Bookfolio
Podróż wokół mojej czaszki

Podróż wokół mojej czaszki

Frigyes Karinthy

literatura piękna

„(…) pisarz opowiada o czymś, co może przydarzyć się każdemu, a tak się składa – okoliczność godna uwagi – że jemu właśnie się przydarzyło.” Czy zatem powinien dzielić się tym z czytelnikiem, czy w obręb misji pisarskiej, celu, jaki przyświeca twórcy, możemy zaliczyć i taką okoliczność? Trzeba wziąć też pod uwagę swoisty przymus pisania, jaki zwykle towarzyszy pisarzowi, konieczność przelania na papier i posłania w świat rozważań na tematy najważniejsze, te, które poruszają i zajmują umysł bez reszty, w dodatku tyczące ogółu nas, ludzi. Myślę tutaj o rozliczeniu w obliczu ostateczności, jaką jest śmierć, o podsumowaniu, na które później nie wystarczy już czasu. W takiej sytuacji znalazł się w 1936 roku znany węgierski autor, uważany do tej pory za klasyka prozy zabawnej, skrzącej się dowcipem i aluzyjnością. Nieoczekiwanie musiał przyjąć do wiadomości, że „Między ścianami mojej czaszki coś się dzieje. Nie wiem co, inni też mają o tym mgliste pojęcie.” Halucynacje, utrata równowagi przy coraz częstszych i gwałtowniejszych zawrotach głowy, nagła słabość i dezorientacja, ból w czaszce, wymioty i postępująca ślepota – trudne do wytłumaczenia. I w końcu diagnoza, długo potwierdzana u wielu specjalistów, nie pozostawiająca jednak żadnych wątpliwości, którymi można by jeszcze odegnać lęk – guz mózgu. „Tak musi czuć się człowiek, którego wypychają za reling i widzi, że zaraz spadnie.” Fridgyes Karinthy chwyta się więc tego, co mu najbliższe, bierze do ręki pióro, by pisać, stawiając znaki na bieli kartki poczuć, że jeszcze istnieje. „Podróż wokół mojej czaszki” jest szczerym zapisem choroby i wszystkich etapów reakcji na nią, co wielu z nas doskonale zrozumie. W tych momentach wszyscy jesteśmy równi, boimy się tak samo i podobnie trudno nam uwierzyć, że „ciało nie jest mi posłuszne, a właściwie to jest posłuszne, ale nie mnie. Komuś innemu, kto się we mnie ukrył. Ciało ma osobną duszę, niezależną od mojego „ja”, która zwróciła się przeciwko mnie i podburza przeciwko mnie ciało.” Nie jest łatwo przyznać się do słabości, jeszcze trudniej do bezradności wobec niej. Autor, osoba znana i ceniona na Węgrzech, zderza się z ludzką ciekawością, z faktem, że informacja zatacza szerokie koło, a przecież to świat sprzed ery mediów społecznościowych, i teraz spotykając ludzi przygląda im się nieufnie, zadając sobie pytanie: już wie, czy jakimś cudem jeszcze nie? To ważna kwestia, zarazem też sprawdzian przyjaźni, relacji towarzyskich i zawodowych. Ile może być rodzajów współczucia… okazuje się, że całkiem sporo i nie jest wcale trudno odróżnić jeden od drugiego. Świat, co również niemile zaskakuje, istnieje wszak nadal, jakby nigdy nic, tyle że teraz bez naszego w nim udziału, znajomi i nieznajomi spotykają się, jak dotąd, by rozmawiać, ale już nie z nami, a o nas. To zasadnicza różnica, przyznacie? Przed odwiedzinami trenują przed lustrem „dobrą minę do złej gry”, tyle razy, ile trzeba, by się nie zawahać, nie zapłakać. Niektórzy może już obmyślają nekrolog lub wiersz na pierwszą kolumnę. Na nic chowanie głowy w piasek, uciekanie w sen, ignorowanie badań i próba życia po staremu, choć „chętnie nadal gnuśniałbym w mroku, gdzie jest mi dobrze i nie muszę o niczym myśleć.” Głośne wyliczanie zalet „nie bycia” nie powstrzyma złego inkuba, który zalągł się w czaszce i wzrasta w potędze bezkarności. Autor robi wiwisekcję własnej duszy, gdy niczego