Dziennik cwaniaczka. No to lecimy
Jeff Kinney
Książka dla dzieci i ma się podobać dzieciom, a nie dorosłym znającym literackie schematy. Ta podoba się bardzo. Święta, choinka, ciepły kocyk, prezenty, śnieg – do takich znanych atrakcji przygotowuje się Greg. Niecierpliwe oczekiwanie przeplatane z katastrofami w czasie przygotowań przerywa wiadomość od rodziców: wyjeżdżają na święta do tropików. Jakby złych wiadomości było mało okazuje się, że podróż ma być ich prezentem, więc prezentów nie będzie i mają lecieć samolotem, co Grega jako przeciwnika zamykania go w małej przestrzeni i do tego w powietrzu nie cieszy. Później jest już tylko gorzej. Spokojne przygotowanie świąt sprawiało Heffleyom wielki problem, a wycieczka okaże się naszpikowana samymi niebezpieczeństwami i niemiłymi doświadczeniami, które zaczynają się tuż po puszczeniu domu. Jazda na lotnisko w korku, kiedy każda minuta do odlotu jest ważna sprawia, że rośnie napięcie. Kiedy już docierają na lotnisko i mogą spokojnie odsapnąć, że zdążyli okazuje się, że wypakowanie bagaży z samochodu i wejście do portu to już wyższa szkoła jazdy. Rozdzielenie się członków rodziny nie zmniejsza ich pecha, ale wydaje się wręcz zwiększać. Wyścig z czasem na lotnisku, nieprzyjeżdżający autobus, który ma zabrać z parkingu do portu, kolejki, przeszukiwania, nadbagaż i kiedy już wszystko jest dobrze i można lecieć na wymarzone wakacje (a raczej święta w tropikach) okazuje się, że samolot się spóźnia. Złe warunki atmosferyczne fundują im kilkugodzinne oczekiwanie. W samolocie wcale nie jest lepiej. Pech bardzo skutecznie prześladuje Grega. Siedzenie w czasie lotu między rodzicami niemowlaka nie należy do miłych atrakcji. Maraton przeżyć kończy się dotarciem do Isla de Corales, gdzie Heffleyowie wydają się uczestniczyć w konkursie na największych pechowców w kurorcie: nie mogą spokojnie zjeść, wyspać się, a do tego gdzieś zginęła ich walizka z rzeczami i… mają tylko parę rzeczy, które upchali do bagażu podręcznego. Atakująca ich zewsząd egzotyka sprawia, że stają się ofiarami jaszczurek, ptaków, pająków, a nawet najbardziej jadowitych ameb. Do tego okazuje się, że wszystkie reklamowane przez kurort atrakcje zostały już zarezerwowane, a im pozostaje cieszenie się własnym, bardzo pechowym, towarzystwem. Kiedy mamie cudem udaje się załatwić przejażdżkę na bananie czy nurkowanie przy rafie koralowej wiemy, że to nie może skończyć się dobrze. Cały pobyt kończy się wyrzuceniem rodziny z kurortu oraz pościgiem ochrony. A wszystko przez to, że Heffleyowie są mistrzami pakowania się w tarapaty. We wszystkich tomach „Dziennika cwaniaczka” akcja mknie niczym pociąg pośpieszny (oczywiście nie w Polsce),a wydarzenia nieuchronnie następują po sobie niczym w dominie: jeden przewrócony klocuszek powoduje prawdziwą lawinę zdarzeń, które jedynie może zatrzymać przewrócenie się wszystkich. Całość napisano w formie dziennika wzbogaconego ilustracjami. W poszczególnych akapitach pierwszoosobowy narrator (Greg) przeskakuje z tematu na temat, co sprawia, że lektura jest bardzo interesująca i wciągająca. Zdania w stronie czynnej, duża dawka humoru – to wszystko sprawia, że kolejny tom „Dziennika cwaniaczka” wciąga od pierwszych stron i po przeczytaniu jednej części nie sposób nie sięgnąć po kolejne, dlatego zdecydowanie polecam wszystkim młodym czytelnikom, którzy uważa, że książki są nudne. Tu nie ma czasu na znudzenie. Akcja galopuje, do tego kolejne wydarzenia okraszone prostym humorem sytuacyjnym sprawiają, że lektura zdecydowanie poprawia humor. Fabuła każdego tomu zawsze ma temat przewodni. Raz są nim wakacje, innym razem święta, nauka w gimnazjum, relacje z rodzeństwem, twarde wychowanie, dojrzewanie, konsekwencje złych czynów, pierwsze związki, rodzinne wyprawy czy kult przeszłości rodziców. Niedługie nakładające się na siebie scenki wprowadzające kolejne elementy napięcia i kończące się zabawnym rozwiązaniem sprawiają, że lekturę czyta się bardzo szybko i z zainteresowaniem. Aby dodatkowo urozmaicić czytanie w książce nie zabraknie elementów komiksowych, dzięki czemu sięgają po nią również przeciwnicy spędzania wolnego czasu z książką. "Dziennik cwaniaczka. No to lecimy" to lektura doskonała do czytelników powyżej czwartego roku życia. Niewinna fabuła kryje w sobie wiele prawd, nad którymi można rodzinnie dyskutować, a do tego rozbawi zarówno dzieci, jak i dorosłych, a opornych czytelników zachęci do czytania. Książka ma tak duże powodzenie, że powstają kolejne tomy, wznowienia, tłumaczenia, a nawet filmy o przygodach pechowego Grega. Zdecydowanie polecam.
Szczegóły
Rok wydania
2017
Liczba stron
224 str.
Wydawnictwo
Nasza Księgarnia
Język
polski
Format
papier
Cykl
Dziennik cwaniaczka (tom 12)
Gatunek
literatura młodzieżowa
ISBN
9788310131331
Chcesz podzielić się ze światem tym, co czytasz?
Wygeneruj estetyczną grafikę z tej książki w kilka kliknięć — kwadratowy post albo pionowe stories. Pełna kontrola nad motywem, tytułem i krótką notką. Gotowe do wrzucenia na Instagrama.


Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Twoja ocena
Dodaj „Dziennik cwaniaczka. No to lecimy" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do 200+ czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać — uporządkuj swoje lektury w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1–10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
Rejestracja zajmuje mniej niż 30 sekund. Bez karty, bez zobowiązań.
