Bookfolio
Piłat

Piłat

Magda Szabó

literatura piękna

Brak empatii wobec innych, a nie tylko Innych, wydaje mi się największą wadą tzw. naszych czasów. Chciałbym wierzyć, że kiedyś było, czy też mogło być, inaczej, ale doświadczenie każe sądzić, iż zmieniają się tylko czasy- nie ludzie. A poważne deficyty emocjonalnej, i nie tylko, otwartości na drugiego człowieka prowadzą w „Piłacie” do tragedii, choć przecież formalnie nikt bezpośrednio nie zawinił. Nieco słabsza to książka od genialnych „Zamkniętych drzwi”, m.in. dlatego że Autorce nie udało się tu uniknąć pewnej ckliwości. Niemniej i tu czytelnik spotka się po raz kolejny z sytuacją jak z greckiej tragedii – to co ma się zdarzyć, wydarzy się na pewno… Chodzi tu o relację poważanej i ambitnej lekarki z Budapesztu ze starą matką, która całe swe skromne życie mieszkała w małym miasteczku, a którą po śmierci ojca córka zabiera do swego stołecznego mieszkania, gdzie nic nie jest jej, a wszystko inne niż u niej domu. Kto zna życie, jest świadomy, że to zarzewie kryzysu. Wydawać by się mogło, że to dość wytarty schemat, ale mistrzostwo fabularne i stylistyczne Autorki pozwala jej obejść liczne rafy tego odwiecznego tematu. W obiektywną, trzecioosobową narrację wplatane są subiektywne myśli i refleksje protagonistów, dzięki czemu oglądamy dramat z różnych punktów widzenia. I czasami już nie wiemy, komu wierzyć – jak to w życiu: każdy ma nie tylko swoją rację, ale i jakąś część racji jako takiej…. Mamy tu zatem absolutnie perfekcyjną wiwisekcję rodziny postrzeganej z zewnątrz niemal jako wzorowa – bo mieszczańska - ale ci, którzy są bliżej, widzą ostrzej. Ale to każdy z czytających sam musi wydać werdykt albo się przed nim wstrzymać - tak, jak Autorka, co także świadczy o jej perfekcji. „Przy płonącym ogniu nie czuła się samotna nawet wtedy, kiedy była sama” – to o matce. „Spróbowałam uczynić dla ciebie wszystko, co tylko było w mojej mocy. Ale ty nie wiedziałaś, co masz z tym począć. Ja nie poczuwam się do winy” – ocenia na koniec samą siebie córka. Znakomicie opisane jest rodzinne miasteczko bohaterów (Szabo uczyła się od Kosztolany’ego, Krudego, Maraia czy innych węgierskich klasyków?). Świetnie przedstawione postacie drugoplanowe, silnie powiązane z głównymi bohaterami. I ten wyszukany, nasycony psychologicznie język Autorki. Sporo tu odniesień do historii kraju. Ojciec Izy był sprawiedliwym człowiekiem - wyrzucono go w latach 20. z sądownictwa, gdy wydał wyrok zgodny ze sprawiedliwości i prawem, a nie wolą rządzących. „Przecież dobrze wiedział, jakiego wyroku od niego oczekują. Oszalał, czy co? Miał taką dobrą posadę” – tak to przyjęła straszna ciotki matki, która jako biedną sierotę „wytresowała” ją w młodości, aby tłumiła swe potrzeby i była podporządkowaną innym. Ale w czasie II wojny ukrywała wraz z mężem żydowskiego uciekiniera. No to może opowiedzmy tę książkę cytatami… „To, że może chodzić po ziemi, że rano może wstawać i wieczorem kłaść się spać, że wieje wiatr, i świeci słońce, że jest ulewa albo że cicho pada deszcz – wszystko to uważał za przywilej istnienia”. „Wiele lat przeżyła wśród tych mebli. Razem z nią postarzały się i wyblakły. Każdy ma swoją własną historię”. „Żałowała, że jej rzeczy przejdą w obce ręce, jakby to były żywe istoty, które po długiej, wiernej służbie zostają przepędzone”. ”Dopiero teraz poczuła się naprawdę samotna i opuszczona”. W tym mieszkaniu „znikło wszystko, co niegdyś z takim sprytem i dzięki niewyczerpanej pomysłowości zdołała uchronić