Mary Miasta
Zima, lata 1976 i 1998- to dość odległe czasy, zwłaszcza dla młodego pokolenia. Co więc takiego się wydarzyło, że Hanna S.-Białys używa naprzemiennie właśnie tych, a nie innych ram czasowych? W przypadku mieszanki gatunkowej, jaką jest kryminał/sensacja/thriller, niemal nierozsądne byłoby wyłożenie wszystkich kart, a zatem nie chcę tego robić. Wszystkiego dowiemy się w swoim czasie. Ale do rzeczy. Hanna S.-Białys świetnie odnajduje się w roli pisarki i nie świadczy o tym tylko to, że „Mary miasta” to już piąty tom z komisarzem Markiem Bondysem na czele. Z noty autorskiej możemy dowiedzieć się, że pisarka to też laureatka konkursu na opowiadania kryminalne, uczestniczka licznych warsztatów pisarskich oraz absolwentka dwóch kursów o melancholijnie brzmiącej nazwie MASZYNA DO PISANIA. Warto wiedzieć, że kurs kreatywnego pisania może pomóc każdemu- jak widać, Hanna S. Białys zrozumiała, czym jest proces twórczy, nauczyła się rzemiosła pisarskiego, konstruowania fabuły czy kreowania bohaterów. Jeśli dodatkowo otrzymuje się gratulacje np. od Roberta Małeckiego czy Macieja Siembiedy, czyli od pisarzy z tak zwanej górnej półki, to już chyba nic nie trzeba dodawać, prawda? Może jedynie to, że słowa uznania od tak znanych ludzi pióra to żadne blurby marketingowe, które mają zebrać jak największą liczbę klientów, bo nawet nie czytelników. W przypadku Hanny S.-Białys są to realne pochwały- kto czytał jej poprzednie teksty, dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Sama chętnie czytam powieści napisane przez Hannę S.-Białys- robię to bez żadnego przymusu czy skrępowania. Z doświadczenia wiem, już, że lekko i słodko nie będzie, ale dla mnie to akurat zaleta, a nie wada. Autorka pokazuje nam, że do zabójstwa może dojść tak naprawdę zawsze i wszędzie. Jeśli jednaka ściśle chodzi o cykl pt. KOMISARZ BONDYS, to warto zastanowić się, czy wszystkie części należy czytać chronologicznie. Jeszcze jakiś czas temu powiedziałabym, że nie jest to warunek konieczny, jednak tom piąty wymaga dość sporej znajomości głównej postaci. Każdy z pięciu tomów ukazuje komisarza Bondysa jako człowieka z bardzo kiepską, smutną przeszłością. Bolesne przeżycia dotyczą zarówno pracy, jak i życia osobistego. Na dodatek, jest to nałogowy palacz, mizofon, ale też fan pływania czy układania puzzli. Wspomniane hobby bardzo pasuje do postawy Marka Bondysa. Przecież każde śledztwo składa się z wielu różnych elementów, które, w jak najszybszym czasie, należy sensownie ułożyć i wyeliminować niepotrzebne części. Nie można mu też odmówić miłości do zwierząt- jego pies Kodeks nie może narzekać na formę opieki. Jak jednak wiemy, ludzie kochają nosić maski, więc co takiego znajduje się pod twardą, wręcz oschłą skorupą policjanta? Warto się tego dowiedzieć, tym bardziej, że „Mary miasta” są niemal całkowicie poświęcone jego osobie, a bardziej jego przeszłości. Jak wspomniała pisarka, „puzzle stanowiły nie tylko jego hobby, ale także doskonałą i wygodną ucieczkę od problemów.” Jak się jednak okazuje, od wielu spraw uciec się po prostu nie da i nieważne, ile mija czasu… Książka ta też mówi o odwiecznej prawdzie- dobro wabi zło, a świat zbudowany jest na przeciwieństwach, które przecież kochają się przyciągać. Dlaczego o tym wspominam? Poza bardzo nieoczywistą przeszłością komisarza Bondysa mamy tu inną zbrodnię, która wymaga użycia właśnie tego, a nie innego hasła. O kim mowa i co się wydarzyło? Tego nie zdradzę, ale jedno jest pewne- zwłaszcza w dzisiejszych czasach trzeba być czujnym, uważać na siebie, bo przecież życie ma się tylko jedno. Dawne problemy legendy Bydgoskiej komendy nie mają tym razem miejsca tylko w ukochanej przez bohatera rodzinnej Bydgoszczy. Autorka pokusiła się o maksymalną tajemniczość i dlatego wiemy, że wszystkie mocne wydarzenia dzieją się w… Mieście. Niektórzy czytelnicy mogą poczuć się zawiedzeni, ale ja widzę to inaczej- przewinienia sprzed lat mogły wydarzyć się wszędzie, w każdym miejscu w Polsce. A dlaczego Marek Bondys od nich uciekał i nigdy nie zwierzył się nawet zaufanej grupce przyjaciół? No i najważniejsze- dlaczego już same sny komisarza są zawsze brudne, nawołujące do krzyku? Ważne jest tu zdanie pisarki: „Czy koszmary to najczarniejsze sekrety, lęki, wyrzuty sumienia i bóle, które próbujemy wepchnąć w zapomnienie, a one i tak prędzej czy później przypominają o sobie?” Jest to temat, który warto poddać indywidualnym refleksjom. „Mary miasta” to też bardzo solidna podróż w przeszłość polityczną, gdzie zupełnie inaczej działały organy ścigania. Czy ktoś wówczas miał cokolwiek do powiedzenia? Z całą pewnością nie- byliśmy tylko pionkami w bardzo niebezpiecznej grze. Po lekturze zadaję sobie jeszcze więcej pytań, ale najbardziej nurtuje mnie jedno. Czy kara śmierci jest nieetyczna? Czy powinna zostać przywrócona? Zawsze był to temat sporny, a choć ja od dawna miałam wyrobioną opinię, autorka skutecznie zmieniła moje nastawienie. Zastanawiający początek, coraz bardziej fascynujące rozwinięcie oraz wymyślny koniec. Tak mogę podsumować wszystkie rozdziały najnowszej powieści Hanny S.-Białys. Odbiorcy na pewno zrozumieją, że nigdy nie można nikogo pochopnie oceniać- coś co wydaje się wręcz obrzydliwe, może przybrać zupełnie inne znaczenie.
Szczegóły
Rok wydania
2026
Liczba stron
416 str.
Wydawnictwo
Sine Qua Non
Język
polski
Format
papier
Cykl
Komisarz Bondys (tom 5)
Gatunek
kryminał, sensacja, thriller
ISBN
9788384064047
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Mary Miasta" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
