Dzikie palmy
William Faulkner
Dzikie palmy
William Faulkner
Czytałam dawno, dawno temu. W pamięci zostało mi, że ok, ale bez szczególnych ekscytacji. Teraz trafiłam na audiobooka: wydawało się, że taki słuchany powrót, będzie stanowił idealny komplet ze słonecznymi dniami wakacji i leżaczkiem. Zaczęłam słuchać i … Nie. To zasługuje na przeczytanie. Albo inaczej: nie pozbawię się rozkoszy obcowania z pięknem języka, jaką daje mi samodzielne czytanie (zależne ode mnie tempo, przerwy, powroty itp.),a której, nawet namiastki, nie jest w stanie zapewnić mi nawet najlepszy lektor. Zaczęłam czytać. Tak. Piękny język i wiążące się z nim piękno opisów, to dla mnie największy plus tej pozycji. Poza tym, sposób snucia opowieści, który od początku wzbudza ciekawość. Uśmiech nad zasadami, poglądami (mężczyźnie nie wypada palić papierosów lub spać w pidżamie – to niemęskie, mężczyzna zarabia na utrzymanie rodziny i jeśli kobieta ma jakieś źródełko dochodowe, to ujmą na honorze pana domu byłoby, gdyby tymi pieniędzmi zasiliła budżet domowy itp.) tak wtedy ważnymi, a dziś… No właśnie: budzącymi uśmiech. A mamy 1938 rok (i lata wspomnieniowe bohaterów). I Stany Zjednoczone. Główni bohaterowie, kochankowie, podejmują podwójną grę. W społeczeństwie, w którym kobieta, jeśli mieszka z mężczyzną, to tylko z mężem, udają na zewnątrz małżeństwo. Przed sobą i dla siebie robią zaś wszystko, by nie zachowywać się jak mąż i żona. Ich związek jest tu pretekstem do snucia rozważań nad istotą miłości. I nad sensem. Hm… Moje pojmowanie miłości ma się nijak do przedstawionego w książce (już jako bardzo młodziutka nastolatka buntowałam się, gdy starsze koleżanki dostrzegały jedyny pewnik dotyczący miłości w piosence śpiewanej wówczas przez Annę Jantar, że „za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić”; tutaj zaś powracające kilkakrotnie słowa „miłość i cierpienie to jedno i to samo; i wartość miłości mierzy się sumą, jaką trzeba za nią zapłacić; i zawsze, jeśli to wypada zbyt tanio, to znaczy, że człowiek oszukuje sam siebie”, przypominały mi ówczesny bunt; i uzmysłowiły, że mimo upływu lat, w tej kwestii u mnie nie zaszły zmiany; i zrodziły podejrzenie, że wobec tak ogromnej różnicy w pojmowaniu miłości przeze mnie i przez bohaterów powieści możemy nie znaleźć wspólnego punktu odniesienia…). I bardzo szybko pojawiał się zgrzyt niezrozumienia, zniecierpliwienia dla postępowania bohaterów i stan empatii zbliżony do zera. I to był największy minus tej książki. Ich walka o czystość miłości wypełnionej rezygnacją z realizmu, z siebie, ze swoich zasad, zadającej cierpienia innym, przynoszącej ból drugiej stronie - w moim odczuciu, z miłością miała niewiele wspólnego, była jakąś perwersyjną grą. Nie czułam tej miłości. Nie czułam ich emocji. I starsza o kilka dziesiątek lat, książkę oceniam, jak wówczas, gdy czytałam ją po raz pierwszy, w pierwszej klasie ogólniaka. Dobra. Ale bez ekscytacji. Czyżbym, tak jak jeden z bohaterów „nie była w odpowiednim wieku”: wtedy zbyt młoda, teraz, hm, zbyt dojrzała? I nawet ostatnie zdanie „jeśli mam wybierać między smutkiem a nicością, wybieram smutek” – nie zmienia tej oceny:)
Szczegóły
Rok wydania
1993
Liczba stron
285 str.
Wydawnictwo
Prószyński i S-ka
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
83-85661-10-7
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Dzikie palmy" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
