Dzikie miejsca
Robert Macfarlane
Dzikie miejsca
Robert Macfarlane
Bardzo humanistyczne, podmiotowe podejście do natury, rozumianej jako “dzicz”; w dodatku utrzymane niemal w poetyckiej poetyce. To moja druga moja książka Roberta Macfarlane’a po “Szlakach. Opowieściach o wędrówkach” - i jeszcze od niej lepsza. Albion to jedno z najbardziej przekształconych przez ludzką (tj. nieludzką) cywilizację miejsc na Ziemi… “W kraju tak gęsto zaludnionym jak Wielka Brytania trudno znaleźć otwarte przestrzenie. Trudno trafić na miejsce, gdzie linia horyzontu ciągnie się nieprzerwanie albo gdzie widoczny jest błękit dali. Otwarta przestrzeń to rzadkość, ale jej znaczenie jest proporcjonalnie większe”. Jako mieszkaniec Cambridge, Autor odczuwa zatem silny “zew dzikości”. Jego przejawów nie dostrzega w swoim najbliższym otoczeniu, no może z wyjątkiem lasu bukowego na obrzeżach miasta - zwłaszcza, gdy już wejdzie na jedno z drzew…. Nicią przewodnią narracji jest układanie sobie przez Autora w głowie mapy “dzikich miejsc”, za którymi tęskni - a ja wraz z nim. W miarę lektury zaczyna ona nabierać kształtów; składają się na nią kolejne odwiedzane lokalizacje o takim charakterze. Nie jest ich mało, oczywiście na obrzeżach Wyspy oraz w jej górskich i torfowiskowych ostępach. U Macfarlane’a ewoluuje także samo pojęcie dzicy…. BTW: także dzięki swej poetyckości, opisy Autora wiele razy przywodziły mi na myśl "Topielca zieleni" Leśmiana, jeden z najpiękniejszych wierszy Mistrza. Także i Autor często tu się “zatapia” - nie tylko w zieleni, ale także w górach, w śniegu, w torfowiskach, w holwegach, na smaganej wichrami szkockiej plaży… Ja sam potrzebę obcowania z dziczą odczuwam co najmniej równie silnie, co Autor, dlatego takie jego cytaty są miodem dla mojej duszy…. “Każdy, kto mieszka w mieście prędzej czy później dozna uczucia, że jest w nim już za długo. Wąskie pole widzenia, jakie wymuszają ulice, wrażenie duszności, tęsknota za powierzchnią inną niż szkło, cegła, beton i asfalt”. “Kiedy się ogląda atlas drogowy, w oczy rzucają się też braki. Nie ma w nim żadnych dzikich miejsc. Wzgórza, jaskinie, ścieżki, lasy, żwirowiska, doliny rzek i bagna zniknęły. Jeśli w ogóle się je zaznacza, to jako cienie gdzieś w tle lub ogólne symbole. Najczęściej pozostają wyblakłe jak stary atrament. Stają się mglistym wspomnieniem pradawnego archipelagu”. “To, że te obrzeża musiały się stać redutą dziczy, było dowodem dewastacji ziemi: stopień, w jakim przyroda została wypchnięta na peryferia, stłumiona niemal do zaniku. Ale to wyglądało też na dowód na odporność dziczy– na jej instynkt odradzania się, nieposkromiony charakter. Oraz uznanie że dzikość splotła się ze światem ludzi, a nie istnieje w wyodrębnionych obszarach, jak parki narodowe i na odległych półwyspach i szczytach”. “Dzikość postrzega się jako siłę niebezpieczną, która zakłóca zabiegi porządkujące wprowadzane przez ludzką kulturę i rolnictwo. Dzikość, według tej narracji, jest pokrewna marnotrawstwu. Dzikie miejsca opierają się adaptacji do ludzkich potrzeb, dlatego muszą być zniszczone lub opanowane”. “Równolegle jednak do tej historii znienawidzonej dziczy rozgrywa się też historia alternatywna: która opowiada o dziczy jako energii, wzorowej i znakomitej i dzikich miejscach, królestwach różnorodności i obfitości”. “Angielska dzicz istnieje głównie jako +niewidzialne krajobrazy+. Była tam, jeśli się jej uważnie poszukało, w zakręcie doliny strumienia, w podcięciu brzegu rzeki, z zagajnikach i na kępach torfowisk, w żywopłotach i stawach z upłynnionym