Nie ma o czym mówić
Marta Szarejko
Nie ma o czym mówić
Marta Szarejko
W różny sposób dobieram sobie lektury. Czasem tak zwyczajnie wg pisarza, którego twórczość bardzo cenię, a czasem w wyniku mojego, pokręconego systemu wartościowania opinii dotyczących danego tytułu. Mnogość entuzjastycznych ocen zazwyczaj mnie odstrasza jednak ciekawość często zwycięża i nakłania mnie przychylnie do nabycia jakiejś książki. Jest też drugi system – różnorodność ocen punktowych. Im więcej skrajnych, czyli tych oscylujących od najniższych do najwyższych tym większe prawdopodobieństwo, że lekturą się zainteresuję. Dlaczego? Ponieważ zarówno pozytywne noty jak i negatywne są odzwierciedleniem emocji wypływających w trakcie lektury jak i zwieńczających ją, a siła oddziaływania to dla mnie najmocniejszy wabik. Podobnie było w przypadku „Nie ma o czym mówić” Marty Szarejko. Blogowe oceny tej niepozornej książeczki rysowały się dość radykalnie – jedni ją chwalili, a drudzy niekoniecznie albo podchodzili do niej wręcz obojętnie. Teraz, po zakończonej lekturze wcale mnie to nie dziwi, bowiem najczęściej ma się tego rodzaju odczucia do kwestii bezdomności – skrajnie różnie. To, co zaprezentowała nam autorka to zbiór krótkich (niejednokrotnie wręcz mikroskopijnych) opowiadań dotyczących życia ludzi bezdomnych. Nie opowieści o tym jak to się stało, że znaleźli się tam gdzie byli, a opowieści o tym, co sami chcieli przekazać. Jedni mówili o tym, co było, drudzy o tym, czego by chcieli, inni wprost opisywali rzeczywistość, jaka im towarzyszyła, na co dzień. Byli też tacy, którzy mówili o tym, co istniało tylko w ich wyobraźni… Wszystko to składa się na zbiór szczerych i dających do myślenia wyznań. Pani Marta do stworzenia niniejszych opowiadań posłużyła się mocno nietypową, ale interesującą formą przekazu. Nie ma tu typowych dialogów, a wypowiedzi bohaterów są wrzucone w książkę niczym z worka pełnego potoku myśli i słów. Zupełnie jakby otworzyć czyjś umysł i zajrzeć do środka – jeden wielki tłok i chaos. Zatem jak tu ocenić ten tytuł, jeśli w ogóle należy? Zastanawiałam się nad tym znaczny kawałek czasu i doszłam do wniosku, że jednak to zrobię. Po pierwsze za to, że porusza tak ciężki temat, o którym chyba mało, kto chce rozmawiać. Po drugie za to, że zmusza do myślenia. A po trzecie? Za styl, jakim się posługuje – ten nakłania do rozmów na temat tej pozycji z innymi (ze względu na oryginalność formy) i przy okazji, do poruszania tego „drażliwego” wątku. Do mnie jednak ta forma niespecjalnie przemawia. Zatem nie będę tu pisać, że po tej lekturze każdy zapragnie wspaniałomyślnie wpłynąć na losy bezdomnego, którego widuje na co dzień w drodze do pracy/szkoły, bo zdecydowanie tak nie będzie. Takiej siły „dziecko” pani Szarejko nie posiada. Jednak jest to jakiś punkt zaczepienia. Opowiadania te polecam osobom, które czują się na siłach zmierzenia się z tym problemem jak i tym, które są otwarte na nowe formy przekazu. Nieszablonowość to cecha najważniejsza „Nie ma o czym mówić". Ocena 4/6 **http://ksiazkowka.blox.pl/html**
Szczegóły
Rok wydania
2010
Liczba stron
118 str.
Wydawnictwo
Amea
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
9788392922957
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Nie ma o czym mówić" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
