Północny Atlantyk 1914-1918
Tomasz Fijałkowski
Książka Tomasza Fijałkowskiego to drugie podejście tego autora do walk morskich na Atlantyku w XX w. Poprzednią pracą był Atlantyk 1939. Zajrzałem do swoich uwag o tej książce i znalazłem zaledwie trzy gwiazdki. Wszystko wskazuje, że tym razem nie będę nawet tak szczodry. Seria Historyczne bitwy ma swoje wymogi. Nie są to w założeniu prace naukowe, lecz popularnonaukowe – a to znaczy, że nie zawierają bagażu naukowego, np. przypisów, ale jednak w wersji nieco uproszczonej przekazują aktualny stan wiedzy naukowej. Tego właśnie oczekuję od kolejnych tomów HB i zazwyczaj dostaję. Pozornie w przypadku tego tomiku tak jest. Autor odwołuje się do źródeł, niektóre cytuje, podaje dane liczbowe, odnosi się do innych opracowań tematu. W tej kwestii niewiele mogę zarzucić. Natomiast mam zastrzeżenia, w jaki sposób materiał zgromadzony przez Fijałkowskiego został przedstawiony. Na początek trzeba odnieść się do tytułu. Jest on oczywiście nieadekwatny do zawartości, gdyż autor skoncentrował się rzeczywiście na północnym Atlantyku, ale przedstawił działania zbrojne niemieckich łodzi podwodnych oraz próby przeciwstawienia się im ze strony aliantów. Rozumiem ograniczenia i wymogi serii, ale można było poszukać jakiegoś innego określenia, o czym ta książka jest. Pominięcie bitwy jutlandzkiej w tomie można usprawiedliwić tym, że doczekała się osobnych opracowań, ale już inne zmagania, jak dwie bitwy pod Helgolandem, bombardowania angielskich miast przez niemieckie krążowniki, bitwy w Cieśninie Kaletańskiej czy rajdy korsarskie niemieckich okrętów nawodnych to przecież zmagania na tym samym akwenie. Bo z tekstu i map wynika, że autor brał pod uwagę także Morza Północne i Norweskie oraz Kanał La Manche. Kolejne zastrzeżenie budzi skoncentrowanie się na polityce II Rzeszy i przez długi czas jedynie zdawkowe informacje na przeciwdziałania aliantów wobec ofensywy podwodnej (po raz pierwszy na s. 99, czyli mniej więcej po 1/3 tekstu). Właściwie poza Wielką Brytania i w końcowym okresie wojny Stanami Zjednoczonymi innych przeciwników floty niemieckiej nie ma. Rzeczywiście, nie odgrywała może wielkiego znaczenia, ale takie pomijanie np. floty francuskiej budzi wątpliwości, czy w ogóle istniała. Skoro już mowa o dwóch uczestnikach wojny po stronie aliantów, to niezmiernie drażniące i w dodatku niezgodne z rzeczywistością, było manieryczne nazywanie niemal zawsze Wielkiej Brytanii Anglią, a Stanów Zjednoczonych Ameryką. Tak, to można w powieściach, ostatecznie esejach, ale nie literaturze historycznej – bo to jest właśnie niehistoryczne. Może wygodne, ale niedopuszczalne. Fijałkowski nie analizuje wiarygodności źródeł, zwłaszcza narracyjnych, pamiętniki przyjmuje na wiarę, nie dokonuje ocen ani nie wyciąga wniosków. Tak jest choćby w przypadku przytaczania wypowiedzi admirała Tirpitza, którego chyba zresztą bardzo lubi, bo wielokrotnie się na niego (a często tylko na niego) powołuje. Z tekstu trudno niekiedy wyłowić jakieś dane liczbowe. Do bitwy jutlandzkiej nie ma np. danych o zatopionym tonażu statków alianckich czy ich liczbie. Potem zresztą też pojawiają się nieregularnie i w dodatku nie zawsze są przekonujące. Bo jak odnieść się do informacji o zatopionych statkach brytyjskich i państw neutralnych, gdy na s. 148 czytamy: 528 750 t w lutym 1917 r., 573 558 t w marcu, 874 105 t w kwietniu 1917 r. – a na s. 169: 536 000 t w lutym 1917 r., 603 000 t w marcu 1917 r. Co ciekawe – mogę te rozbieżności wyjaśnić, tylko dlaczego nie zrobił tego autor? Często wyjaśnia się skrótowość danej pracy wymogami redakcyjnymi – bo tyle arkuszy można wydać. Dlatego nie napiszę, czego nie ma. Podam, co jest, a niczego nie wnosi do przedstawionego obrazu wydarzeń. Jest więc rozdział o zatopieniu Lusitanii – i to właściwie niezbędny fragment. Jest też rozdział Zagłada statków Justicia oraz Llandovery Castle i nic ważnego on nie wnosi. Ani same statki nie były wyjątkowe, ani konsekwencje ich zatopienia nie miały większych, zwłaszcza gospodarczych lub politycznych reperkusji, więc w jakim celu Fijałkowski właśnie te jednostki wyróżnił opisem – nie wiem. Podobnie jest z fragmentami dzienników pokładowych. Uzupełnianie opisów tekstami źródłowymi jest oczywiście bardzo przydatne, bo i urozmaicają treść książki, i dodają jej wiarygodności, ale dlaczego autor cytuje na 6 stronach fragmenty dziennika, nie wiadomo (s. 142-148). Takich przydługich cytatów jest więcej. Na s. 109 czytamy, że „W niebywale butnym