Bookfolio
Podziemny Muranów

Podziemny Muranów

Jacek Leociak

reportaż

„Pod ziemią dzisiejszego Muranowa wciąż leżą ludzkie szczątki i rzeczy pożydowskie” – przypomina, a raczej informuje, znany badacz Holokaustu. No bo skąd i po co mają o tym wiedzieć właściciele z coraz liczniejszych luksusowych apartamentowców, wznoszonych w „byłej żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej”… Trudna książka - konieczna książka. Dla mnie szczególnie ważna, bo gdy mieszkałem kilka lat przy Niskiej, rzadko kiedy opuszczała mnie świadomość, że kilka pięter niżej są nie tylko piwnice. Nie tylko fundamenty… Autor miesza plany, jest narratorem wszechwiedzącym, generalnie oddaje głos ludziom i dokumentom z epoki, ale pewne rzeczy sam dopowiada, a ma o czym mówić jako jeden z czołowych specjalistów od warszawskiego getta. Wydawałoby się, że niełatwo napisać o tym coś nowego, ale nikt jeszcze, jak znakomity Jacek Leociak nie opisał tych setek dawnych podziemnych kryjówek z lat wojny. „Ze świata naziemnego życie przeniosło się do świata podziemnego. Tam ludzie bytowali razem z trupami, szczurami, robactwem. I z przyniesionymi ze sobą bądź wygrzebywanymi z rumowiska rzeczami, które były nieraz tak cenne, jak jedzenie. Pomagały przeżyć. Ale żeby przeżyć, trzeba było zniknąć z powierzchni ziemi, przestać być widzialnym i słyszalnym”. „Stroop meldował, że podczas likwidacji Getta zniszczono 631 takich bunkrów, niektóre z prądem, wodą bieżącą czy nawet studniami artezyjskimi, sanitariatami”. Właściwą narrację poprzedza obszerny rys historyczny terenów późniejszego getta. „Żydzi, rugowani z Warszawy, krążyli po jej obrzeżach i osiadali w okolicy, rugowani z jednych ulic, przenosili się na inne. Napływali do miasta mimo zakazów, a kiedy zakazy zniesiono, przybywało ich jeszcze więcej. Wędrowali z miejsca na miejsce, zamieszkiwali wiele ulic, ale ulica Żydowska w średniowiecznej Warszawie była ich pierwszym domem”. „Historia Muranowa zaczyna się w konwencji sielankowej. Urocze pejzaże, stawy i rzeczki wijące się wśród ogrodów, ryby pluskające się w wodzie, obracające się na wietrze ramiona wiatraków, poruszające żarna młynów, słońce wśród zieleni. Było tu tak pięknie, a zrobiło się tak ponuro, biednie i strasznie. (...) Stawki stały się zaułkiem nędzy, a wreszcie ulicą, przy której skończyły się dzieje warszawskich Żydów. Historia Muranowa zatacza łuk: od rajskich krajobrazów do piekła Umschlagplatzu”. „Międzywojenna Warszawa stała się największym skupiskiem Żydów w Europie i drugim, po Nowym Jorku, na świecie. W sierpniu 1939 r. w Warszawie było około 380 tys. Żydów (na ogólną liczbę 1,3 miliona mieszkańców, co stanowiło 29 procent). Do wybuchu II wojny światowej funkcjonowało tutaj ponad 440 synagog i domów modlitwy”. Autor nie pisze historii getta. Koncentruje się na tym, co po powstaniu z 19 kwietnia 1943 r. Szybko czynny opór wygasł. Pozostało ukrywanie się zwykłych ludzi - wysoko w ruinach domów i nisko w podziemnych bunkrach. „W martwym pozornie getcie panuje nieustanny ruch. Trzeba przejść z głębokiej piwnicy gdzieś na dach, trzeba się czołgać, wciskać w jakieś załamania murów, wspinać się po ocalałych fragmentach konstrukcji domów, przyczaić się pod załomem blachy zerwanej z więźby dachowej”. „Ludzie zamieszkujący to podziemne miasto mają nieprawdopodobną siłę żywotną, wolę życia. Nie