Bookfolio
Gra w powieszonego

Gra w powieszonego

Wojciech Staszewski

literatura piękna

Książka najpierw mnie zaciekawiła, a potem zgrzytnęła i rozczarowała. Choć nie doczytałem jej nawet do połowy i nie oceniam dobrze, przez ten zaskakujący dysonans trochę się rozpisałem. Za co z góry przepraszam potencjalne ofiary mojej opiniotwórczości. Nie czytajcie dalej! Zaczyna się jako historia alternatywna. W czasie II Wojny Światowej w Warszawie nie wybucha to drugie powstanie (po pierwszym – w Getcie w 1943 roku). Armia Czerwona zajmuje ją we wrześniu 1944 roku. Ówczesnym młodym konspiratorom przypina się łatkę "spietranego pokolenia", nie darowując, że "nie pogonili Niemców" i "nie powitali Sowietów jak Prawowici Włodarze". No bo wtedy – oczywiście: "Wszystko byłoby inaczej!" Zbiorową wyobraźnią społeczeństwa, ponownie zniewolonego i upodlonego przez komunizm, owładną dokładnie te hasła, którymi w naszej realnej (znacznie bardziej absurdalnej!) rzeczywistości szermował nietrzeźwiejący alkoholik idiota. Przysłany z Londynu aby powstrzymać (!) Warszawę przed obłędem powstania, a – zamiast tego – krzykiem i podstępem wymuszający rozkaz o jego rozpoczęciu na nieszczęsnym instruktorze jeździeckim, którego chichot historii uczynił (malowanym) dowódcą Armii Krajowej. W tym widzę najciekawszy i najmocniejszy punkt kreacji Staszewskiego, pomysłowo – niejako "od drugiej strony" – ośmieszającego deliryczne pseudouzasadnienia Powstania (mimo najdobitniejszej falsyfikacji przez samą rzeczywistość – słyszalne przecież do dziś...). Brak Powstania w 1944 roku prowadzi do "alternatywnego" powojennego Peerelu, który w zasadzie... niczym naprawdę istotnym nie różni się od tego realnego. Zmieniają się tylko detale i szczegóły scenografii. Przez to zaistniałe czy niezaistniałe Powstanie '44 jawi się jako zdarzenie doskonale... nieistotne w naszej historii! W pierwszym odruchu można się na takie podejście obruszyć. Jak – niezależnie od indywidualnych ocen Powstania – morze ruin zasłane 120-180 tysiącami trupów mieszkańców i popiołem po bezcennym dziedzictwie kulturowym, mogłoby być nieistotne? Ale jest taki nurt historii alternatywnych, uprawiający swego rodzaju "determinizm historyczny", gdzie radykalne zmiany w ważnych punktach historii ostatecznie kończą się jej powrotem w utarte koleiny. Po zastanowieniu – właściwie dlaczego nie? Polska tak czy owak nieubłaganie przechodziła jako łup wojenny Hitlera do Stalina. Żadne deliryczne rojenia o "suwerennym włodarzowaniu" nie mogły tego zmienić o włos. Gwałcących, rabujących i mordujących ludzi radzieckich w niemieckich mundurach brygady Kamińskiego zastępują gwałcący, rabujący i mordujący (może nie aż_tak masowo) ludzie radzieccy w sowieckich mundurach 1 Frontu Białoruskiego. Kogo nie zabrało Powstanie ani "wyzwolenie", w końcu zabiera wódka, frustracja i beznadzieja. U Staszewskiego po wojnie Powstanie (tyle, że to... wcześniejsze o rok) też jest obiektem zarówno kultu, jak i zaciętej krytyki, oraz punktem odniesienia w ocenach wojennych postaw. Nawet Pałac Kultury – jako swego rodzaju stempel Stalina: "To moje!" – też stoi w Warszawie. Tylko dalej na północ od tego realnego. Pomysł jest frapujący. Problem w tym, że... rozwija się, wypala i traci znaczenie już po kilkunastu, góra kilkudziesięciu stronach książki. Jest tego akurat tyle, by wystarczyło na opowiadanie w miesięczniku poświęconym fantastyce. A Staszewski chciał napisać obszerną powieść obyczajową, rozgrywającą się w gomułkowskim Peerelu lat 50. i 60. O ludziach, którym przetrąciły kręgosłupy, przygięły do ziemi i upodliły pospołu: wojna, ubecja oraz bieda, beznadzieja i brak perspektyw szarej, komunistycznej "małej stabilizacji". Pisać o czym się żywnie podoba – to święte prawo autora. Ale ja mam z tym problem. A nawet dwa problemy: Pierwszy jest taki, że "alternatywny" PRL Staszewskiego przestaje być w ogóle alternatywny. Robi się taki sam, najwyżej z minimalnie (zbyt minimalnie – o czym za chwilę) zmienionymi dekoracjami. Cóż z tego, że jego bohaterowie przespacerują się ulicą Wielką, a Pałac Kultury jest na Muranowie? Przez to początkowy, krótki zarys alternatywnej historii wojny i długa powojenna część obyczajowa stają się całkowicie rozłączne i do niczego sobie nawzajem niepotrzebne. To kłopot, bo książki zazwyczaj pisze się dla kogoś. Tymczasem czytelnicy fantastycznych historii alternatywnych i czytelnicy naturalistycznych powieści obyczajowych