Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów
Józef Maria Bocheński
Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów
Józef Maria Bocheński
Książka wpadła mi w ręce jeszcze w czasach studenckich, drukowana w technikach offsetowych, bez późniejszej autocenzury i skreśleń wynikłych z wrzasku ludzi zarażonych zabobonnym myśleniem. Niestety tę wersję pożyczyłem i mi ukradziono, a ta którą zakupiłem, nie zawiera niestety tych skreślonych rozważań. Tematy, które porusza autor i to o czym pisze, to sprawy oczywiste, jeśli ktoś uważa, że Bocheński się myli w tej książce w czymkolwiek, to znaczy, że jest ofiarą zabobonów, które wyznaje. Bocheński jest filozofem,a filozofia zajmuje się dalece bardziej skomplikowanymi zagadnieniami, niż te oczywistości, które autor w swej książce porusza. Problem w tym, że autor nad tymi oczywistościami nie rozprawia, mógłby to rzecz jasna zrobić ośmieszając oponentów (o ile w ogóle potrafiliby zrozumieć, co pisze),jednak rozmiary tej książeczki, to broszurka i wymaga skrótów. Autor nie uznał za celowe rozwodzenie się nad oczywistościami licząc, że czytelnicy sami użyją swoich mózgów i dostępnej literatury filozoficznej, żeby sobie to i owo wyklarować. Problem polega na tym, że pewne zabobony tak wrosły w naszą cywilizację, że ich kwestionowanie wywołuje bezrozumne oburzenie. Takie bezrozumne oburzenie dotknęło rozważania autora na temat pogrzebów i „szacunku dla ciała” osoby zmarłej, palenia świeczek i pogrzebowych rytuałów. Choć to oczywiste zabobony, wywołały „święte oburzenie” „zabobońców”, więc autor skreślił to w późniejszych wydaniach słusznie uważając, że poziom szkodliwości akurat tych zabobonów nie jest aż tak wysoki, żeby z nich leczyć, sądzę osobiście, że zabobony pogrzebowe kiedyś w przyszłości być może same odejdą w mrok przeszłości. Zestaw stu zabobonów wcale nie był przypadkowy, jak to uważa bezrozumnie część osób, został celowo tak skonstruowany - by wybrać ich co prawda arbitralnie sto - ale podług ważności. Opisywać wszystkiego tutaj nie zamierzam, a książkę bardzo polecam dosłownie każdemu do przeczytania. Jeśli ktoś czytając uzna, że nie zgadza się z autorem, to proponuję takiej osobie rozpocząć drążenie tematu w tym kierunku żeby pojąć, dlaczego się w tym niezgadzaniu myli. Chciałbym korzystając z okazji zwrócić uwagę na najbardziej agresywnie szerzące się zabobony w świecie dzisiejszym, a przez to najbardziej szkodliwe i rozpowszechniające obrzydliwe zakłamania. Chodzi mi o hasła: „autorytet”, „artysta”, „dziennikarz”, „intelektualista”. Otóż w naszym paskudnym neomarksistowskim, antykulturowym świecie mamy do czynienia z wyjątkowo ohydną formą nadużywania swojego autorytetu. Wszyscy zdajemy sobie sprawę ze specjalizacji w naszym świecie i język fizyka czy matematyka uniwersyteckiego dla tak zwanej „gawiedzi” jest niezrozumiały. Jednak nie wiadomo dlaczego gawiedź uważa się za osoby posiadające kompetencje w takich dziedzinach, jak polityka, gospodarka, prawo, moralność, a nawet medycyna. Kim jest dziennikarz? Tylko człowiekiem wykwalifikowanym do przekazywania informacji, niczym więcej. Kim jest aktor (artysta)? Zaledwie klaunem potrafiącym na scenie czy w filmie umiejętnie udawać postać, którą odtwarza. Jakim prawem osoby te, z gruntu nie posiadające żadnych ku temu kompetencji nadużywają swojego autorytetu rozszerzając go do dziedzin, na których się nie znają lepiej od każdego z nas: do rozsiewania własnych przekonań politycznych? Właśnie robiąc to stają się tak zwanymi „intelektualistami”, dziś powiedzielibyśmy - celebrytami i korzystają bezprawnie z ze swojego autorytetu we własnej dziedzinie do rozpowszechniania poglądów poza ich kompetencjami: przede wszystkim racji politycznych. W mojej ocenie jest to jedna z najgorszych form powszechnego współczesnego łajdactwa. Jeśli ktoś posiada tytuł profesora, to dotyczy on wyłącznie tej dziedziny nauki, którą ta osoba się zajmowała. Jeśli aktorzyna, dziennikarzyna, czy profesor czegokolwiek przy pomocy jakichś „listów otwartych”, „apeli” albo innych środków publicznego przekazu usiłuje zwielokrotnić swój obywatelski głos nadużywając swego autorytetu, to staje się obrzydliwą świnią, a my którzy jego autorytet uznalibyśmy, stajemy się ofiarami doprawdy kompromitującego zabobonu. Jak bardzo to antykulturowe narzędzie jest obecnie nadużywane, widzimy nie tylko w naszym kraju, widać to choćby w USA, gdzie aktorzyny Meryl Strepp i Robert de Niro śmią wypowiadać się jako autorytety publiczne przeciwko prezydentowi Trumpowi, a przecież prezydent Trump nigdy nie pouczał tych aktorzyn, w jaki sposób mają się zachować na scenie, gdzie jest ich miejsce i gdzie są autorytetami. Chyba że mi o czymś nie wiadomo.
Szczegóły
Rok wydania
2008
Liczba stron
140 str.
Wydawnictwo
Antyk
Język
polski
Format
papier
Gatunek
filozofia, etyka
ISBN
9788389920298
Dodaj „Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do 200+ czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać — uporządkuj swoje lektury w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1–10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
Rejestracja zajmuje mniej niż 30 sekund. Bez karty, bez zobowiązań.
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka automatycznie trafi na Twoją półkę Przeczytane.
Twoja ocena
Chcesz podzielić się ze światem tym, co czytasz?
Wygeneruj estetyczną grafikę z tej książki w kilka kliknięć, idealną jako post albo stories. Pełna kontrola nad motywem, tytułem i krótką notką. Gotowe do wrzucenia na Instagrama.