dają się stłamsić, zdeptać. Żyją na terenach, które są w ogóle nie do zamieszkania, w dołach, w szczelinach, w gruzach, w obrywach muru. Życie czepia się każdego skrawka ziemi”. Dowiadujemy się, że w latach PRL relacje ofiar nie tylko cenzurowano, ale głównie zsyłano na archiwalne polki, by je przykrył kurz zapomnienia. Tak samo w III RP te dokumenty rzadko są szerzej ujawniane, chyba że uczynią to tacy badacze, jak Leociak. Bo za dużo w nich opowieści o Żydach „uciekających ze strony aryjskiej do getta przed wszechobecnym szmalcownictwem i chciwością Polaków”. A z drugiej strony wiele tam krytyki żydowskiej konspiracji, która = powiedzmy to sobie szczerze , w sumie tak jak każda inna - specjalnie nie przejmowała się odwetem za jej akcje: „nikt, kto posiada elementarne poczucie odpowiedzialności, nie zdobędzie się przecież na wybryk, który pociąga za sobą setki ofiar” (za tego zabitego Niemca zapłaciło kilkuset Żydów). Innym takim tekstem jest pozostawienie przez Anielewicza rannego kolegi na spalenie żywcem – nie pozwolił mu pozostawić pistoletu, aby się mógł zastrzelić. W imię prawdy Autor obficie cytuje takie dokumenty. Mowa w nich i o duszeniu dzieci w bunkrach, by ich płacz nie zwabił Niemców, o samobójstwach, o zaduchu, głodzie, wybuchach wzajemnej nienawiści wśród nieszczęśników. A jak są witani Żydzi, gdy nareszcie znajdą się „poza murami”? „Jacyś przechodnie przywitali nas słowami +Cwane Żydki!”. Z innych ust usłyszeliśmy: +Znowu szczury uciekły z getta+. Ale nikt do nas się nie zbliżył – może rewolwery w naszych rękach odstraszyły ludzi. (…) Przed nami wyrósł policjant granatowy. Przemówił do nas bardzo grzecznie: +Chłopcy, oddajcie pieniądze i idźcie z Bogiem!+„. Czytamy i takie reakcje warszawiaków na los getta: „Przez tych Żydów tyle domów spalą, taki kawał miasta zniszczą. Ludzie by chociaż mieli mieszkania. Sama myślałam sobie wziąć jakieś przyzwoite mieszkanie w getcie, jak Żydów wygnają. A teraz nic z tego nie będzie”. – Nie zajmuje ich to, co stało się z poprzednimi lokatorami – komentuje Autor. Dziwnie podobne opinie wyrażał gubernator Warszawy Ludwig Fischer: „Gdyby getto nie zostało zniszczone, można by było teraz bez trudności uzyskać pomieszczenia tak bardzo potrzebne do ważnych celów wojennych”. I konkluzja Leociaka: „Powstanie warszawskie ma swoją autobiograficzną prozę cywilną: genialny pamiętnik z +Powstania warszawskiego+ Mirona Białoszewskiego. Uciekanie, chowanie się, tłoczenie się w piwnicach, nasłuchiwanie świstu spadających bomb. Cywilna historia powstania w getcie warszawskim jest wciąż do napisania”. W książce o „podziemnym Muranowie” nie mogło zabraknąć głosu, dosłownie spod ziemi, który dotarł do nas, potomnych, w postaci częściowo cudem ocalonego Archiwum Ringelbluma. „W polskiej ziemi spoczywają prochy zgładzonych Żydów, ale z tej ziemi wydobyto także ich świadectwa. (…) Dowód na to, że można działać wbrew logice Zagłady”. Autor podkreśla, że w żadnym innym żydowskim skupisku pod niemieckim terrorem nie podjęto inicjatywy dokumentacyjnej na taką skalę. „10 metalowych skrzyń wypełnionych dokumentami tkwiło przez 4 lata pod ziemią, metr pod podłogą piwnicy domu na Nowolipkach 68. Nie dosięgnął ich ogień, który strawił tę kamienicę, jak i całe getto. Do środka wdarła się jednak woda”. „Nie tylko ofiary, lecz także sprawcy, sięgają do języka archetypów. Jak bowiem inaczej interpretować nazwanie akcji alianckich nalotów na Hamburg operacją Gomora?”