Macocha
Często tak się zdarza, że po przeczytaniu pierwszego akapitu wiemy, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. „Macochę” otwiera okrzyk bohaterki pytającej o to, kto marzy o życiu gorszym niż ma. Tym prostym sformułowaniem, autorka kupuje czytelnika bez reszty, a przynajmniej kupiła mnie. Książka sprawia wrażenie gorzkiej, sfabularyzowanej spowiedzi, zamknięcia pewnego okresu lub zamknięcia całego dotychczasowego życia w stu osiemdziesięciu stronach. Z kart powieści wyłania się obraz miejsc niechcianych, przepełnionych niewygodnymi świadkami sytuacji codziennych i intymnych. Taką przestrzeń, świat przedstawiony, zapowiada już okładka – balkon, na którym dzieje się wiele scen tego minimalistycznego dramatu. Narratorem opowieści jest autorka poczytnych książek dla kobiet, pijaczka, matka i anielsko demoniczna egoistka, nie szczędząca cierpkich słów sobie i całemu światu. Roztopiona w pustce Julia wspomina, patrzy, myśli, analizuje. Nie opuszcza jej napięcie, monologom towarzyszy wysoka temperatura emocjonalna. Już od początku utworu mamy wrażenie, że bohaterka wydaje się być na skraju załamania nerwowego, kieruje ją chęć zrozumienia wszystkiego, próbuje zakomunikować ciągłe zatrucie myśleniem i czuciem, obecnością innych, osadzeniem w czasie. Z czasem zaczynamy rozumieć, że Julia ma żywot porwany, niedoskonały, niedokończony, w kawałkach, będący na ostrzu noża. Bo „Macocha” to mroczny zapis traum kobiety wadliwej, zdającej sobie sprawę ze swoich słabości i nie mogącej się z tym pogodzić. Hulova drąży temat alkoholizmu i skutków jakie wywiera na otoczenie, przy okazji nie szczędząc krytyki całemu społeczeństwu za aborcje, in vitro, potrzebę kariery, toksyczne relacje z mężczyznami, czy starzenie się. Opowiada o klaustrofobii ludzkiej jaźni, o kobiecie, z jednej strony uwielbianej za pracę którą wykonuje, z drugiej napiętnowanej przez rodzinę i lokalną społeczność za to, że nie wpasowała się w jej funkcjonujący obraz. Najnowsza książka czeskiej autorki ma w sobie całe pokłady dwuznaczności i tęsknoty za czymś, co nieosiągalne. Usypia ona czujność czytelnika, by w którymś momencie kreować iluzję nierozłączną z tym, co dzieje się faktycznie. Atmosfera niewiedzy, co jest prawdą, a co urojeniem stworzonym przez umysł bohaterki, tylko zagęszcza się w miarę wchodzenia z własnymi butami w tę spowiedź. Mroczny proces zatracenia trwa, robi się coraz dusznej, czujemy się coraz bardziej wyobcowani i nadzy. Ten świat bez miłości, pełen szaleństwa i niepokoju, bólu i złudnej rozkoszy, wiedzie do nieubłagalnego końca, który może być początkiem innego życia. W tej krótkiej opowieści oniryczne wizje i sentymentalne retrospekcje codzienności splatają się z nietrwałością i surowością – właściwie stają się swoistym katharsis dla dzisiaj i owe dzisiaj tłumaczą dość dosadnie. W harmonii z tekstem utworu pozostaje też język: bogaty, obrazowy, pełen metafor i świeżych porównań, refleksji i odczuć. „Macocha” stanowi nową lingwistyczną jakość, łącząca prozę z poezją, neologizmy z rygoryzmem, wymaga od czytelnika otwartości na uważność i odwagi w dążeniu do poznania tego, co często nosi łatkę tabu. Jest to o tyle ważne, że rola neologizmów i nagości podszytej brudnym erotyzmem jest w tej powieści niezwykle istotna. Opowiadając o deficytach oraz uszczerbkach, Petra Hulova wzbogaca narrację tym, co właściwie uznawane jest za przejaw zubożenia mowy potrzebnego do wyrażenia owych utrat. Zabawy słowne budują specyficzne napięcie, portretują nieprzystawalność narzędzia do opisu rzeczywistości z jej wielowymiarowym charakterem. "Macocha" to poruszający traktat o poczuciu wyobcowania, o niespełnionych snach i bólu kobiety, która nie potrafi poradzić sobie z wymaganiami współczesności. To swoiste studium plądrowania duszy – metafora pomiędzy niebem i piekłem. Czytanie jej jest jak taplanie się w błocie, jak zagłębianie się w Jaskinie Macochy. To trudna książka, męcząca o tyle, że w sposób wiarygodny porusza te elementy naszego życia, które często wolimy zamieść pod dywan. Nie mam jednak wątpliwości, że to prawdopodobnie najbardziej szczera i jedna z najbardziej wartościowych pozycji, które ukazały się w Polsce w 2017 roku. Otwórzcie umysł i do dzieła, zapewniam was, że warto. Recenzja ukazała się na stronie http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2018/01/recenzja-macocha-petra-hulova.html
Szczegóły
Rok wydania
2017
Liczba stron
192 str.
Wydawnictwo
Afera
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
9788365707116
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Macocha" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
