Misja międzyplanetarna
Alfred Elton van Vogt
Zaskakująco dobra książka strefy sci-fi, jak na rok jej napisania (1950). W moim odczuciu autor próbuje z szerokim rozmachem uruchomić wyobraźnię na temat: „co tam może czyhać w Kosmosie”. Raczej nic dobrego – zdaniem autora – bo nawet istoty próbujące nas powitać ich zdaniem w przyjazny sposób, mogą nam wielce zaszkodzić, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Zdaniem autora należy się liczyć z dużym prawdopodobieństwem takiej sytuacji, że wszelkie rasy i stworzenia czy cywilizacje im bardziej zaawansowane, tym większy mogą mieć apetyt na rozporządzanie całymi galaktykami, a nawet Wszechświatem. Wydaje mi się, że ta ocena sytuacji może nie mijać się z prawdą i nie należy bezkrytycznie wierzyć marksistom, którzy w imię zwalczania wszelkiej „ksenofobii” są w stanie prezentować „obcych” raczej jako przyjazne ET, niż znane choćby ze Star Treka nazi-podobne Borgi. Chciałoby się powiedzieć, że ludzkość ma szczęście, że ograniczenia wynikające z teorii względności nie ułatwiają odwiedzania naszej skromnej planety tabunom obcych, bo wówczas mogłoby nas już nie być. Wszechświat jest ogromny, a czas pokonywania odległości między potencjalnie istniejącymi cywilizacjami zdaje się być porównywalny z czasem życia tychże cywilizacji (jeśli takowe istnieją w naszej Galaktyce),a porównywalny z czasem życia Wszechświata, gdyby pomyśleć o cywilizacjach w innych galaktykach, których jest niewyobrażalnie więcej, niż widzimy najciemniejszą nocą gwiazd na niebie. Czy istnieje fizyka, która mogłaby pokonać ograniczenia wynikające z teorii względności? Wydaje się, że może takowej nie być, przynajmniej z dzisiejszej perspektywy, ale ludzkości w kolejnych okresach rozwoju nauki wydawało się coś, co potem okazywało się śmiesznostką. Nasze marzenia o pokonywaniu ogromnych odległości i poznawaniu innych światów są tak potężne, że tworzymy powieści sci-fi, gdzie przynajmniej w wyobraźni możemy dokonywać takich czynów. Niejeden oddałby życie, żeby to marzenie ludzkości mogło się spełnić. Właśnie ten rozmach wyobraźni i siła „kosmicznego marzenia” w niniejszej powieści jest jej największą zaletą. No może z takim zastrzeżeniem, że niedostatki wiedzy w dziedzinie fizyki momentami wywołują ból zębów czytelnika, jeśli ten czytelnik jest na przykład - mną. Ot, choćby to, że zdaniem autora Wszechświat wybuchł jak granat, tylko granat BOLSZYJ, a każdy kto choć trochę zadał sobie trudu, by problem zgłębić wie, że Wielki Wybuch to ekspansja nie tylko materii, ale i samej czasoprzestrzeni, zatem żaden wieśniak z poprzedniego cyklu życia Wszechświata (nawet przy założeniu, iż takowe cykle istnieją) nie mógłby się tak bezkarnie plątać w kosmicznej próżni między galaktykami wymachując swobodnie odnóżami i prowadząc ponure intrygi. Zaskakujące jest dla mnie, że tak wielu czytelników wręcz entuzjastycznie oceniło opis relacji międzyludzkich na statku. Osobiście uważam, całkiem zresztą subiektywnie, że to najsłabszy aspekt książki. Wizja autora jest według mnie – bardzo naiwna. Czy naprawdę na statku kosmicznym eksplorującym kosmos w imię ludzkości, statku najnowszym i najpotężniejszym stanowiono by władzę metodami demokratycznymi? Czy takimi wyprawami w ogóle dałoby się zarządzać poprzez głosowanie i to głosowanie wiążące? Czy ludzkość nie byłoby stać na wyselekcjonowanie grupy ludzi, która by ze sobą współpracowała bez zwalczania się nawzajem w imię nadętego ego? Należałoby się raczej spodziewać, że dowodziłaby statkiem starannie wyselekcjonowana ekipa oficerów, sprawdzona pod wieloma względami uwzględniając ich nie tylko kompetencje merytoryczne, ale i predyspozycje psychiczne. I zapewne cykl możliwych zastępstw w zakresie dowodzenia statkiem zostałby raczej ustalony przez organizację wysyłającą wyprawę, niż przez widzimisię dowódcy. Taka wyprawa wymagałaby dyscypliny nie mniejszej, niż w siłach specjalnych, a naukowcy wyprawy nie otrzymaliby w tym względzie tak dużych uprawnień, jak autor opisał w książce. Gdyby po starannym wyselekcjonowaniu członków wyprawy zachowywali się oni jak w tej powieści – można by zwątpić w ludzkość i statystyczną przynajmniej - poczytalność człowieka.
Szczegóły
Rok wydania
1998
Liczba stron
207 str.
Wydawnictwo
Amber
Język
polski
Format
papier
Cykl
Mistrzowie SF i Fantasy
Gatunek
fantasy, science fiction
ISBN
8371698178
Dodaj „Misja międzyplanetarna" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do 2 400+ czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.
Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać — uporządkuj swoje lektury w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1–10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
Rejestracja zajmuje mniej niż 30 sekund. Bez karty, bez zobowiązań.
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Twoja ocena