Bookfolio
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna

Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna

Hubert Francuz, Dariusz Czaja, Jan Sowa, Filip Springer, Ziemowit Szczerek, Józef Tischner, Marta Urbańska, Monika Kozień, Marta Miskowiec, Marcin Smerda, Jan Sowa

popularnonaukowa

Dość nierówna antologia tekstów: esejów, reportaży i... felietonów publicystycznych różnych autorów - ogólnie na temat poczucia smaku Polaków, głównie w architekturze, ale też o ich przemożnym pociągu do egzotyki w różnych dziedzinach życia. O dziwo wszystkie artykuły zostały opatrzone takim samym "aparatem" przypisów, co przy felietonach niekiedy śmieszy, ponieważ taki przypis wygląda przy nich jak nie przymierzając filodendron w M2 na blokowisku albo marmurowy lew przy "kostce" z lat 7o-tych. Autorzy tego nie widzą. Próbują za to z mniejszym lub większym wdziękiem odpowiedzieć sobie (i innym),skąd się bierze w Polsce ta potrzeba egzotyczności - dlaczego fikus i palma są dla większości (?) z nas "lepsze" niż rodzima roślinność, z jakiego powodu motywy architektoniczne widziane w tygodniowej podróży po basenie Morza Śródziemnego wydają się Polakom bardziej atrakcyjne, niż tradycyjne budownictwo, a wreszcie skąd się bierze to, że dla nadwiślańskiego tubylca Hawaj z Hawaju jest o niebo bardziej uroczy od powiedzmy Zenka z Pcimia czy Beaty z Jastrzębia. We wstępie Springer definiuje tytułowe pojęcie i stawia tezę, iż nie mieliśmy nigdy bezpośredniej styczności z korzeniami europejskiej cywilizacji, tylko za pośrednictwem importowanych stamtąd świecidełek, które czasem nieudolnie próbowaliśmy podrabiać. "Nie mieliśmy udziału w żadnej wielkiej cywilizacji przeszłości, więc musimy pożyczać od innych" (s.9). Stąd importy motywów "zdobniczych", naśladowanie ich i markowanie podszyte przekonaniem, iż sami nic lepszego nie mamy. Dodatkowo więc samobiczujemy się tym zapożyczaniem, że jesteśmy gorsi. Ciekawe: to panujące w Polsce poczucie bycia gorszym wynika przecież głównie z narracji, że co obce to lepsze, a przecież Springer w swym tekście ją tylko utwierdza i powtarza. Gdyby może skuteczniej promować dziedzictwo słowiańszczyzny, może powstałby pozytywny jego obraz, powstałyby może i bliższe rodzimym wzorce do naśladowania? Całość otwiera dość nieoczekiwanie filozoficzny esej ks.Józefa Tischnera (najstarszy tekst w zbiorze, bo z z 1972 roku) na temat sarmackiej melancholii uosobionej w postaci chochoła u Wyspiańskiego. Dla Tischnera polska melancholia polega na tęsknieniu do jakiejś wielkiej, szlachetnej Utopii przy jednoczesnej niewierze, że można ją zrealizować, więc akceptuje się odległe od ideału bytowanie - życie "mniej więcej", zamiast realizowania wartości, konsekwentnego dążenia do nich. Jest to więc w gruncie rzeczy wyrzekanie się tego ideału, a zaraz potem pozwalanie sobie na rzewność, że się go nie osiągnęło. To wybieranie łatwego wariantu "życia zdegradowanego", niekonsekwentnego - poza wiarą i niewiarą. Efektem tej nie-wiary jest to, że człowiek nie dąży do Boga, do wcielania jego wartości, lecz zdaje się na przypadek ("a może samo przyjdzie?"),wyobrażając sobie, iż Bóg co najwyżej tym przypadkiem zarządza. Tischner widzi w Polakach chęć do łatwego rozgrzeszania się, że im nie wychodzą wielkie rzeczy, bo tak naprawdę do nich nie dążą. Przy czym pisze raczej o inteligencji, bo to rzecz o melancholii sarmackiej, więc szlachecko-inteligenckiej, nie chłopskiej. Nie jestem pewiem więc, czy ten esej tu pasuje. Tezą tekstu Jana Sowy jest stwierdzenie, że obszar Europy Środkowej (na wschód od limesu Imperium Rzymskiego, czyli od Turyngii) jest obszarem, na którym ludzie definiują się przez negację: nie chcą być jak ci ze Wschodu, a raczej tacy jak ci na Zachodzie. Nie mają ugruntowanej własnej tożsamości, więc aby się określić oglądają się na innych, a to oznaka niedojrzałości społeczno-kulturowej. Dla uzasadnienia tej tezy Sowa rzuca ewentualnym adwersarzom w twarz: pokażcie mi styl w architekturze, prąd w malarstwie, który narodził się w Polsce! Ale cóż to za kategorie?! Pachnie to jakby takim bismarckowskim strychulcem: Wasserpolnisch (śląski dialekt polskiego) to nie język, bo nie wytworzył literatury. Absurd. