Rudolf
Marian Pankowski
Rudolf
Marian Pankowski
To dzięki Marianowi Pankowskiemu już dawno, bo w 1980 r., doszło do homoseksualnego „coming outu” w polskiej literaturze j - na długo przed Michałem Witkowskim i innymi autorami tego nurtu. I na dziesiątki lat przed książkami „Różowe trójkąty” czy „Oni” Joanny Ostrowskiej pada zdanie niemieckiego kochanka narratora:” Pan dobrze wie, że hitlerowcy pakowali homoseksualistów do obozów koncentracyjnych. Ale o tym dzisiaj się nie mówi…” No i się nie mówiło, zgodnie z wielowiekową normą narzuconą przez dominującą kulturę - której wzorem klasyka nie nazwę po imieniu - a która osoby nieheteronormatywne skazała na ciemną piwnicę, a u nas wciąż im to de facto nakazuje. Największą wartością - oprócz samego wyjścia na świeże powietrze - wydaje mi się tu niezwykły język Pankowskiego, przekraczający o całe mile morskie to, co i jak wcześniej pisano. Coś, co uwielbiam: uwolnienie się od wszelkich nakazów narracyjnych i wspaniale neologizmy. Trochę tu jakby Gombrowicza, lekko leśmianowato, nieco Białoszewskiego, sporo mowy potocznej i oddania głosu wykluczonym społecznie i kulturowo. W efekcie oryginalność stylistyczna powala czytelnika. Nie mówię, by jednocześnie ułatwiała lekturę, zwłaszcza w czasach sprzyjających temu, aby ”czytało się lekko”. Oczywiście ta niepozorna książeczka powstała i ukazała się pierwotnie na emigracji, ale o dziwo w 1984 r. została wydana i w PRL. Mój ulubiony minister zaciemnienia publicznego powinien zatem mówić (pomysł oddaję mu za darmo),że już na długo przed zbrodniczą agresją ”ideologii LGBT”, którą dziś tak ofiarnie piersią własną odpiera, niczym husaria pod Wiedniem nieproszonych imigrantów - wredna komuna deprawowała niewinne duszyczki i przeczyste ciała naszych polskich młodzieniaszków: „To są właśnie te źródła!” . A mówiąc poważnie, przecież już wtedy literacko byliśmy spóźnieni wobec świata, jeśli chodzi o ten temat. Warto zatem zapoznać się z tą pozycją, która nota bene i dziś może lekko szokować, nawet jeśli nie jest się ministrem „edukacji” w najlepszym z polskich rządów (choć nie wiadomo, jakie to jeszcze miłe niespodzianki nas czekają, być może już niedługo). Dlatego też wyjątkowo powstrzymam się od cytowania co celniejszych fragmentów przeczytanej książki. Przecież nie chcę, żeby o świcie obudził mnie ktoś inny niż mleczarz - jak to mówił niesłusznie chyba zapomniany inny prawy mędrzec, niedoszły ”premier z Krakowa”. A prowokacje tu nie tylko obyczajowe: „Sypią myśliwi chrześcijańskim śrutem w oczy zającom, co pojutrze w pasztecie świątecznym się obudzą, wierne tradycji”….
Szczegóły
Rok wydania
2005
Liczba stron
174 str.
Wydawnictwo
Wydawnictwo Ha!art
Język
polski
Format
papier
Cykl
Seria prozatorska pod redakcją Piotra Mareckiego
Gatunek
literatura piękna
ISBN
8389911159
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Rudolf" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
