starał się za wszelką cenę uspokoić powstańcze wrzenie i poprosić Cara o łaskę, aby jak najwięcej uratować dla sprawy narodowej. Takie stanowisko przejawiali niemalże wszyscy ówcześni działacze polityczni, z Adamem Czartoryskim na czele. Co w takiej sytuacji zrobili dowódcy wojskowi? Czy doświadczeni weterani jak gen. Chłopicki i inni, którzy pamiętali z własnych doświadczeń co znaczy wojna z Rosją, mogli myśleć o zwycięskiej wojnie? Przecież Moskale 15 lat wcześniej rozgromili Napoleona Bonaparte, a Kozacy poili swoje konie nad Sekwaną. Jak można było zakładać, że rozdarty między zaborców naród, bez żadnej pomocy z zewnątrz powali skutecznie taką potęgę? Efekt był taki, że powstanie zmarnowało jeden z niewielu swoich atutów, jakim było zaskoczenie. Tylko zdecydowany atak i rozszerzenie powstania na cały zabór rosyjski mogło przedłużyć walki. Tylko na jak długo? Kolejna teza Jerzego Łojaka skupia się na tym, że militarny potencjał powstańców, czyli około 60 tyś żołnierzy w polu, było w stanie w sposób zdecydowany rozbić 110 tysięczny korpus feldmarszałka Iwana Dybicza. Można się z tą dość buńczuczną tezą zgodzić lub nie. Ale nawet załóżmy, że dużo mniej liczna i ze skromniejszą artylerią armia powstańcza do szczętu likwiduje wojska interwencyjne. To przecież musiałaby odnieść jakieś straty w sprzęcie i w ludziach. Czy byłby one tak łatwe do uzupełnienia? A co by zrobiono z kolejnym mobilizowanym korpusem rosyjskim? Ok, załóżmy, że i ten, jak w jakiejś gierce komputerowej, zostałby rozniesiony na polskich bagnetach. Rosja nadal posiadałaby ogromne rezerwy mobilizacyjne. Imperium Romanowów, kosztem swojej dumy narodowej, mogłoby oświadczyć, że nie jest to tylko (idąc za słowami Wielkiego Księcia Konstantyna) „polska draka”, ale rewolucja. W tym momencie uruchamia się system Świętego Przymierza i na powstańcze państwo spadają żądne wykazania się wojska pruskie, być może także i austriackie. Nie oszukujmy się - z militarnego punktu widzenia powstanie było nie do wygrania. Można byłoby tylko przedłużać walki i liczyć, że coś się stanie, tylko co? Pomoc Zachodu, ogólnoeuropejska fala rewolucyjna? To wszystko się wydarzy, tyle tylko, że 15-30 lat po powstaniu, gdy będziemy pobici, zniewoleni i zastraszeni. Autor widział także większe szanse dla powstania w miedzystanowej solidarności narodu, gdzie chłop i arystokrata, razem ramię w ramię stają do walki. Moim zdaniem to już zupełna futura. Wszystkie powstania XIX w. były wybitnie szlacheckie, gdzie ta klasa społeczna chciała odzyskać swoje dawne znaczenie i która jako jedyna poczuwała się za spadkobiercę polskiej tradycji narodowej. Na ówczesnych ziemiach polskich nie wykształcił się żaden masowy ruch rewolucyjny, gdyż rozwój społeczny jeszcze do tego nie dojrzał. Więc za sprawą jakiego cudu miał powstać w 1830 r. w Polsce jakiś „Front Ludowy”? Pomijam w tym miejscu fakt, że rewolucja społeczna i zerwanie ze wszystkim instancjami prawnymi ówczesnej Europy wyrzuciłaby nas poza nawias polityki międzynarodowej, a wygadani sojusznicy znad Sekwany i Tamizy odcięliby się demonstracyjnie. Konkludując, Powstanie Listopadowe nie osiągnęło nic pozytywnego. Naród został pozbawiony chociażby szczątkowej autonomii, zlikwidowano szkolnictwo wyższe i zatrzymano prężny rozwój gospodarczy kraju. W konsekwencji tragicznego zrywu zostaliśmy jeszcze bardziej upokorzeni i pozbawieni możliwości pełnego korzystania z dobrodziejstw rozwoju gospodarczo-społecznego. Tragedia Powstania Listopadowego wisi nad nami do dziś. Po dziś dzień są w Polsce popierani populistyczni politycy, którzy twierdzą, że my sami jesteśmy w stanie konfrontować się zwycięsko z całym kontynentem. Do dzisiaj racjonalistyczne argumenty na rzecz rozwoju gospodarki i podnoszenia jakości życia są skutecznie przysłaniane frazeologią konfrontacji i bufonady narodowej.
Szczegóły
Rok wydania
1986
Liczba stron
146 str.
Wydawnictwo
Instytut Wydawniczy PAX
Język
polski
Format
papier
Gatunek
historia
ISBN
8321107761
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Szanse powstania listopadowego. Rozważania historyczne" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