piaskiem. Była tam na obrzeżach, obszarach przejściowych i w niedostępnych zakątkach kraju: na krawędziach kamieniołomów, w opuszczonej fabryce i na poboczu autostrady. Gdy zaczynałem, nie spodziewałem się, że ją tam znajdę”. “Przemierzałem krainy nasycone niewidzialnymi ludźmi, z życiami przeżytymi i utraconymi, śmierciami szczęśliwymi i nieszczęśliwymi, a widmowe oddziaływanie tych dzikich miejsc coraz mniej i mniej dawało się ignorować. Moja koncepcja dziczy jako czegoś nieludzkiego, czegoś poza historią, zaczęła wydawać się nonsensowna, wręcz nieodpowiedzialna”. “Byłem coraz bardziej zainteresowany tym sposobem rozumienia dziczy nie jako czegoś odrębnego od ludzkiego życia, ale czegoś co istniało nieoczekiwanie wokół niego i w nim: w miastach przydomowych ogródkach, na poboczach dróg, w żywopłotach, na miedzach i w zagajnikach. Całą pewnością wyspy mają dzikie miejsca na wielką skalę – masyw Cairngorm ma powierzchnię większą niż Luksemburg, a jego pogoda może być polarna w swojej surowości”. “W dziczy nie chodzi o surowość, lecz o bujność, żywotność, radość. Zielsko przeciskające się ze szczeliny w chodniku, korzenie drzewa bezczelnie rozsadzające skorupę asfaltu: to są znaki dziczy, tak samo jak fala sztormowa i płatek śniegu”. “Dzicz była też tu, niecałą milę na południe od miasta, w którym mieszkałem. Otoczona drogami i budynkami, w dużej mierze zagrożona, po części już umierała. Ale teraz kraj wydawał się być w kręgu dzikiego światła”. “Mapa, którą tworzyłem, nigdy nie będzie kompletna, ale cieszyłem się jej niepełnością. Nie mogłem uwzględnić każdego dzikiego miejsca, nawet nie chciałem, żeby tak było. Ponieważ taka mapa, dorównująca przedstawianemu obszarowi, byłaby jak jedna z tych w opowiadaniu Borgesa +O ścisłości w nauce+. Mówi ono o Cesarstwie, w którym sztuka kartografii osiągnęła taką doskonałość, że +mapa jednej tylko Prowincji zajmowała całe Miasto+”. “Nie możemy nawigować i określać położenia, kierując się tylko mapami, które sprawiają, że krajobraz staje się odporny na marzenia, nieprzenikalny dla wyobraźni”. “Krajobraz był tutaj na długo, zanim komukolwiek się o nas przyśniło. Obserwował nasze nadejście”. “Inuici są również znani z tego, że rzeźbią trójwymiarowe mapy Wybrzeża w drewnie. W ten sposób mapy są przenośne, odporne na mróz. A jeśli wpadną do wody, nie zatoną i da się je odzyskać”. “Po prostu potrzebujemy dostępu do dzikiej krainy – podsumował – nawet jeśli możemy co najwyżej podjechać na jej skraj i popatrzeć. Może to być sposób na upewnienie samych siebie w naszym zdrowiu psychicznym jako stworzeń, jako części geografii nadziei”. “To miejsce nie okazywało mi wrogości, ani trochę. Jedynie całkowitą, niestopniowalną obojętność. Wszyscy podróżnicy udający się do dzikich miejsc doświadczą tego w jakiejś wersji– krótkiego, palącego poczucia braku zainteresowania ze strony świata. W małych dawkach działa to ożywczo. Ale w pełnej formie unicestwia”. “Na jednej z ostatnich lodowych płaszczyzn, u stóp skałek, położyłem się i przyłożyłem ucho do twardej krawędzi rzeki. Usłyszałem ciemną swobodną wodę bulgoczącą gdzieś głęboko pod powierzchnią. Kiedy zaś zbliżyłem oko do lodu i spojrzałem w głąb, widziałem tylko formację pręcików i piór, które chwytały resztki światła i skupiały je jasne kolce i pierzaste szyszki, a między nimi dostrzegałem niezliczone bąbelki powietrza, które ułożone w srebrne łańcuchy przypominały gwiazdozbiory”. “Tak jak rzeka zaczyna się od kropel spływających po zboczu, tak lodowiec zaczyna się od płatka śniegu osiadającego w