Siódmy koci żywot
Beatę i Eugeniusza Dębskich wielu z nas zna z cyklu o Tomku Winklerze. Duet wrocławskich pisarzy robi tym razem mały skok w bok i funduje nam kryminał w dużej mierze koci, jednak po pierwsze w niemałym stopniu ze wspomnianym cyklem powiązany, po drugie zaś równie dobry, przyjemny, ciepły i zabawny, choć nie pozbawiony mocy. Jednym słowem Dębscy w stałej, dobrej formie. Książki Dębskich polubiłem w zasadzie od pierwszego wejrzenia, bezkrytycznie, ale szczerze. Samych autorów też, bo są oni na żywo równie sympatyczni i ciepli, jak ich literatura. Bez wahania sięgam więc po kolejne książki ich autorstwa, ba, nawet coraz bliżej mi do zakupu powieści z gatunku fantastyki, które popełnia Eugeniusz indywidualnie, jakkolwiek gatunku tego nie lubię i pewnie nigdy nie polubię. Muszę jednak się przyznać, że ciut się pogubiłem. W mediach społecznościowych mówili autorzy, no pisali w zasadzie, że pracują nad piątym tomem cyklu z Winklerem, echem sporym odbiła się akcja poszukiwania w czeluściach wirtualnej czasoprzestrzeni zaginionych kilkudziesięciu stron owego tomu, w międzyczasie Eugeniusz wznowił i uzupełnił swój cykl fantastyczny, a tu nagle wybucha Siódmy koci żywot. Co, kiedy, jak? No chyba, że to jest rzeczony piąty Winkler. Ale nie, przecież tam nie Winklera, jest przez chwilę jego ukochana babcia, są policjanci, z którymi współpracował w tomie trzecim, czwartym, pierwszym i drugim po części też, przestrzeń też ta sama, ale Tomasz się nie pojawia, nawet epizodycznie. Ergo to jest taki skok w bok, ale na krótkiej smyczy. I z lokalizatorem. No właśnie, lokalizatorem, trochę tego Siódmego kociego żywota nie potrafię za bardzo umieścić czasowo w uniwersum Winklera. Bo raczej na pewno nie dzieje się to po tomie czwartym, za to na sto procent po pierwszym. Pewnie sami autorzy do końca pewni nie są, bo w ich książkach nie ma konkretnego czasu, określanego przez jakieś rzeczywiste wydarzenia. Jest za to bardzo konkretna przestrzeń, zamknięta gdzieś między Grabiszyńską, Hallera, Powstańców Śląskich we Wrocławiu. Bardzo mi bliskie i dobrze znane rejony, każdą uliczkę, każde podwórko przemierzyłem w młodości wiele razy i poznaję w opisach miejsca, w których w liceum na przerwach piłem piwo, całowałem się z dziewczynami. Dla wrocławian to może być gratka, odnajdywanie w czasie spaceru miejsc, w których miejsce miały najważniejsze wydarzenia. Dla czytelników spoza naszego miasta mogą być książki Dębskich przewodnikiem po najlepszych krzyckich knajpkach, sklepach i tajemniczych, mrocznych niekiedy zakątkach. Zwierzolubni są Dębscy, widać to w ich książkach, ale też w mediach społecznościowych, w wywiadach nie ukrywają, że mają kota na punkcie kotów i psów. Te szczekające uhonorowane zostały w cyklu o Winklerze, najwyraźniej te miauczące domagały się swojego, w domu autorów chyba jakieś ciche kocie dni były, mamy więc kota jednego, za to w roli niemalże głównej. No dobrze, jednej z głównych. Kot to naturalnie niezwyczajny. Myśli jak człowiek, działa jak człowiek, gadać i czytać tylko nie potrafi (tylko delete rozpoznaje - czyżby to jakieś nawiązanie do utraconych stron z Winklera?),a to pewien problem, bo swoją wiedzę człowiekowi musi jakoś przekazać. Człowiek głupi, zrozumieć nie chce, a jak już nie ma wyjścia, to nie wierzy, że to kot świadomie działa. Ta książka to poniekąd hołd dla kociej mądrości i wierności, zasłużony jak mi się wydaje jak najbardziej. A że nieco w antropomorfizacji kociej bohaterki przegięty, to nic nie szkodzi. Choć to jest kryminał i to całkiem krwisty, z trupami, brutalnymi przestępcami, którzy nie wahają się nawet przed zamachem na policjantkę, to czyta się go z przyjemnością. Po pierwsze za sprawą niewyszukanego, ciepłego humoru, który jest znakiem firmowym Dębskich. Przede wszystkim sytuacyjnego, ale też opartego na zabawnych dialogach. Przy czym te dialogi nie są głupkowate, nie mamy tu obrosłych długą brodą dowcipów i gagów, lecz inteligentne wzajemne riposty, często nawiązujące do współczesnej rzeczywistości i pokazujące jasno poglądy bohaterów (ergo autorów tym samym) społeczne, czy polityczne. Po wtóre w Siódmym kocim żywocie przestępcy są przestępcami, a pozostali są generalnie dobrzy. Policjanci tacy normalni, mający zwykłe, przeciętne życia, niekoniecznie szczęśliwe, ale też nie jakieś kompletnie pokręcone, jak wielu kryminalnych bohaterów. Pokazuje to też ogólnie pozytywne podejście do świata samych autorów, to bardzo pocieszające w roku, w którym jedna z popularnych autorek wypuściła książkę o szalejących pod Warszawą ludożercach, a inny popełnił panegiryk gwałtu, seksu za pieniądze, prochów i innych patologii, a to wszystko pod skrzydłami mydlącego oczy potencjalnego czytelnika zapowiedziami i blurbami wydawnictwa. Warto czasami poczytać coś normalnego, a nie zalatującego psychopatią. Tak mam, że jak mi się coś nie podoba to o tym mówię i piszę jasno, nawet jeśli to kończy się karą w postaci skreślenia z listy recenzentów któregoś z wydawnictw. Z drugiej strony jak coś mi się podoba, to piszę to równie otwarcie. Siódmy koci żywot wart jest pieniędzy i czasu. Gwarantuje dobrą zabawę i przyjemnie spędzony czas. Polecam.
Szczegóły
Rok wydania
2023
Liczba stron
336 str.
Wydawnictwo
Agora
Język
polski
Format
papier
Gatunek
kryminał, sensacja, thriller
ISBN
9788326841736
Inne książki tych autorów
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Siódmy koci żywot" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
