Sędzia i jego kat
Friedrich Dürrenmatt
Sędzia i jego kat
Friedrich Dürrenmatt
Pasjonujące starcie prawa z bezprawiem. Zwycięskie, bo z użyciem bezprawnej metody wymierzenia sprawiedliwości, bardzo dalekiej od kodeksowej. Kolejna znakomita rzecz szwajcarskiego mistrza, mocno oldskulowa. Zasadniczo nie czytam kryminałów i to od dawna (30 lat?),choć we wczesnej młodości zaczytywałem się klasyką gatunku. Ale to wszak mistrz Friedrich Dürrenmatt, to i nie mogłem doznać zawodu (choć niezapomniana „Kraksa” jeszcze lepsza). Co ważne: żadnej tu rozwlekłości, żadnych wątków ubocznych. To 83 strony skondensowanego tekstu, pisanego w szczęśliwych czasach, gdy nie płacono od metra i kilograma słowa pisanego ku satysfakcji uszczęśliwionych konsumentów. Tutaj sama esencja - żadna pulpa. Choć fabuła wciągająca, to na główny plan wychodzi kwestia skuteczności organów ścigania w rozgrywce z niepokonanym – wydawałoby się - przeciwnikiem. Uniwersalna to rzecz zawsze i wszędzie, zwłaszcza że Zły jest świetnie umocowany w elitach polityczno-biznesowych i korzysta z ich parasola. Odwieczny związek organów ścigania z władzą polityczną znajdzie tu swój dramatyczny finał, mimo wszystko – dający nadzieję na ukaranie zła. Starszy, doświadczony policjant wie, że wygrać można tylko przy zastosowaniu, hmm… niekonwencjonalnych metod. Notabene główny bohater nieco przypomina mi szeryfa z „W samo południe” (jednego z najprawdziwszych westernów, gdy radzić trzeba sobie nie tylko samemu, ale przede wszystkim - wbrew wszystkim). Zresztą sympatie czytających Bärlach zdobywa niemal na pierwszych stronicach, gdy mowa o jego działalności we Frankfurcie w latach 30. „Powodem (…) był policzek wymierzony pewnemu przedstawicielowi ówczesnego nowego rządu niemieckiego. O rękoczynie tym wiele wówczas mówiono we Frankfurcie, w Bernie zaś oceniano go rozmaicie, w zależności od aktualnej sytuacji politycznej w Europie – początkowo oburzano się, później uważano ów postępek za karygodny, ale niejako zrozumiały. Wreszcie uznano, że była to jedyna postawa, jaka przystała Szwajcarowi – ale to dopiero w roku 1945”. W tym sarkazmie Autora odnajdujemy całą Szwajcarię z jej bezwzględnie bojaźliwą neutralnością. Nakazywała ona władzom kraju stosować „pushbacki”. Każdy uciekinier z Trzeciej Rzeszy, usiłujący nielegalnie przekroczyć święte granice kraju Wilhelma Tella, mógł być pewien, że zostanie „ cofnięty do linii granicy” (chyba że miał naprawdę duże pieniądze albo był „kurierem z Warszawy” Janem Nowakiem-Jeziorańskim, o którego upomnieli się Brytyjczycy, ale to już był początek 1945 i jasne było, kto wygra wojnę..). Tematem książki jest śledztwo w sprawie zabójstwa policjanta i to nie byle jakiego, a w kręgu podejrzanych też żadna płotka. Wydaje się, że Bärlach – wyzbyty iluzji, "śmiertelnie chory" samotnik w podeszłym wieku - od początku wie, kto, co i dlaczego. W sumie okazuje się istnym demiurgiem wszystkiego, co się dzieje. Nie będę pisał o szczegółach, by nikomu nie odbierać przyjemności samodzielnego poznania fantastycznej intrygi. Tym razem ograniczę się do cytatów, które najwyżej zaostrzą apetyt na tę klasykę gatunku, lekko a szlachetnie staroświecką w najlepszym tego słowa znaczeniu. W finale mamy wręcz diaboliczny opis kolacji. „Zdawało się, że nie interesuje go nic prócz jedzenia: bez miłosierdzia po raz drugi spiętrzył na talerzu górę ryżu, polał go sosem, a na wierzchu ułożył jeszcze jeden kotlet cielęcy”. „- Co z pana za człowiek, panie komisarzu! Na to Bärlach odparł poważnie: - Jestem starym, dużym, czarnym kocurem, który chętnie pożera myszy”. „Mam tylko pewną koncepcję, kto mógłby wchodzić w rachubę jako morderca. Ale ten, kogo to dotyczy, musi jeszcze dostarczyć dowodów, że jest nim istotnie”. „Jeśli ten, kogo podejrzewam, jest mordercą, sam go pan wykryje, co prawda – w przeciwieństwie do mnie – posługując się niezawodną metodą naukową; jeśli nim nie jest, znajdzie pan prawdziwego mordercę, a wtedy zbyteczne byłoby wymieniać nazwisko tego, kogo ja niesłusznie podejrzewam”. „Wpatrywał się w bestię nieulękły, ale jak zaczarowany. W ten sposób właśnie Zło rzucało wciąż na niego swój urok – wielka tajemnica, której rozwiązanie zawsze go nęciło”. „Patrzyli na siebie twarzą w twarz, zda się wieczność całą, mimo że trwało to zaledwie kilka sekund. Żaden z nich nie wyrzekł ani słowa, a oczy obu były jak kamienie”. „Wiadomo, sobota (…). Urzędnicy pokazują kły, dlatego tylko, że mają nieczyste sumienie, bo w ciągu całego tygodnia nie zrobili nic rozsądnego”. „ - Stawałem się coraz doskonalszym zbrodniarzem, ty zaś coraz doskonalszym kryminologiem”. „Po nim się można zawsze spodziewać zarówno zła, jak i dobra i tylko przypadek rozstrzyga”. „Stał tak, a gdzieś w jego mieszkaniu stał tamten, noc była między nimi, cierpliwa, okrutna noc, która pod swym okrutnym płaszczem kryła zabójczego węża, nóż szukający jego serca”. „Tak spotykali się po raz ostatni: myśliwy i zwierzyna, zastrzelona, leżąca u jego stóp”. „Uczyniłem z ciebie moją najgroźniejszą broń, gdyż tobą kierowała rozpacz, morderca musiał znaleźć innego mordercę”. „- Poszczuł pan nas na siebie jak zwierzęta! - Dziką bestię na inna dziką bestię – padło nieubłaganie z drugiego fotela. - Pan był sędzią, a ja katem”.
Szczegóły
Rok wydania
1972
Liczba stron
83 str.
Wydawnictwo
Państwowy Instytut Wydawniczy
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Sędzia i jego kat" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