zagłębieniu”. “Poczułem jakby odwrotność zawrotu głowy, jakbym miał zaraz upaść w górę. W powietrzu nie było nic, co wskazywałoby na czas i miejsce; nic, co oznaczyłoby głębokość. Nie słychać było żadnych odgłosów, oprócz dyskretnego chlupotu wody o brzeg wyspy. Kiedy tak leżałem, bez śladu ludzkiej obecności w zasięgu wzroku, czułem ciszę, która sięgała wstecz do epoki lodowcowej”. “Zacząłem inaczej postrzegać czas albo przynajmniej inaczej go doświadczać. Zdawał się wyrażać nie w godzinach czy minutach, lecz w cieniach i fakturach”. “Torfowiska tak doskonale konserwują drewno, że w czasie II wojny światowej amerykańska marynarka wykorzystała liczące 3000 lat kłody tui, zwanej białym cedrem, wyciągnięte z torfowiska w New Jersey, do budowy kadłubów kutrów torpedowych”. “Ktoś mi powiedział, że jeśli wespnę się na Ben Hope w letnie przesilenie i spędzę na szczycie bezchmurną noc, ani na chwilę nie stracę słońca z oczu. To połączenie wysokości położenia na północy oznacza, że najwyższa krawędź słońca nigdy nie schowa się całkiem za linię widnokręgu. Prawdziwa biała noc”. “Hope to Góra, która doświadcza sprzeczności przesilenia na północy: zna zarówno chwałę nigdy nie znikającego słońca, i jak i nieczułość 18-godzinnej nocy”. “Jednym z dwóch najbardziej zdumiewających aspektów Burren jest jego flora. Na tych 150 milach kwadratowych rosną rośliny ze strefy arktycznej, alpejskiej i śródziemnomorskiej. W żadnym innym miejscu w Europie gatunki kontrastujące nie współistnieją tak śmiało. (...). To, że takie paradoksy botaniczne są możliwe, wynika z bliskości Prądu Zatokowego, zdolności wapienia do absorbowania ciepła latem i uwalniania go zimą oraz wyjątkowego poziomu naświetlenia”. Ważne są tu liczne konteksty kulturowe zagadnienia. Nie wiedziałem np., że właśnie w “dziczy” swoje opus magnum pisał Orwell. Są też odniesienia do Samuela Taylora Coleridge'a, który miał na swą depresję lekarstwo - czyli tęże dzicz. Szczególnie cieszą mnie odniesienia do "Barona drzewołaza". Sam odczuwam wszak dobrostan duszy i ciała, ilekroć trafiam w jakieś ostępy, fotografując ptaki. A o nich tu szczęśliwie sporo, np: “Przy samej wodzie brodziły trzy ptaki, przemieszczały się w równej linii i machały dziobami z boku na bok jakie ekipa z wykrywaczami metali (tak żerują tylko szablodzioby - przyp. mój)”. “Ostrygojady stały na plaży pozbawione szyi, jak grupki ludzi w smokingach”. “Trio edredonów snuło się niespiesznie 20 jardów od brzegu”. “Powietrze nad wodą wypełniały chmary ptaków: petrele szybowały na wietrze białymi łukami, krępe nurzyki jak uskrzydlone cygara furkotały tuż nad falami, mewy kreśliły ulotne esy- floresy”. “Nocujące ptaki, nierozróżnialne w ciemności, podnosiły się z ziemi z rozpostartymi skrzydłami i oczami jak klejnoty”. “Ptaki znienacka wypadały z niewidocznych szpar w skale: słonka toczyła się nisko w powietrzu, bekas wystrzeliwał z krzaczastej niecki. Nad wodą krążył krogulec – pokonywał wiele mil w parę minut”. “Pokazały się biegusy w stadach po 20, 30, dziobiąc wzdłuż linii ezoterycznych szczątków wyrzuconych przez morze. Kiedy zbliżałem się do nich na mniej więcej 10 jardów, podrywały się i odlatywały wzdłuż plaży jako jedno łopoczące stado, a ich skrzydła wydawały miękki furkot przekładanych kartek”. “Szliśmy, a myszołowy krążyły nad nami jak samoloty zwiadowcze”. “Ptaki migrujące nie unikają ludzi, chętnie bytują w ich pobliżu. Jednak, wybierając miejsca do lądowania, oceniają ich dzikość: jak dalece woda i ląd pozwolą im kierować się instynktem i zaspokoić ich własne potrzeby. Tam, gdzie