Moc truchleje
Janusz Głowacki
Moc truchleje
Janusz Głowacki
„Moc truchleje” to krótka książka, a jednak ciężko mi się ją czytało. Generalnie jest to opis wydarzeń sierpnia ’80, ale opis szczególny, bo z punktu widzenia prostego robotnika Ufnala, który został uwikłany w tę historii. Na uwagę zasługuje język, którym posłużył się Głowacki – utrudnia on poniekąd odbiór książki, jednocześnie sprawia, że czytelnik nie ma wątpliwości, że narrator jest naprawdę niewykształconym człowiekiem, który musi walczyć o byt. A jak się ma na utrzymaniu trójkę małych dzieci, schorowanych rodziców i szurniętego dziadka ze strony żony, to człowieka tak codzienność przygniata, że nie ma sił ogarniać dalszych horyzontów. Pierwszym słowem, które przyszło mi na myśl, by opisać Ufnala, było „prymitywny”, tylko że on wcale prymitywny nie jest. Jest naiwny, jest po dziecięcemu ufny i jest zaharowany do granic wytrzymałości. Gnieździ się z rodziną w starym wozie cyrkowym i jest z tego zadowolony, bo w ogóle ma dach nad głową. Martwi się o dzieci, bo najmłodszy choruje, cieszy się z przygarniętej kici, troszczy o opał, obserwuje ludzi w pracy, widzi wzrastające niezadowolenie z panującej w kraju sytuacji, ale przecież władza jest dobra – drewno na opał mu dali, obiecali załatwić przedszkole dla dzieci, więc będzie im opowiadał, co się na zakładzie dzieje. Zresztą oni tacy dobrzy dla niego są. Ale nawet naiwny Ufnal ma kręgosłup moralny i nie chce nikogo skrzywdzić. Po dziecięcemu żali się na niesprawiedliwe traktowanie najbardziej zaangażowanych współpracowników. Niby jest bezwolnym narzędziem w rękach systemu, ale gdy zdaje się sobie sprawę z tego co się dzieje, potrafi stwierdzić, że tak być nie powinno. Ufnal jest niczym kawałek drewna niesiony wartkim nurtem historii. Z wielu spraw nie zdaje sobie sprawy, jeszcze więcej rzeczy przerasta jego możliwości pojmowania, a jednak trudno mu nie współczuć i nie czuć litości, zwłaszcza gdy widzimy, że on nawet nie zdaje sobie sprawy z rozmiarów swojej nędzy. Przyjmuje swoje warunki życiowe jako coś normalnego. Głowacki świetnie sportretował głównych bohaterów tamtych wydarzeń. Nie padają żadne nazwiska, a czytelnik i tak wie, o kogo chodzi. Podoba mi się także to, że pisarz nie uderza w górnolotne tony. Pisze prosto, poniekąd reportersko, skupia się na odczuciach zwykłych ludzi, którzy po prostu chcieli mieć godziwe warunki życia. Warto przeczytać tę książkę.
Szczegóły
Rok wydania
2010
Liczba stron
200 str.
Wydawnictwo
Bellona
Język
polski
Format
papier
Cykl
Kanon Literatury Podziemnej
Gatunek
reportaż
ISBN
9788311116634
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Moc truchleje" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