nie jest pewien, gdy liczy się tylko tu i teraz, ponieważ jutra może po prostu nie być. „Rzeczywistość jest zawsze teraźniejszością, to chwila, jedna wieczotrwała chwila. Ani krótka, ani długa, po prostu chwila, która jest – to jedyny sposób istnienia i nie ma ucieczki z tego zaklętego kręgu, z więzienia chwili.” Cóż więc może więzień? Uwieczniać ją, rozmyślać nad nią i opisywać swoje odczucia, obserwując świat naokoło, ten świat, z którego tak bardzo nie chce zostać wypisany. Zastanawia się też nad zależnością nazwania jakiegoś zjawiska, a jego zaistnieniem. Czyżby pośpiesznym stwierdzeniem: „mam guza mózgu” przywołał go i zaimplementował bezwiednie w swój organizm, czy zadziałało to jak samospełniająca się przepowiednia? „Rzeczy stają się, gdy nadajemy im nazwy i tym samym zaczynamy uważać je za możliwe, a wszystko, co uważamy za możliwe, staje się. To ludzka wyobraźnia stwarza rzeczywistość.” Przemyślenia, z jakimi się tutaj spotykamy nie są nam obce, być może nawet formułowaliśmy podobne. Sam fakt choroby spada zwykle jak grom z jasnego nieba. Kim więc jesteśmy teraz, gdy rozrasta się w nas ciało obce, wrogie i niszczące tkanki, które „wspólnie tworzą to, co nazywam swoim „ja”: jedna myśli i mówi, druga liczy, trzecia wyobraża sobie, czwarta pragnie, piąta pamięta i marzy, szósta przyjmuje rozkosz i sprowadza ból.” Czy to jeszcze jestem ja? Słowo „więzień” odmieniane jest tutaj na wiele sposobów, wszak trudno zaprzeczyć, że zamknięty w czterech ścianach szpitalnego pokoju pacjent do złudzenia go przypomina, siedzi niczym „w areszcie śledczym, w którym sąd umieszcza podejrzanego: nieważne, czy mowa o zwykłym więzieniu, czy wytwornym, wygodnym areszcie politycznym – przecież podejrzanego interesują tylko orzeczenie winy i oczekiwany wyrok (…)” Jestem też przekonana, że opis operacji na otwartym mózgu wywrze na każdym piorunujące wrażenie. Autor, choć nie czuł bólu, był zupełnie przytomny, gdy usuwano mu guz, słyszał zgrzyt piłki i hałas wiertła, chlupot wypływającego płynu i krwi, nie wiedząc przy tym, czy będzie miał jeszcze szansę komukolwiek o tym opowiedzieć. Zapiski z wnętrza czaszki, osobiste, bolesne, w których wyczuwalne jest zmaganie się lęku i niedowierzania z nadzieją, choć autor pilnuje się, by utrzymywać należyty dystans, a nawet okrasić je odrobiną humoru, to lektura niełatwa pod względem emocji. Jednak ważna, podejmująca kwestie naszej ludzkiej wrażliwości i kruchości. W tle zaś jeszcze przedwojenna rzeczywistość, nad którą już jednak powiewa z Berlina widmo hitlerowskiej flagi i zbierają się dziejowe cumulonimbusy. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/

Szczegóły

Rok wydania

2024

Liczba stron

300 str.

Wydawnictwo

Państwowy Instytut Wydawniczy

Język

polski

Format

papier

Cykl

Proza Światowa

Gatunek

literatura piękna

ISBN

9788381967327

Inne książki autora

Opinie czytelników

Oceń tę książkę

0/10
2026-08-15

Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.

Bezpłatne konto Bookfolio

Dodaj „Podróż wokół mojej czaszki" do swojej półki

Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.

Przykład: post o przeczytanej książce
Przykład: kalendarz miesiąca

Trzy półki czytelnicze

Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.

Oceny i recenzje

Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.

Statystyki i wyzwania

Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.

Rekomendacje i grafiki

Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.