tego nie znajdą, nie wylądują”. “Ponad 2 miliony migrujących ptaków korzysta z miękkich brzegów Wielkiej Brytanii i Irlandii jako miejsc wypoczynku każdej jesieni i zimy. Można sporządzić mapy– powstały takie – pokazujące trasy ich przelotu. Wyglądają jak mapy tras różnych linii lotniczych. Ale zamiast łączyć miasta i lotniska, trasy na mapach migracji ptaków łączą dzikie miejsca”. “Gdy zapadły całkowite ciemności, gdzieś u wybrzeża rozległ się huk wystrzału. Ptaki zerwały się do lotu w głąb lądu. Gęsi i kaczki, pomieszane ze sobą, leciały tuzinami, tłumnie wracały do swoich kryjówek na bagnach i rozlewiskach. Były jak niewykrywalni lotnicy, przenosząc się znad morza bez drapieżników na niebezpieczny ląd, trzymały się nisko by uniknąć niebezpieczeństwa. Czasem słyszałem jedynie trzepot skrzydeł nadlatującej chmary”. “Jastrzębie i zające: idealna para krewniaków do mojej mapy. Jastrząb, kręcący swoje strażnicze koła w powietrzu, patrzący na ziemię z góry. Zając, niezrównany znawca terenu na poziomie gruntu, zdolny poruszać się po nim szybciej od innych naziemnych istot”. Dla Autora drzewa nie są mniej ważne od ptaków, a jedno wiąże się wszak z drugim: “W 1497 roku– kiedy John Cabot wypłynął z Bristolu do Ameryki, gdzie zobaczył "zwarty głęboki ciemny las, trwający w milczeniu wzdłuż wybrzeża" – pokrywa leśna Wielkiej Brytanii i Irlandii w dużej mierze została zastąpiona przez pola, pastwiska, łąki, wrzosowiska i mokradła”. “Samotne drzewa są nadzwyczajne; drzewa w skupisku są nadzwyczajne w dwójnasób”. “Drzewa w odmienny sposób przechowują i pielęgnują czas, więc doświadcza się go inaczej. Gdy się jest pośród nich, dyskrecja drzew, ich cierpliwość są wzruszające”. “Cenna i niepokojąca jest wiedza, że wielkie dęby rosną 300 lat, 300 lat żyją i 300 lat umierają. Wiedza taka, poważnie rozważona, zmienia stan umysłu”. “Kiedy patrzysz na drzewa czy las, musisz sobie wyobrazić, że ziemia to lustro ponieważ podziemny system korzeniowy drzewa rozgałęzia się prawie tak szeroko, jak korona w górze. Do widocznej korony każdego drzewa musisz sobie wyobrazić drugą, odwróconą, łaknącą wody, tak jak górna jej bliźniaczka ładnie światła”. “Dolina poniżej płonęła kolorami. Trwała wielka jesienna pożoga. Setki akrów drzew zmieniało barwy: modrzewie, brzozy, buki, kasztany jadalne, odziane w pomarańczowe, karminowe, siarkowożółte i złote liście”. “Ludzie zwykle nie spodziewają się innych ludzi na drzewach. A jeśli wytrwam w bezruchu dłużej, wrócą ptaki. Ptaki też zwykle nie spodziewają się ludzi na drzewach”. “Wspinanie na drzewo pozwala zmienić perspektywę, choćby nieznacznie; spojrzeć na miasto z góry, podczas gdy zwykle patrzy się z boku”. “W Anglii między 1930 a 1990 rokiem ponad połowa pierwotnych lasów została wycięta lub zastąpiona plantacjami drzew iglastych. Połowę żywopłotów wykarczowano. Prawie wszystkie pastwiska na nizinach zaorano, zabudowano i wyasfaltowano. Trzy czwarte środkowej części kraju poszło pod uprawę lub budownictwo. (...) Tworzące się przez tysiąclecia torfowiska osuszono lub wyeksploatowano. Dziesiątki gatunków wyginęły, a setki znalazły się na skraju unicestwienia”. “Wszystko to było miniaturową wersją ubytku w żywopłotach, który nastąpił w całej Anglii dziesięcioleciach po II wojnie światowej. Rolnicy byli finansowo zachęcani, by zaorać obszary leśne i karczować żywopłoty, które dzieliły ich ziemię. Podczas tej przemiany przepadło ćwierć miliona mil żywopłotów. A za utratą żywopłotów przyszła utrata dzikiego życia, które w nich kwitło: mazurki, kuropatwy, potrzeszcze