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że murzyni w Afryce nie wytworzyli żadnej kultury, gdyż nie stworzyli trwałej architektury. Więc mamy tu do czynienia raczej nie z dyskursem naukowym, lecz publicystycznym - to krytyka kultury. Wyrażona słowami Gombrowicza brzmi: "Ten naród bez filozofii, bez świadomej historii, intelektualnie miękki, duchowo nieśmiały, naród, który zdobył się tylko na sztukę "poczciwą" i "zacną". rozlazły naród lirycznych wierszopisów, folkloru, pianistów, aktorów, w którym nawet Żydzi się rozpuszczali i tracili jad". Czyżby kryteria Gombrowicza po 60 latach nie były dziś jednak nieco...passé? Były przecież gdzie indziej narody z filozofią, duchowo śmiałe, ze sztuką też w większości poczciwą, niestety, w których Żydzi nie tracili jadu, ale za to zostali rozpuszczeni (czy może raczej "sproszkowani") przemocą - tak niby jest lepiej? Marta A.Urbańska swój tekst wywodzi z pełnego egzotyki obrazu Witkacego: "Marysia i Burek na Cejlonie". Zastanawiając się dlaczego dziś tyle Cejlonu wśród naszych Burków i Maryś podaje repertorium typowych przykładów egzotyki w architekturze: kostka postmodernistyczna, abstrakcja kolorystyczna fasad, rozbuchane w formach domy weselne, zajazdy prześcigające się w udziwnieniach przyciągających uwagę, tzw.parki tematyczne, gigantomania rezydencji - i dopasowuje do nich źródła ich inspiracji. W tym polskim "bziku tropikalnym" widzi jednak i pewien pozytyw: chyba jest jednak fantazja i poczucie wolności, a w każdym razie duch przygody w narodzie...Podobnie postrzega rzecz Marta Miskowiec, poświęcająca swój artykuł polskiemu zamiłowaniu do egzotycznych roślin, gdy zauważa, że "nadkoloryzm jest pozytywną reakcją na komunistyczną szarość zalegającą pod ołowianymi chmurami naszej strefy klimatycznej"(s.98). Językowo, stylistycznie i humorystycznie wybijają się w tomie reportaż Smerdy i prześmiewczy felieton Szczerka. Pierwszy pisze o pędzie do egzotyki przywołując mało znaną historię polskich usiłowań w kwestii posiadania kolonii, drugi "bierze na warsztat" subkulturę dresiarską, wrzucając jednak do jednego worka dresiarzy z kibolami, graficiarzami i narodowcami, uzasadniając to jakąś mistyczną "logiką tekstu". Pośmiać się można, ale nie zazdrościłbym Szczerkowi fanów, gdyby dresiarze czytali... Już przez temat interesujący jest tekst piszącej o egzotyce kulinarnej menu z polskich barów i restauracji Moniki Kozień. Sięga ona do Krasickiego, upatrując źródła pomieszania różnych tradycji w zmaganiu się w Polsce wrogich obozów "tradycjonalistów" (co obce to złe i moralnie zepsute) i "nowinkarzy" (bezrefleksyjnie uwielbiających co zagraniczne i światowe). Przy czym, jak trafnie chyba zauważa autorka: "Paradoksalnie mimo wszystkich różnic pomiędzy obiema wymienionymi postawami łączyła je ta sama tendencja do ulegania fantazjom oraz braku kontaktu z realiami, zaprawione piorunującym miksem megalomanii i głębokich kompleksów"(s.81-82) Różowy tom pełen ciekawych fotografii kończy zbiór zdjęć Agaty Pankiewicz i Marcina Przybyłko zajmujący niemal pół książki, a poprzedzony krótkim, acz wielce znaczącym odwołaniem do Tadeusza Kantora, który tak mówił o kiczu prowincji: "Proszę w tym domu nawet nie wymawiać słowa kicz. Nigdy! (...) To wyraz arogancji, oceny z pozycji salonów, zadufania. Słowo, które obraża, dyskwalifikuje, A co dyskwalifikuje? Zjawiska cudowne, najbliższe ziemi, wyrastające z potrzeby piękna. (...) prywatne światy (...) głośno mówiące do przechodnia, któremu ofiarują tę swoją wizję piękna".(s.135) Nic dodać, nic ująć. Może lepiej zaakceptować, bo pewnie i tak przyjdzie nam to piękno (kicz?) uszanować - zabronić się chyba nie da... Zdjęcia są naprawdę ciekawe, dowcipne, choć niekiedy chyba robione pod pewną tezę, a w każdym razie bez oglądania się na kontekst. Bo np. różowa plastikowa palma w ogródku pod Jelenią Górą to nie dążenie jej właściciela do piękna czy egzotyki, tylko dość powszechnie w Polsce stosowany szyld agencji towarzyskiej. Podsumowując tom wart lektury, choćby dla Tischnera, Smerdy i zdjęć Pankiewicz/Przybyłko. Mimo, że niektórzy autorzy mieszają porządki, jak Dariusz Czaja, który hasło "Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej" (Gierek) umieszcza na "początku lat 60".

Szczegóły

Rok wydania

2015

Liczba stron

272 str.

Język

polski

Format

papier

Cykl

Poza serią

Gatunek

popularnonaukowa

ISBN

9788380491175

Bezpłatne konto Bookfolio

Dodaj „Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna" do swojej półki

Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do 200+ czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.

Przykład: podsumowanie czytelnicze
Przykład: post o przeczytanej książce

Trzy półki czytelnicze

Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać — uporządkuj swoje lektury w sekundy.

Oceny i recenzje

Skala 1–10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.

Statystyki i wyzwania

Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.

Rekomendacje i grafiki

Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.

Rejestracja zajmuje mniej niż 30 sekund. Bez karty, bez zobowiązań.

Opinie czytelników

Oceń tę książkę

Oceniona książka automatycznie trafi na Twoją półkę Przeczytane.

Twoja ocena

2026-06-10
Dla bookstagrama

Chcesz podzielić się ze światem tym, co czytasz?

Wygeneruj estetyczną grafikę z tej książki w kilka kliknięć, idealną jako post albo stories. Pełna kontrola nad motywem, tytułem i krótką notką. Gotowe do wrzucenia na Instagrama.

Przykład grafiki stories
Przykład grafiki post