Jeden rok, dwie książki. Tak w skrócie można by podsumować literackie dokonania Joanny Rudniańskiej w 2019 roku. W różnych opiniach z jakimi spotkałem się na temat dzieł autorki podkreśla się fakt, że tak jak „Sny o Hiroszimie” były książką przeciętną i słusznie utonęły w zalewie nowości, tak „RuRu” wybija się na tle nijakiej, literackiej podaży. I tu wnoszę lekki sprzeciw. Warto zwrócić uwagę, że choć obie książki dzieli wiele, tak samo dużo je też łączy. W „Snach o Hiroszimie” główna bohaterka Bibi jest z zawodu psychoanalityczką, w opowiadaniu „Ja jestem czarna i woda jest czarna” także obserwujemy proces mentalnej kuracji młodej kobiety. W powieści, bohaterka Rudniańskiej jest córką znanej i cenionej malarki, chętnie wystawianej przez duże galerie sztuki. Podobny motyw pojawia się w „Wystawie”, gdzie protagonistka rozmyśla o udostępnieniu swoich zdjęć na tytułową wystawę. W obu książkach pojawia się też Japonia – raz jako symbol noszonych traum, które prędzej czy później wybuchną, innym razem jako obraz na pocztówce, lub idealne miejsce na urlop. Podobieństw jest zresztą więcej: nieudane związki, kompleksy wyniesione z domu, konflikty pokoleniowe czy historia. Jest też styl, niby prosty, pozbawiony emocji, a jednak silnie osadzony na psychice bohaterów i momentami ocierający się o sielską lirykę. A jednak mimo tylu analogii, „RuRu” wprowadza trochę świeżości w twórczość Rudniańskiej. Przede wszystkim zwraca uwagę perspektywa dziecka, na fundamencie której autorka buduje kolejne dyskursy. Dwa z nich są silnie zaznaczone w opowiadaniu „Suwerenna decyzja”. Bohaterką jest mała Itta, która nie chce oddać swoich włosów na szczytny cel. Dziewczynka jest zagubiona, nie wie komu może bezgranicznie zaufać. Z jednej strony chciałaby pozostać wierna sobie, z drugiej są inni ludzie i ich oczekiwania. Itta ma dwa domy, w których panują odmienne zwyczaje. Niepewność pogłębiają jeszcze media społecznościowe, szturmem wchodzące w jej życie. Wychowanie w duchu wolności i podążania za potrzebami dziecka, miesza się tu z narzucaniem swojej woli i traktowaniem młodego pokolenia jako bezrozumnych istot, która we wszystko wierzą. Inna kwestia poruszona została w „Domu w Marrakeszu”. Choć pozornie jest to opowieść o wiekowej Julii, którą jej syn zamknął w domu starców, pojawia się też postać Franka, kluczowa w kontekście interpretacji historii. To właśnie on będzie stał po stronie babci. Uwielbia oglądać z nią kolejki na YouTube (znowu nowoczesne technologie, tym razem nie dzielące, a łączące pokolenia),tęskni, gdy ta znika z jego życia. Nie rozumie intencji swojego taty, nie interesują go pobudki finansowe. Nie dorósł jeszcze do wyrachowania i bycia egoistą. Mimo wszystko, trudne decyzje jego rodziców zaważą na losie młodego człowieka, odetną mu dostęp do istotnego elementu dzieciństwa. Jaki będzie tego efekt? Nie wiemy. Jak wiele innych rzeczy w tym tomie, pozostało to niedopowiedziane. A może rozwiązaniem będzie tytułowa opowieść? Może te wszystkie ‘dorosłe’ decyzje sprawiają, że każde dziecko ma swojego potwora ukrytego gdzieś w pokoju swojego życia? W opowiadaniu „Ja jestem czarna i woda jest czarna” autorka ukazuje konflikt pokoleniowy z innej strony. Ojciec, którego nagi widok stał się dla narratorki przyczyną traumy, pewnego dnia rezygnuje z pracy, ponieważ jego córka poszła na strajk. W ten sposób Rudniańska otwiera swoją książkę na inną perspektywę. Czasami bowiem także decyzje dziecka, mają duże znaczenie dla losów rodziny. Szczególnie gdy do głosu dochodzi też Wielka Historia. A tej jest w „RuRu” całkiem sporo i nie zawsze dotyczy wydarzeń 1968 roku. W „Wystawie” pojawia się stare zdjęcie bohaterki z esesmanem. W „Trawach” istotną rolę odgrywają baraki, rozsiane po stepie nad Wołgą – pamiątki gułagów. W „Gwiazdce Dawida” historia ma wymiar współczesny i ukazuje nadal funkcjonujący w Polsce antysemityzm. Nie jest więc to przeszłość ukazana nostalgicznie, a wręcz przeciwnie, jawi się jako wciąż postępujący i nigdy nieprzetrawiony proces. Co więcej, w zestawieniu z mnogością nawiązań dotyczących wychowania i wciąż powracających błędów pokoleniowych, odczytuję wątek historii jako nieskończony proces ciągłego zadawania bólu. Tego małego, rodzinnego, jak i grupowego, pokoleniowego. Kiedyś orężem była broń, dzisiaj jest Internet, dawniej ludzie szybko ginęli, dzisiaj się rozwodzą. Świat Rudniańskiej, to przede wszystkim świat kobiet. Wcale jednak nie chodzi tu o feminizm, walkę o swoje prawa (i całe szczęście). Autorka swoimi opowieściami w sposób delikatny, ale jednocześnie stanowczy, woła do czytelnika o potrzebę zrozumienia, empatii, troski i miłości. Bez tych przymiotów, trudno o przerwanie niewidzianej nici podążania ku zagładzie. Jest to zatem zbiór wielkiego przesłania, który dzięki różnorodnej optyce będzie atrakcyjny dla czytelnika. Powinien zostać też z nim na dłużej, bo problemy tu poruszane, są aż nadto widoczne we współczesnym świecie. Rudniańska ostrzega, choć niedosłownie, że dalsze okopywanie się w egoizmie i niezrozumieniu, może zakończyć się kolejną nieprzepracowaną traumą, kolejnym skaleczonym pokoleniem. Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2020/01/recenzja-ruru-joanna-rudnianska.html
Szczegóły
Rok wydania
2019
Liczba stron
192 str.
Wydawnictwo
Nisza
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
9788362795963
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „RuRu" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
