Królik po islandzku
Gdybym mojej nieżyjącej już babci opowiedziała historie podobne do tych zaprezentowanych w zbiorze „Królik po islandzku”, zapewne usłyszałabym jedno z jej ulubionych powiedzonek: „pleć, pleciugo, byle długo” lub „opowiadasz głodne kawałki”… No i tak właśnie jest z anegdotkami w tej książce – takie właśnie „głodne kawałki”. Przeróżne historie, które były (były?) udziałem autorów brzmią w większości tak niewiarygodnie i nierealnie, że swoją osobliwością aż przypominają mi historie snute przez Macieja Trojanowskiego w programie „Nie do wiary”… krótko mówiąc: ja tego nie kupuję. Przeżycia obu panów są tak niecodzienne, że aż nieprawdopodobne. Sama żyję już bez mała pół wieku na tym świecie i nie znalazłabym w swoim życiorysie nawet kilku takich ekstremalnych doświadczeń, jakie spotkały autorów, nie mówiąc już o ilości znajomych, hektolitrach wypitego alkoholu i hulaszczym życiu. Czasy czasami, ale to wszystko jakieś takie mało realne. Wartość poznawcza tych opowiastek jest znikoma. Owszem, w większości są to anegdoty o zabarwieniu ironicznym, humorystyczne i nawet sensownie brzmiące, ale niestety, niewiarygodne. Osnute są zawsze wokół jakiejś potrawy, do której na końcu historii zamieszczony jest przepis. „Knedle po dalmacku”, „Szare kluski łyżką kładzione”, „Carbonade a la flamende. Ale kino!” i „Kaczka ze wstydem” podobały mi się najbardziej, inne oscylują w granicach przeciętnej. Dwóch ostatnich historii mogłoby w tym zbiorze nie być. Wydźwięk ich jest – mówiąc łagodnie – niesmaczny. Poza tym historie czyta się szybko. Styl obu panów charakteryzuje się lekkością i swojską swadą, dzięki czemu jest to raczej niemęcząca lektura. Dobrzanieckiego znam z kilku jego wcześniejszych publikacji i, przyznać muszę, że tamte bardziej do mnie przemawiały. I za ten sentyment oraz ładne ilustracje w tekście daję dodatkową gwiazdkę... A na koniec… Ja bym się bardzo zawstydziła, wypuszczając w tekście taki błąd: „– Andrzej, Andrzej, choć tu, coś ci pokażę! – zawołał, stojąc pod gruszą”. Choć to tylko literówka (wierzę, że tylko),to jednak wolałabym, żeby do mnie ktoś zawołał: chodź! (do znalezienia w: „Manewry wujka Andrzeja”).
Szczegóły
Rok wydania
2022
Liczba stron
320 str.
Wydawnictwo
Wielka Litera
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
9788380327757
Inne książki tych autorów
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Królik po islandzku" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
