Bookfolio
Providence. Tom 3

Providence. Tom 3

Alan Moore, Jacen Burrows

komiksy

Już „Neonomicon”, swoisty prequel „Providence”, stanowił fascynującą podróż Alana Moore'a po świecie fantazji jednego z najwybitniejszych pisarzy grozy w historii, Howarda Phillipsa Lovecrafta. Uwypuklenie motywów, które w twórczości Cienia z Providence majaczyły gdzieś w tle, okazało się ciekawym posunięciem. Podobne podejście Moore zaprezentował teraz i wyciągnął na wierzch takie rzeczy, które wcześniej wcale nie kojarzyły się z postacią Lovecrafta. Mogło się to skończyć totalną katastrofą i łatką świętokradztwa, mogło też dać nam coś oryginalnego, co czerpie z klasyki w sposób twórczy. Ostatni tom serii przynosi potwierdzenie, że mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem. Robert Black dociera w końcu do Providence, gdzie ma zamiar zebrać kolejne materiały do pisanej przez siebie powieści. Na miejscu spotyka Howarda Phillipsa Lovecrafta, który wywrze na niego niebagatelny wpływ. Black, początkowo zafascynowany atmosferą miasta, zaczyna stopniowo uświadamiać sobie, że jego eksploracje tematów okultystycznych zaprowadziły go w końcu do punktu, po przekroczeniu którego nie sposób już uniknąć szaleństwa i utraty zmysłów. Wspomniany we wstępie „Neonomicon” nie jest tu przywołany przypadkowo. Opowiedziana w tamtym albumie historia znajduje bowiem swoje zakończenie. Alan Moore spina wszystko klamrą, łącząc wątki rozpoczęte wtedy z tymi prowadzonymi w drugiej serii czerpiącej z Mitologii Cthulhu. Pokazuje to, że pisarz od samego początku miał pomysł na większą całość, a co więcej, rozpisał wszystko (łącznie osiemnaście zeszytów) z zegarmistrzowską precyzją – to w efekcie dało wrażenie obcowania z dziełem bardzo solidnie przemyślanym i satysfakcjonującym na wszystkich płaszczyznach. Lovecraft nigdy nie dawał swoim bohaterom łatwych rozwiązań. W konfrontacji z nienazwanym kosmicznym plugastwem nie tylko zawsze mieli pod górkę, ale stali na z góry przegranej pozycji. Odniesienie zwycięstwa, a co za tym idzie, zachowanie poczytalności, było poza ich zasięgiem. Jedyna możliwa droga do namiastki szczęśliwego zakończenia to akceptacja nieuniknionego i transformacja, nawet kosztem dotychczasowej tożsamości. Te motywy przetaczają się także przez karty „Providence”, stanowiąc fundamentalną cechę całej tej historii. Swoje przeznaczenie musi zaakceptować na przykład Robert Black. Młody pisarz może próbować z nim walczyć, ale wszystko ostatecznie sprowadza się do tego, że człowiek nie jest w stanie stanąć naprzeciwko potężnej siły i wyjść z konfrontacji nienaruszonym. Podobnie rzecz się ma z agentką FBI, wprowadzoną jeszcze w „Neonomiconie”. Ostatnie rozdziały „Providence” pokazują wielkie zmiany, jakie w niej zaszły – obraz całości jest kompletny i pozwala lepiej zrozumieć wybory, jakie musiała podjąć tak ona, jak i inne postaci, by dać szansę na przetrwanie sobie i całemu światu. Alan Moore porusza też w „Providence” niezwykle interesującą kwestię rzeczywistości. Podobnie jak miało to miejsce u Lovecrafta, świat przedstawiony nader często odgrodzony jest od niepojętego kosmosu jedynie cienką zasłoną, przez którą raz po raz przedostają się elementy mogące na wiele sposobów modyfikować i wykrzywiać ludzkie umysły. Za wszystkim kryje się niezwykle niepokojąca sugestia, że to, o czym czytaliśmy w kolejnych opowiadaniach Lovecrafta, istnieje naprawdę. Moore pokazuje, jaki mogłoby to mieć wpływ na nasz świat i co trzeba zrobić, żeby ta straszna wiedza nie spowodowała całkowitego rozpadu ludzkości, jakiej jesteśmy częścią. Ilustracje autorstwa Jacena Burrowsa dosyć dobrze pasują do raczej powolnej opowieści. Nie są wirtuozerskie, można je natomiast określić mianem realistycznych. Rysownik potrafi czasami wzbudzić w czytelniku pewien niepokój (to istotna cecha w, było nie było, opowieści grozy),a wrażenie nasila się zwłaszcza pod koniec albumu, gdy scenarzysta wykłada więcej kart na stół, a na arenie wydarzeń zaczynają pojawiać się postacie o kosmicznej proweniencji. Burrows trzyma wtedy odpowiednie tempo, dobrze dostosowując warstwę graficzną do tekstowej. Nie sposób powiedzieć, że „Providence” jest komiksem dla każdego. Nie jest to nawet odpowiednie dzieło dla wszystkich fanów Lovecrafta. Niektóre elementy wizji Alana Moore'a mogą być ponadto niestrawne dla przeciętnego zjadacza komiksowego chleba. Rzecz może tyczyć się na przykład dość powolnej narracji, pozornie nudnych fragmentów „Raptularza”, gdy bohater własnymi słowami opisuje sceny, których świadkiem byliśmy chwilę wcześniej, czy też mało rozrywkowego charakteru całości. Wystarczy jednak otwarty umysł (no, może nie tylko to – dosyć istotny jest także fakt znajomości dzieł Lovecrafta i pewnej dla nich sympatii),by historia pochłonęła odbiorcę bez reszty. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2020/05/providence-tom-3-recenzja.html oraz na facebookowym profilu serwisu Szortal. Wpis z 19. 04. 2020 - https://www.facebook.com/Szortal/posts/3208228909199814?__tn__=K-R

Szczegóły

Rok wydania

2020

Liczba stron

168 str.

Wydawnictwo

Egmont Polska

Język

polski

Format

papier

Cykl

Providence [Egmont] (tom 3)

Gatunek

komiksy

ISBN

9788328135871

Inne książki tych autorów

Opinie czytelników

Oceń tę książkę

0/10
2026-08-15

Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.

Bezpłatne konto Bookfolio

Dodaj „Providence. Tom 3" do swojej półki

Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.

Przykład: post o przeczytanej książce
Przykład: kalendarz miesiąca

Trzy półki czytelnicze

Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.

Oceny i recenzje

Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.

Statystyki i wyzwania

Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.

Rekomendacje i grafiki

Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.