i inne gatunki znalazły się na granicy wyginięcia”. “Żywopłoty stały się linearnymi lasami, nachylającymi się ku sobie i splątającymi nad starą zagłębioną drogą, aby utworzyć zazębiający się baldachim lub dach, przez co droga zmieniała się w tunel”. Niezwykle interesujące były dla mnie fragmenty o “holwegach” (“wyryta ścieżka, zapadnięty trakt”). “To szlak, który przez wieki wykorzystywania wciął się w podłoże tak, że znalazł się poniżej poziomu otaczającego krajobrazu. (...) W ciągu wieków przejazdy wozów, końskie kopyta i stopy piechurów wytarły podłoże na tych drogach, żłobiąc koleiny w odsłoniętym kamieniu. W miarę, jak drogi się pogłębiały, stawały się naturalnymi szlakami odpływu wody”. “Wydeptywane przez niezliczone stopy, wycięte przez niezliczone koła, są zapisem podróży na targowiska, do miejsc kultu, do morza. Jak bruzdy na dłoni albo wytarcie na kamiennym progu lub stopniach schodów, są skutkiem tradycji, powtarzanego działania. Jak stare drzewa – detale ich poskręcanych i powyginanych gałęzi mówią o historii wiatru w regionie, a pierścienie przyrostu odnotowują obfitość lub niedostatek słońca każdego roku – archiwizują dawne obyczaje miejsca. Ich wiek onieśmiela, ale nie przytłacza”. “Tylko nieliczne holwegi są jeszcze wykorzystywane: są zbyt wąskie i zbyt wolne dla nowoczesnych podróży. Są też zbyt głębokie, żeby je wypełnić i zająć pod uprawę.(...) Większość stworzyła własne linie obronne: tak zarosły pokrzywami i dziką różą, że stały się nie do przejścia i pozostają niezbadane od dziesięcioleci”. “W pewnym sensie całą dysydencką Wielką Brytanię można wyobrazić sobie jako coś w rodzaju labiryntu holwegów: zapadniętego, prawie niezauważalnie w krajobraz kulturalny”. “Niedostrzeżone przez mapy, nie utrzymywane przez ludzi, niezagospodarowane z powodu swoich stromizn, te pionowe światy dodają tysiące mil kwadratowych do powierzchni Wielkiej Brytanii i Irlandii – a wiele z nich to jej najdziksze mile”. “Chciałbym zobaczyć mapę, która pokazywałaby kraj tylko według tych starych dróg, ślepą na nowe szlaki, drogi, tak obojętne na ukształtowanie terenu, przez który prowadzą. Te stare drogi, te głęboko wyrobione zakątki, na ogół biegły wokół lasów, dostosowywały się do krzywizny doliny lub do wzrostu wzgórza. Istniały w zgodzie z terenem, przez który biegły. (... ) To wzajemne dostosowanie między drogą a ukształtowaniem powierzchni jest obecnie znacznym stopniu zarzucone: obwodnica i autostrady biegną prosto przez stare lasy i zbocza wzgórz”. Niezwykle ciekawy jest wątek pochówków w naturze. “Utrzymuję, wierzę i potwierdzam– oświadczył odważnie przed trybunałem – że to również wielka zasługa, nagroda i korzyść dla każdego chrześcijanina być pochowanym w kompoście, na łące lub dzikim zagonie jak w kościele lub na przykościelnym gruncie“. “Gdy w grobie znajdzie się już zawartość–– zastrzegł markiz de Sade – ma on zostać obsadzony żołędziami, by z czasem miejsce to znów zarosło tak gęstym lasem, jaki był wcześniej, a wszelki ślad mojego grobu zniknął z powierzchni ziemi”. “Przyjaciel z Irlandii opowiedział mi kiedyś historię o tym, jak jego ciotka denerwowała rodzinę. Pewnego lata akwizytor zapukał do drzwi, kiedy nikogo innego nie było w domu. Ciotka wpuściła go, wysłuchała i kupiła jego produkt czyli miejsce pod grób. Rodzina zamartwiała się, że została oszukana, i chcieli odzyskać jej pieniądze. Ale ona się nie zgodziła. Miejsce pod grób znajdowało się na szczycie klifu, oznajmiła, w wyjątkowym położeniu i pokazała im mapę. Roztaczał się stamtąd wspaniały widok