oświadczeniu cesarz Wilhelm (…)” i dalej: „(…) jak twierdził chełpliwie cesarz (…)”. W książce często znajdziemy podobne wstawki, zawierające oceniające epitety, prawie wyłącznie dotyczące Niemiec i Niemców. Tego typu zwroty można zamieszczać w beletrystyce, a nie w pracy, która ma charakter popularnonaukowy. Żaden szanujący się historyk co kilka zdań nie umieści pejoratywnych zwrotów oceniających osobę, państwo lub sytuację. Właśnie, szanujący się historyk nie popełni tylu (i jeszcze więcej) niedoskonałości. I to może jest klucz do oceny pracy. Bowiem na każdym kroku przebija z niej brak warsztatu historycznego. Miałem wrażenie, że autor dysponował bogatym materiałem i starał się stworzyć z tego, zgodnie z wymogami wydawnictwa, określonej objętości książkę. Umieszczał więc co popadnie, potem nieco skracał, znów coś wciskał i tak bez końca. Z pracy wyziera chaos – nie ma jednolitej koncepcji dzieła, są różne wątki, które nie stanowią jakiej jednolitej całości. Nie ma ujęcia chronologicznego, nie ma też spojrzenia problemowego. Pojawiają się akapity całkiem oderwane od przedstawianego właśnie zagadnienia, autor wraca do już omawianych kwestii, podaje ciekawostki wraz z informacjami szczególnej wagi. Trzeba tu podzielić winę i część przerzucić na wydawcę, który puścił tak niedoskonały tekst. Bibliografia to wybór autorski. Jednakże należało oczekiwać w niej prac klasycznych i możliwie nowych. Tymczasem zabrakło chyba najobszerniejszej monografii I wojny światowej pióra Janusza Pajewskiego (wydane w 1991 i 2004) oraz pracy Pawła Wieczorkiewicza Historia wojen morskich. Wiek pary, która co prawda nie zawiera tematyki wydarzeń wojny światowej, ale byłaby dobrym wstępem, zawierającym genezę konfliktu, dokonania techniczne w dziedzinie okrętów i używanej przez nie broni. Jest za to mocno przestarzała książka Tarlego Dzieje Europy 1871-1919 z 1960 r. A ponadto: na s. 113 autor pisząc o Anglii (czyli Wielkiej Brytanii) z perspektywy Niemiec nazywa ją sojusznikiem. Gdzież był redaktor, który nie zmienił go w przeciwnika, jak wynika z kontekstu?! Na s. 137 przytoczony został tekst jednego z dowódców U-bootów. Niestety, w tak fatalnym tłumaczeniu, że niekiedy nie wiadomo, o co chodzi (Uznałem, że parowiec byłem gotowy porzucić i wszyscy więźniowie byli podjęci przez amerykański niszczyciel). Na s. 195 w ostatnich dniach grudnia 1917 r. admirał Jellicoe ustępuje ze stanowiska naczelnego dowódcy floty brytyjskiej, a już na s. 206 w grudniu 1916 r. „Admirał Jellicoe został pierwszym lordem Morskim”. To oczywiście wzorcowy przypadek chaosu w tej pracy. Podobnie jak stwierdzenie (s. 254),że „jakiś statek natknął się na minę i wyleciał w powietrze”. I to ma być praca historyczna? I kolejny błąd redakcyjny – s. 263 – jeden z okrętów podwodnych zatopił jednostki o pojemności „420-450 t” i było ich 150. To oczywisty błąd – prawdopodobnie zamiast dywizu powinna być spacja. Na s. 283 wymieniono błędną nazwę pancernika niemieckiego – nie Margkraf, lecz Markgraf nosi nazwę ten okręt klasy König. Powyższe uwagi to jedynie wybór. Im dłużej pisałem tę opinię, tym bardziej czułem zniechęcenie. Bo pisałem opinię, a tu potrzebna jest recenzja zawodowego specjalisty od tematu I wojny światowej lub zmagań morskich. Zbyt wiele jest niedociągnięć, zbyt wiele chaosu, by w skrócie ocenić książkę Fijałkowskiego. Temat ciekawy, wart podjęcia, ale realizacja fatalna. Tym bardziej żałuję, że lubię tę tematykę, mam nieco wiedzy na ten temat, a poza tym cenię sobie serię HB Bellony i spośród wielu cennych pozycji, cytowanych w poważnych pracach naukowych, dobrze, a zarazem zgodnie z wiedzą i warsztatem historycznym napisanych pozycji, ta wypadła fatalnie.
Szczegóły
Rok wydania
2017
Liczba stron
300 str.
Wydawnictwo
Bellona
Język
polski
Format
papier
Gatunek
militaria, wojskowość
ISBN
9788311151673
Chcesz podzielić się ze światem tym, co czytasz?
Wygeneruj estetyczną grafikę z tej książki w kilka kliknięć — kwadratowy post albo pionowe stories. Pełna kontrola nad motywem, tytułem i krótką notką. Gotowe do wrzucenia na Instagrama.


Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Twoja ocena
Dodaj „Północny Atlantyk 1914-1918" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do 200+ czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać — uporządkuj swoje lektury w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1–10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
Rejestracja zajmuje mniej niż 30 sekund. Bez karty, bez zobowiązań.