. Czym dziś jest to miejsce „po tamtych głosach”, jak pisał Poeta? Przede wszystkim - by się trzymać jego strof -„miastem, które zeszło pod ziemię”… „Miejsce po-getcie to właśnie nieistnienie, brak (…),to doświadczenie realnego braku i pozornej obecności. (…) Owo miejsce po-getcie jest wielkim milczeniem pośrodku gwaru współczesnego miasta. Milczeniem zakrzyczanym warszawskim tu i teraz”. „Podziemny Muranów stanowi jedyny w swoim rodzaju podziemny depozyt Zagłady. (…) Terytorium jest niedostępne, leżące poza obszarem codziennego doświadczenia ludzi żyjących w mieście tu i teraz, a także poza obszarem konwencjonalnych form upamiętnienia. Jest więc miejscem nieupamiętnionym, ponieważ skrajnie czy wręcz niemożliwym do upamiętnienia”. ”Sądzę, że jedyną możliwą formą upamiętnienia podziemnych reliktów getta byłoby urządzenie w wybranym miejscu swoistego lapidarium”. A ponadto ”mnóstwo rzeczy codziennego użytku przetrwało Zagładę. Chodzi o rzeczy ofiar, a więc o rzeczy żydowskie, potem już pożydowskie”. Leociak z właściwą mu empatią wobec ofiar porusza jeden z trudniejszych tematów, czyli to, z czego powstawały tu nowe domy pod koniec lat 40. Ano wielkie maszyny mełły… wszystko, co wydobyły z ruin. I taki właśnie „materiał” był budulcem nowego Muranowa, niegdyś ohydnie socrealistycznego, który dziś – przy tych nowych, kompletnie tu niepasujących apartamentowcach - i tak trzyma jakiś wymiar bliski człowiekowi i jego otoczeniu. „Getto istnieje już tylko pod asfaltem ulic, pod chodnikami, pod skwerami podwórek, szkolnymi boiskami, dziedzińcami przedszkoli, pod obrośniętymi trawą skarpami usypanymi z gruzów, pod wyjątkowo w tej dzielnicy wybujałymi topolami, lipami, klonami. Tam są sklepienia piwnic przykryte gruzem i ziemią - mocne gettowe korzenie”. Jedna z końcowych scen, to wyimaginowany powrót pogrzebanych jako zjaw: „Wydostali się z podziemi na powierzchnię, na słońce, zaczerpnąć powietrza. Jeśli się chce, można ich zobaczyć, stojąc przy ogrodzeniu placu budowy, koło przystanku autobusów linii 111 i 180. Ciała jeszcze żywe. Jeszcze ciepłe. Jeszcze pełne krwi. A bruki - jak zawsze - głuche i szare. Co mam im teraz powiedzieć? Że nawet te resztki ich domu zostaną powtórnie zgładzone? Że fundamenty Gęsiej 33, te rozrośnięte korzenie getta, tkwiące dotychczas pod ziemią, a teraz wykopane buldożerami i odsłonięte, zostaną wyrwane? Że już nie zostanie po nich żaden ślad? Nic? Apartamentowiec”.

Szczegóły

Rok wydania

2024

Liczba stron

344 str.

Wydawnictwo

Czarne

Język

polski

Format

papier

Cykl

Poza serią

Gatunek

reportaż

ISBN

9788381918725

Inne książki autora

Opinie czytelników

Oceń tę książkę

0/10
2026-08-14

Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.

Bezpłatne konto Bookfolio

Dodaj „Podziemny Muranów" do swojej półki

Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.

Przykład: post o przeczytanej książce
Przykład: kalendarz miesiąca

Trzy półki czytelnicze

Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.

Oceny i recenzje

Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.

Statystyki i wyzwania

Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.

Rekomendacje i grafiki

Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.