Kalkwerk
Thomas Bernhard
Thomas Bernhard to austriacki pisarz i dramaturg żyjący w latach 1931-1989. Powszechnie uznawany jest za jednego z najwybitniejszych reprezentantów literatury niemieckojęzycznych. Autor chodził za mną od dłuższego czasu – raz przez teatr, gdzie akurat wystawiano jego sztukę, innym razem przez rekomendację znajomych, wreszcie przez Bolano i Dehnela, którzy rzekomo naśladowali styl Austriaka w „Dzikich detektywach” i „Krivoklacie”. Swoją przygodę z Berhardem zaczynam od Kalkwerku, bo gdzieś wyczytałem, że to najtrudniejsza jego powieść, a ja lubię zaczynać od szczytów. Akcja „Kalkwerku” rozgrywa się w starym nieczynnym wapienniku, tytułowym Kalkwerku, mającym odstraszać potencjalnych intruzów, zasłoniętym murem wysokich krzewów. Ta izolacja ma sprzyjać, zdaniem głównego bohatera, koncentracji i pracy twórczej. Konrad – centralna postać książki – jest człowiekiem, który poświęcił całą swoją egzystencję celowi napisania „Studium o słuchu”. Jak twierdzi, ma to studium w głowie, przez całe życie nie może jednak przełożyć go na papier. Kalkwerk jest wiec dla niego oazą spokoju, która ma mu umożliwić spełnienie swojego obywatelskiego obowiązku. Konrad mieszka ze swoją niepełnosprawną żoną. Oboje z jednej strony nienawidzą się wzajemnie, z drugiej bardzo się kochają. Dla Konrada jest ona przede wszystkim królikiem doświadczalnym, osobą na której przeprowadza niezliczone eksperymenty dotyczące słuchu. Codziennie odbywały się ćwiczenia metodą Urbanschicha mające posunąć prace nad "Studium o słuchu" do upragnionego finału. Studium w założeniu miało zawierać nie tylko fizjologiczne odkrycia dotyczące tego organu, miał być to również rodzaj syntezy. Poprzez słuch aż do universum. Wreszcie w nocy z 24 na 25 grudnia Konrad zabija żonę. Akcja nie jest u Bernharda najważniejsza, można ją streścić w dwóch zdaniach i dojść do wniosku, że przecież to banalne, że już setki razy było. I każdy kto tak myśli ma rację, jednocześnie jednak musi wiedzieć, że nie daje szans stylowi autora, który przez jednych znienawidzony, innym daje na tyle dużo, że ustawiają autora w szeregu najlepszych pisarzy w historii, obok Dostojewskiego czy Manna żeby daleko nie szukać. Tekst Bernharda to zbiór relacji – często wykluczających się – osób należących do wąskiego kręgu znajomych Konrada oraz – co jest cechą stylu Bernharda – monolog bohatera. W tej budowie książka przypomina mi taki stary japoński film – „Rashomon”. Tam także mamy wykluczającą się relację świadków z morderstwa, tam także my jako odbiorcy zostajemy z problemem, kto ma rację. Trzeba zauważyć, że Konrad w relacji ubezpieczyciela czy znajomych, jawi nam się raz jako osoba nawiedzona, innym razem jako odkrywca, czy wreszcie jako sadysta. Podobnie niespójne okazują się relacje o wydarzeniach (morderstwo, brutalne zabójstwo, następstwo szaleństwa czy uzasadniona konsekwencja). „Kalkwerk” przypomina mi też film „Osiem i pół” Felliniego. W obu dziełach twórca przeżywa swoją artystyczną niemoc, szuka drogi, która mogłaby dać upust jego wyobraźni i kreatywności. Książka Bernharda ma w sobie także wątek autobiograficzny. Konrad to alter ego samego autora. Krystian Lupa, reżyser przenoszący Bernharda na polskie sceny teatralne, o wzajemnej relacji Konrada i Berharda pisał tak ” są takie owady, które znoszą jaja w jakiejś gąsienicy innego owada i tam się rozwijają. Coś takiego dziwnego wyczyniał Bernhard. „Kalkwerk” to jedna z takich najbardziej radykalnych akcji włażenia i życia cudzym życiem”. Jest więc to powieść o dużo większej sile oddziaływania niż autobiografia. „Kalkwerk” pisane jest w stylu typowo Bernhardowym, co oznacza nie tylko długie monologi, ale także rozbudowane zdania, często wielokrotnie odwracane, pełne powtórzeń i elips. Język Austriaka jest męczący, często zaprzeczający zasadom składni, zdarza się, że po prostu błędny, kolokwialny czy nielogiczny. Sprawia to, że jego powieści czyta się bardzo ciężki. Autor ciska w nas potokami myśli, zapętlającymi się i nie wnoszącymi nic do akcji. Czytamy cztery strony i naraz zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w tym samym miejscu. Jak w głowie wariata, którym być może był Konrad, wizje krążą wokół jednego celu, uparcie rozpatrując go na wiele sposobów, jednocześnie nie przynosząc racjonalnych efektów. Dzięki temu otrzymujemy jednak wiarygodny, wręcz werystyczny, a przede wszystkim niezwykły obraz studium samotności i obłędu. Bo też w „Kalkwerk” istotne jest wszystko to, co znaleźć możemy między słowami, a więc ból zagubienia i braku zrozumienia. Im dalej wchodzimy w historię Konradów, tym szerzej otwierają się wrota piekła, jakim dla piszącego twórcy jest biała kartka, a dla chorej żony zwariowany mąż, nie rozumiejący jej potrzeb. Strzał oddany z pistoletu niczego nie kończy, Kalkwerk stoi na szczycie duszy każdego z nas. Warto też zwrócić uwagę na wiele mądrości, jakie Bernhard przemyca w słowa świadków zdarzeń. Znaleźć możemy tu piękne cytaty o miłości, małżeństwie, samotności. „Kalkwerk” to powieść niezwykle trudna, bolesna, męcząca. Książka, od której włosy stają na głowie, mimo że o brutalności nie ma tam mowy. Od was i tylko od was zależy, czy z tą wizją chcecie się zmierzyć. Nie będzie łatwo ani przyjemnie, ale może jak ja dacie się wciągnąć w tę niezapomnianą wizję rzeczywistości. To książka z gatunku tych, które albo się kocha, albo nienawidzi.
Szczegóły
Rok wydania
2010
Liczba stron
240 str.
Wydawnictwo
Officyna
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
9788362409020
Dodaj „Kalkwerk" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do 2 400+ czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.
Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać — uporządkuj swoje lektury w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1–10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
Rejestracja zajmuje mniej niż 30 sekund. Bez karty, bez zobowiązań.
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Twoja ocena