na Atlantyk. To dobre miejsce, twierdziła, żeby spędzić resztę wieczności”. “Wiele co dzikszych obszarów Wielkiej Brytanii i Irlandii zapełniają groby, oznaczone i nieoznaczone. Tak wielu ludzi przez tyle stuleci czuło potrzebę chowania zmarłych z widokiem na przestrzeń”. Mimo że książka jest z 2007 r., to niestety nie zestarzały się przestrogi Autora co do wpływu cywilizacji na nasze życie w niezgodzie z naturą. “Na tak wiele sposobów życie jest odłączane od miejsca, doznawanie wprowadzane do różnych odmian bezdotykowości. Doświadczamy, jak w żadnym dotąd okresie historycznym, oddzielenia i dematerializacji. Niemal nieskończona zdolność połączenia w technologicznym świecie, mimo wszystkich korzyści, jakie ze sobą przyniosła, pobiera zapłatę w walucie kontaktów. Na wiele sposobów zapomnieliśmy, jak odczuwać świat. (...) Coraz bardziej zapominamy, że nasze umysły kształtuje cielesne doświadczenie bycia w świecie– przestrzeń, faktura, dźwięki, zapachy i zwyczaje”. A u nas o ohydnym zanieczyszczeniu światłem mówi się dopiero od niedawna.... “Rozwinęliśmy wyszukane sposoby oświetlania naszego życia, neutralizowania roszczeń ciemności wobec nas i tłumienia rytmu dobowego. Gwiazdy nie mogą konkurować z tym ziemskim blaskiem i często są niewidoczne, nawet w bezchmurne noce migrujące ptaki zderzają się z oświetlonymi budynkami, myśląc że to dzienne niebo”. “Spada liczba robaczków świętojańskich, ponieważ ich światła pozycyjne, którymi przyciągają partnerów, nie są już dość jasne, by być widoczne nocą”. I jeszcze taki wyimek: “Współczesny wygląd i charakter wrzosowisk wynikają w dużej mierze ze sportowej historii ich użytkowania”. Otóż to! Podoba mi się, że Macfarlane używa dawnego znaczenia w polszczyźnie słowa “sportsmen”, które oznaczało wyłącznie myśliwego (BTW: wieki temu ludzie musieli naprawdę dużo myśleć, aby coś upolować - stąd ta nieadekwatna dziś nazwa). Przypominam, że w "Lalce" hrabia Krzeszowski przychodzi do sklepu Wokulskiego po “sportsmeńskie” spinki, czyli właśnie myśliwskie. I w tym kontekście przepiękna anegdotka dotycząca naszych, polskich realiów, które chyba - niestety - nigdy nie dziwią: “Roger opowiedział mi, jak został kiedyś postrzelony w polskim lesie, ponieważ myśliwy wziął go za niedźwiedzia. Puentą historii, jak się okazało, nie była złość Rogera, że został ranny, tylko jego zachwyt, że ktoś pomylił go ze zwierzęciem”. Tak, zawsze pomoże tylko brytyjskie poczucie humoru, którego u nas niestety za złamanego szylinga… PS Jedyna uwaga dotyczy przekładu, generalnie bardzo dobrego. W polskich wydawnictwach zasadą jest jednak podawanie anglosaskich miar zgodnie z systemem metrycznym. Pisanie, że fala ma pięć stóp wysokości naprawdę nie trafia do polskiego czytelnika w takim stopniu, gdyby to podać w metrach, to samo dotyczy jardów czy cali (z wyjątkiem kalibru broni palnej). Wydaje się ponadto, że tłumaczka za bardzo ulega “językowi źródła”, m.in.. gdy wspomina o "wodzie deszczowej” w wodospadzie. Tak po polsku po prostu się nie pisze. Mam również duże wątpliwości, czy można powiedzieć, a zwłaszcza napisać: “kwoka błotniaka” - bo czy mówimy “kwoka jastrzębia”? Nie ma też w polszczyźnie, przynajmniej tej starannej, zwrotu “krajobraz kulturalny”, lecz tylko kulturowy ….
Szczegóły
Rok wydania
2024
Liczba stron
368 str.
Wydawnictwo
Wydawnictwo Poznańskie
Język
polski
Format
papier
Cykl
Dzika seria
Gatunek
literatura podróżnicza
ISBN
9788367974837
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Dzikie miejsca" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