przed druzgocącą zagładą. Nie ma już świadków walki, którą z taką fantazją prowadziła przeciw niszczycielskiej sile czasu”. „Lecz ja nie pragnę ani przesadnej czułości, ani pomocy. Czy matka to wytrzyma? Czy ja to wytrzymam? Jak się to wszystko ułoży?” „Tylko dlatego pozwalał sobie czasem wobec niej na podobne złośliwości, bo mu było wstyd, że tak wysoko ją ceni”. „Od tak dawna chciał poznać jakiegoś lekarza z prawdziwego zdarzenia, który poważnie bierze ten żart, jakim jest leczenie ludzi”. „Był święcie przekonany, że każdy człowiek ma prawo błądzić, a nawet wracać myślami do wstydliwych wspomnień”. „Kochałem cię tak bardzo, jak nigdy już nie będę mógł ani chciał kochać nikogo. Kochałem cię bezkrytycznie. Zawsze ja należałem do ciebie, a nigdy ty do mnie. Byłaś daleko nawet wtedy, kiedy trzymałem cię w ramionach (…) Kiedy odkryłem twoje potworne samolubstwo, i to że dajesz z siebie tylko tyle, ile ci jest wygodnie i tylko to, co nie zakłóca twojej pracy – wybuchnąłem płaczem”. „Jest przekonana, że przeszłość jest wrogiem teraźniejszości, a przecież teraźniejszość właśnie z tej przeszłości wyrosła”. „Przecież każdy może zaświadczyć, jakie dobre życie miała ta stara kobieta u boku swej świętej córki, która obsypywała ją pieniędzmi. (…) Mówiła, jak Iza była dla niej dobra i pełna poświęcenia. Miała w Budapeszcie rajskie życie i chyba nie w głowie jej było zamieniać ten raj na piekło i opuszczać taka córkę!”. ”Nie musiała radzić się specjalisty, żeby wiedzieć, iż matkę trzeba koniecznie czymś zająć i ze praca jest tym jedynym ogniwem wiążących starych ludzi z życiem”. „Oczywiście musi również wziąć pod uwagę, co powiedzą ludzie, kiedy się dowiedzą, że mając tak wysokie pobory, posłała starą matkę do pracy”. „Staruszka chudła i prawie do nikogo się nie odzywała”. „Przecież Staruszka nie miała żadnych trosk”. „Dobrze wiedziała, że bezczynność fatalnie wpływa na psychikę matki, ale nie mogła powierzyć jej prowadzenia domu ani pracy, do której dawniej przywykła. Matka nie była już tak ruchliwa i młoda, jak to sobie sama wyobrażała”. „Wiedziała już, że ludzie umierają naprawdę i w niczym nie można im pomoc. Nie można dla nich zrobić nic ani z poczucia obowiązku, ani w odruchu rozpaczy, ani z największej nawet miłości”. PS Nie byłbym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepił: ostatnia cesarzowa CK Monarchii to w każdym polskim przywołaniu Zyta (de Bourbon-Parma, zmarła aż w 1989 r.) - a nie żadna „Zita”. A logika mocno mi zgrzyta w takim akapicie: „Cały wrzątek wylał się na plecy woziwody. Zaniesiono go do domu i aż do śmierci nie odzyskał przytomności. Przez te parę godzin życia wykrzykiwał tylko najgorsze przekleństwa”.

Szczegóły

Rok wydania

1976

Liczba stron

275 str.

Wydawnictwo

Państwowy Instytut Wydawniczy

Język

polski

Format

papier

Cykl

Klub Interesującej Książki

Gatunek

literatura piękna

Inne książki autora

Opinie czytelników

Oceń tę książkę

0/10
2026-08-15

Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.

Bezpłatne konto Bookfolio

Dodaj „Piłat" do swojej półki

Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.

Przykład: post o przeczytanej książce
Przykład: kalendarz miesiąca

Trzy półki czytelnicze

Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.

Oceny i recenzje

Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.

Statystyki i wyzwania

Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.

Rekomendacje i grafiki

Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.