Bookfolio
Restauracja na końcu wszechświata

Restauracja na końcu wszechświata

Douglas Adams

fantasy, science fiction

Zacznę od końca. Cóż to za kosmiczno-międzygalaktyczna uczta czytelnicza! Cóż to za wspaniała podróż czytelnicza... Niebywała przygoda pełna akcji, komedii i ironii, komedia, która nie ma planu, bo ten sam się tworzy. I może scedujmy ów kłopot, jeśli takowym jest, na maszynę o napędzie nieprawdopodobieństwa, która sama sobie sterem i kapitanem. I choć to maszyna, która miała być najznakomitsza i najlepsza i najbardziej precyzyjna, okazała się w rzeczywistości kapryśna, jak kobieta i fochy ma. Jak każdy zresztą, kto przebywa gdzieś tam, albo gdzieś nigdzie. To statek „Serce ze Złota” z garstką Ziemian na pokładzie (homo sapiens),choć Marvin to raczej rozlazłe błoto w formie góry z plasteliny, a dwugłowemu BleBleBleStworowi dalej do człowieka niż bliżej. Nawet ten, który jest człowiekiem, Zaphod to – według pradziadka – „Marnotrawiusz i okropnie zarozumiały wypierdek”. No, ale „(...) cóż warci są życia wszelcy żyjący?” Ale, ale – wracamy do powieści, którą czytasz i przy której jednocześnie „odpoczywasz po godzinach ciężkiego popołudniowego odpoczynku na plaży” (lub balkonie). Na początku było Słowo – oj, to nie ta historia. W tej tutaj najpierw był wszechświat, a potem cała reszta. Choć są i tacy, co wierzą, że pierwsze było kichnięcie, potem smark, trzeci w kolejności był ów wykichany Wszechświat, a czwarte w tworzeniu było słowo - „Na zdrowie”. Faktem pozostaje, że spór trwa do dziś. To zacznę jeszcze raz... Na początku stworzono Wszechświat. Potem było bum, trochę zamieszania i dymu i oto mamy dwa latające obiekty - jeden ociężały, acz najpotężniejszy i najbardziej nieobliczalny statek z Ziemianami na pokładzie zwany „Serce ze złota” i jeden obrzydliwy statek Vogonów, który (cóż za planowany niefart) leci kursem na Ziemian. Tu od razu szybko nadmienię, że gdy już poznasz w tej historii kto z kim i dlaczego i po co i jak, to tak się wciągniesz w lekturę, że nie dość, że się spocisz (od tempa akcji i śmiechu),to przy okazji zapomnisz, jak się nazywasz i ile masz głów (nie mówiąc o twarzy). I w ogóle będziesz dociekał, gdzie wylądowałeś, bo twój własny pokój okaże się być zbyt „ziemski”. Jednak po lekturze „Restauracji na końcu świata” będziesz sobie w skrytości czytelniczego kosmodromu obiecywał, że jeśli kiedykolwiek spotkasz samego siebie, to tak się trzaśniesz, że od razu zapomnisz, kto ci przywalił. Obiecujesz sobie, że to było pierwszy i ostatni raz (i wcale nie chodzi o cios). Obiecujesz sobie tkwiąc umysłem gdzieś w czasoprzestrzeni literkowego wszechświata z pośladkami na tapczanie, że od teraz – od „Restauracji na końcu świata”, będziesz częściej sięgał po podobne książki. I koniecznie z rysunkami. Te muszą być z najwyższej półki (kreślarskiego talentu ilustratora),muszą być co najmniej tak świetne, jak te w „Restauracji”. Wywołują bowiem zawroty głowy, niekontrolowany śmiech i jednocześnie są, jak postoje międzyplanetarne. Gapisz się na szczegóły, jak sroka w gnat (czy raczej jak Ford Prefect w konsolę podczas awarii napędu nieprawdopodobieństwa, gdy pojazd stracił moc). Wypośrodkowując morał z tej powieści można rzec co następuje - Wszechświat jest tak niewyobrażalnie wielki, że jego rozmiary mogą wywołać mózgopokręcenie oraz oczopląs, dlatego większość istot myślących (MYŚLĄCYCH!!!) o tym, woli zapomnieć. Wielu z ochotą przeniosłoby się do jakiegoś mniejszego miejsca. Do zakątka odpowiedniego dla ich horyzontów myślowych. Lecz tu panuje WIR CAŁKOWITEGO ZROZUMIENIA wszystkich BioForm – brzmi jak szyfr? Po lekturze „Restauracji” nic ci obce nie będzie. A i humor ci się poprawi (skutek uboczny). W powieści jest wiele śmiesznych momentów i trudno wskazać ten jeden. Niemalże w każdym rozdziale absurd (kosmiczny) bawi i śmieszy. Warto jednak wyszukać najlepszego smaczku (według mnie) o podłożu przedsiębiorczym. Opowieści kustosza Wiru Zrozumienia o szczęśliwej planecie, na której powstało zbyt wiele sklepów obuwniczych i samych butów, co doprowadziło do gospodarczego krachu. Populacja niemalże wymarła, a co poniektórzy (ci bardziej Bio-formą elastyczni) przemutowali się w ptaki przeklinając stopy i chodzenie po powierzchni. I masz tu ambaras, żeby wszyscy chcieli naraz – nawet dwie stopy, czy już nie stopy, którym od nadmiaru niedobrze się zrobiło i źle na tym wyszły – na bosaka. Czyta się świetnie, lekko i zabawnie i choć nie znałam wcześniejszej części, to jakoś się odnalazłam i w ludziach i półludziach i statkach i nazwach, czy miejscach. Swoją drogą podziw wzbudził we mnie autor i jego horyzont nieograniczonej wyobraźni - wyobraźni o napędzie nieprawdopodobieństwa wręcz. Polecam z nieprzerwanie trwającym ubawem w sobie. za lekturę dziękuję SZTUKATER #agaKUSIczyta

Szczegóły

Rok wydania

2024

Liczba stron

320 str.

Wydawnictwo

Zysk i S-ka

Język

polski

Format

papier

Cykl

Autostopem przez Galaktykę (tom 2)

Gatunek

fantasy, science fiction

ISBN

9788383351605

Inne książki autora

Opinie czytelników

Oceń tę książkę

0/10
2026-08-15

Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.

Bezpłatne konto Bookfolio

Dodaj „Restauracja na końcu wszechświata" do swojej półki

Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.

Przykład: post o przeczytanej książce
Przykład: kalendarz miesiąca

Trzy półki czytelnicze

Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.

Oceny i recenzje

Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.

Statystyki i wyzwania

Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.

Rekomendacje i grafiki

Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.