Kobieta, która ukradła moje życie
Jest to książka... o książce... w książce, hm tak mi się przynajmniej zdaje, gdyż ciężko czasem rozeznać się w tym tytule. Taaa w sumie mamy na około 500 stronach niezły misz masz. Do przykrych wniosków, że nie lubię, nigdy nie lubiłam i chyba nadal nie polubię pani Keyes doszłam w połowie tegoż tytułu. Tak, nie przepadam za panią, pani Keyes. Zorientowałam się, że miałam już do czynienia z twórczością tej pani i jej stylem pisania, kiedy mieszkałam przez pewien czas w Irlandii. Doznałam tego "inteligentnego" przebłysku dopiero w połowie książki. Z tą panią zwykle nie było mi po drodze, zdarzało mi się męczyć podczas czytania jej tytułów, gdyż były czasem dziwne i rozwleczone, chociaż życiowe i to bardzo. Teraz jest też podobnie. Nie podzielam niestety entuzjastycznych opinii czytelników. Dla mnie książka wydaje się być przydługawa. Jakaś taka nieciekawa, bez standardowego podziału na rozdziały co dodatkowo sprawia wrażenie ogólnego chaosu. Męczyłam się przy niej jakbym wchodziła na Mount Everest. Dwa krok w tył, jeden do przodu, byle do ostatniej strony i błogiego zakończenia. Na początku gubiłam się między tymi przeskokami. Cóż z tego, że raczej łatwo zorientujemy się którą książkę/część teraz czytamy (mówi nam o tym rodzaj czcionki) i tak było ciężkawo. A potem... potem było... co to w sumie było to już sama nie wiem: czy teraźniejszość głównej bohaterki czy dalej jeszcze jej książka. :( Początek zapowiadał się ciekawie tak jak obiecywała okładka, a potem było jakoś tak blado, cienko, sztucznie. Wydaje mi się nawet, że tytuł – "Kobieta, która ukradła moje życie" ma się nijak do treści. Może za bardzo liczyłam na wątek w stylu kradzieży tożsamości, i tym sposobem się przejechałam. Muszę przyznać, że zdecydowanie większe wrażenie zrobiła na mnie książka w książce, była bardziej interesująca i zawierała historię troszeczkę podobną do tej z książki "Motyl i skafander" naładowaną emocjami, ale i połączoną z przyjemną życiową dawką humoru, reszta czyli jakby teraźniejszość naszej pisarki Stelli była takim pitu pitu dla mnie praktycznie o niczym, pisaną trochę w formie dziennika czy pamiętnika z dniami i godzinami wydarzeń. Rozczarowałam się. Myślałam, że będzie sporo lepiej szczególnie w jakby to powiedzieć życiu prywatnym autorki "Mozolne mrugnięcia powieką", ale tak nie było. Zdecydowanie ciekawszą okazała się być właśnie książka w książce czyli tytuł wymieniony przeze mnie powyżej. Chociaż miło było poprzypominać sobie miasteczka irlandzkie i miejsca , które wspomina bohaterka w tej pozycji szczególnie te znajdujące się od strony Dublina. Nie polubiłam tej pozycji, momentami miałam ochotę rzucić nią o ścianę, umordowałam się, ponieważ nie mam w zwyczaju odkładać nieprzeczytanej książki. Oj my czytelniczy masochiści! Nie odradzam jej, ale i nie polecam. Ten kto zdecyduje się po nią sięgnąć musi sam wyrobić sobie o niej zdanie.
Szczegóły
Rok wydania
2016
Liczba stron
544 str.
Wydawnictwo
Sonia Draga
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
9788379997893
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Kobieta, która ukradła moje życie" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