również stanowią – obawiam się – zbiory rozłączne, mające bardzo niewiele wspólnych elementów. Ja takim na pewno nie jestem. Więc dla kogo ta książka? Z pewnością kompletnie niezamierzoną "alternatywnością" tej powojennej części było dla mnie rzucone mimochodem twierdzenie: "Warszawa to gruncie rzeczy bardzo płaskie miasto." Że co?! Choć bez Powstania ‘44 nie miałaby (aż tak dużych) kopców – kurhanów grobowych zburzonego świata – Warszawa wciąż pozostałaby miastem charakterystycznie DWUPOZIOMOWYM, przedzielonym – przez całą długość – wyraźną pradolinową skarpą. Tego akurat wybuch/niewybuch Powstania nijak by nie zmienił. Zmieniłby za to akurat coś istotnego z tym się wiążącego, czego Staszewski (tak jak i topografii Warszawy) kompletnie nie zauważył. A nawet nie rozglądając się po mieście, przecież chyba czytał choćby Prusa czy Grzesiuka? Do wojny to był podział nie tylko topograficzny, ale i cywilizacyjny. Sąsiadujące ze sobą "dolne" i "górne" dzielnice jaskrawo różniły się statusem i zamożnością. Lumpenproletariacko-przemysłowe Powiśle, zrównane z ziemią w wyniku Powstania, po wojnie całkowicie zmieniło charakter na parkowo-mieszkaniowy, paradoksalnie stając się w końcu pożądaną i drogą lokalizacją. Bez Powstania byłoby radykalnie inaczej. Staszewski jednak tego nie dostrzega, zbyt zaabsorbowany społeczno-ekonomicznym antagonizmem na osi Wola-Żoliborz. Bliższa koszula ciału? Bo – gryzącą ironią – jednym z naprawdę nielicznych miejsc w lewobrzeżnej Warszawie w pobliżu Wisły, gdzie da się (przy pewnym wysiłku...) nie zauważyć jej dwupoziomowości, są okolice Placu Wilsona. Odchodząca od niego ulica Krasińskiego to jedna z naprawdę nielicznych prowadzących do Wisły pozornie płasko, bez łatwo dostrzegalnej stromizny. No i akurat właśnie w tej okolicy koncentruje się życie bohaterów Staszewskiego. I – jak się domyślam – sam mieszka(ł)? Drugi wielki problem z naturalistyczną, obyczajową częścią powieści, to język. Bohaterowie gomułkowskiego peerelu przełomu lat 50. i 60. XX wieku gadają całkowicie współczesnym językiem obecnych lat 20. XXI wieku. Choć tzw. "literacki" nie zmienił się od tego czasu aż tak bardzo, to młodzieżowo-potoczne slangi i wulgaryzmy, w których lubują się te postacie – już diametralnie. Autor po pięćdziesiątce nie może nie zdawać sobie z tego sprawy. Więc albo inaczej pisać nie potrafi, albo celuje wyłącznie w młode pokolenie czytelnicze*, nieświadome tego anachronizmu? Tak czy owak, dla czytelników bliskich mu wiekiem, to dysonans drażniący, jak zgrzyt metalu po szkle. I przejaw literackiej tandety, uniemożliwiający wczucie się i "zanurzenie" w powieści. Powieści opartej na baaardzo dziiiiwnych pomysłach. Jak rozdział stanowiący – ni mniej, ni więcej – treść piosenki Grzesiuka, sprowadzającej się do... pijackiego zbiorowego gwałtu na nietrzeźwej nieletniej. Stop! W fantastyce (jak np. u Taylora) bawią mnie nawiązania do Star Treka (na swój sposób urokliwej bajeczki, którą poznałem w dorosłym wieku). Ale dziękuję za TAKIE nawiązania do "warsiaskiego folkloru" (katowano mnie nim od dzieciństwa). Budzą tylko odruch wymiotny. Nuda przeplatana obrzydliwością i flashbackami z (aż nazbyt dobrze pamiętanej) beznadziejnej szarzyzny uciążliwego, kolejkowego życia w Peerelu, to niezupełnie to, czego oczekiwałem po tej książce. Dlatego zakończyłem jej czytanie około 150 strony (z 390). Jeśli przez to ominęły mnie jakieś późniejsze rewelacje – trudno. ------------- * Czyżby docelowa grupa czytelnicza to młodzi miłośnicy historii alternatywnej i Orkiestry z Chmielnej? Jeśli tak, to mam pewne obawy co do jej liczebności. Ale co ja tam wiem...

Szczegóły

Rok wydania

2021

Liczba stron

392 str.

Wydawnictwo

Wielka Litera

Język

polski

Format

papier

Gatunek

literatura piękna

ISBN

9788380326019

Inne książki autora

Opinie czytelników

Oceń tę książkę

0/10
2026-08-15

Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.

Bezpłatne konto Bookfolio

Dodaj „Gra w powieszonego" do swojej półki

Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.

Przykład: post o przeczytanej książce
Przykład: kalendarz miesiąca

Trzy półki czytelnicze

Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.

Oceny i recenzje

Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.

Statystyki i wyzwania

Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.

Rekomendacje i grafiki

Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.