Dwadzieścioro czworo oczu
Sakae Tsuboi
Dwadzieścioro czworo oczu
Sakae Tsuboi
„Dwadzieścioro czworo oczu” Sakae Tsuboi to nie jest książka, którą się po prostu czyta. To książka, którą się przeżywa i nosi potem w sercu przez długi czas. Sięgnąłem po nią, kontynuując swoją podróż po regionach Japonii (w ramach akcji czytelniczej Japoniada). I przyznaje, nie spodziewałam się czegoś tak głębokiego – przejmującego studium ludzkiej natury wystawionej na próbę historii, pełnego czułości, ale i nieuniknionego, dojmującego smutku. Z fabuły – bez zdradzania kluczowych zwrotów – mogę powiedzieć, że: to historia młodej nauczycielki, która trafia do małej, odizolowanej społeczności i stopniowo buduje więź z dwanaściorgiem swoich uczniów. Z początku spotyka ją nieufność, a jej nowoczesne metody i otwarta postawa są odbierane z podejrzliwością. Jednak więź między nią a dziećmi szybko okazuje się czymś więcej niż relacją szkolną. To opowieść jest: o dorastaniu, które dokonuje się nie tylko po stronie uczniów, ale też po stronie nauczycielki, o wspólnocie, która kształtuje się poprzez codzienne drobiazgi, o tym, jak zmieniają się ludzie i miejsca na przestrzeni lat. Tsuboi prowadzi nas przez cykle sezonów, szkolne lata, rodzinne perypetie i powoli narastające napięcia czasów, które nieuchronnie wpływają na życie klasowej dwunastki. Dodatkowy wymiar tej powieści odkrywa się, gdy poznaje się choć trochę tło życia autorki. Sakae Tsuboi pochodziła z małej wyspy Shōdoshimy i sama znała realia prowincjonalnego życia – surowego, pięknego, splecionego z tradycją i zmaganiami zwykłych ludzi. Jej twórczość jest zanurzona w sympatii dla tych najmniejszych, zwyczajnych bohaterów – kobiet, dzieci, mieszkańców wiosek – i to właśnie daje jej powieści wyjątkowość. Tsuboi potrafiła pisać o codzienności z czułością, ale nigdy bezkrytycznie; widziała jej piękno, lecz i jej kruchość. „Dwadzieścioro czworo oczu” jest prawdopodobnie najczystszym wyrazem tej wrażliwości: opowieścią uniwersalną, a jednocześnie głęboko zakorzenioną w japońskim doświadczeniu początku XX wieku. To, co uderzyło mnie najbardziej, to ta niezwykła, słodko-gorzka aura. Autorka z niebywale buduję narrację z pozornie drobnych, codziennych wydarzeń: szkolnych figli, dziecięcych sekretów, nieporadnych prób pocieszenia ukochanej nauczycielki. Te momenty promiennej, niemal sielankowej beztroski są jak ostatnie jasne promienie słońca przed nadchodzącą burzą. I kiedy ta burza w końcu nadchodzi – w postaci wszechogarniającej biedy, społecznych nierówności, a wreszcie druzgocącej machiny wojennej – jej uderzenie jest tym boleśniejsze. Tsuboi nie epatuje patosem ani okrucieństwem; jej siła leży w subtelności. Największy ból kryje się w tym, co niewypowiedziane: w pustych miejscach, cichych domach, nagłych zmianach w spojrzeniach, które nie wymagają komentarza, by poruszyć najdelikatniejsze struny. Początkowo irytował mnie pośpiech narracji i mnogość postaci. Dwanaścioro dzieci to wyzwanie nawet dla uważnego czytelnika, a niektóre wątki zdają się urywać zbyt szybko, pozostawiając po sobie niedosyt. Z czasem zrozumiałem jednak, że ta pozorna fragmentaryczność jest celowa. Wojna i życie nie układają się w schludne, literackie konstrukcje. Są pełne zawieszeń, niedomówień, nagłych zwrotów i bezlitosnych cięć losu. I być może właśnie przez to historia Pani Ōishi jest tak autentyczna (przez dzieci nazywana Ōishi Koishi a później też „Pani Płaczucha”). Jej łzy nie są słabością, lecz aktem odwagi: przyznaniem, że miłość do dzieci niesie ze sobą ból, którego nie da się kontrolować. To postać, która uczy, że empatia ma swoją cenę, lecz jest to cena, którą warto płacić. A teraz muszę napisać coś z perskektywy nauczyciela. Pracuję z dziećmi na co dzień. Wiem, jak wygląda to wyjątkowe, kruche połączenie między dorosłym a młodym człowiekiem, który dopiero uczy się świata. Wiem, jaką odpowiedzialność niesie każdy wypowiedziany przy nich wyraz, każdy gest, jak głęboko potrafią zapadać w pamięć wspólne drobne chwile. Czytając sceny pełne czułości, nieśmiałych uśmiechów i dziecięcej ufności, czułam to wszystko w sobie tak intensywnie, że momentami musiałam odkładać książkę. Historia Pani Ōishi była dla mnie nie tylko opowieścią literacką, ale czymś znacznie bardziej osobistym: przypomnieniem, jak ważna i jednocześnie jak delikatna jest rola nauczyciela, który wchodzi w życie uczniów tylko na chwilę, a mimo to zostawia w nim trwały ślad. Po zamknięciu tej książki nie czułam euforii, ale rodzaj cichej, refleksyjnej zadumy. To nie jest lektura, która bawi lub relaksuje. To lektura, która oczyszcza. Pozostawia w duszy ślad – obraz dwunastu par rozbłysłych oczu małych dzieci i jednej pary oczu nauczycielki, w których odbija się ich wspólny, utracony świat. „Dwadzieścioro czworo oczu” to piękny, choć bolesny hołd złożony pamięci, przyjaźni i niezłomnej ludzkiej czułości w czasach, które tę czułość próbowały zniszczyć. I może właśnie dlatego – jako czytelnik, ale też jako nauczyciel – będę ją nosić w sobie jeszcze bardzo długo.
Szczegóły
Rok wydania
2023
Liczba stron
201 str.
Wydawnictwo
Wydawnictwo Yumeka
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
9788396729019
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Dwadzieścioro czworo oczu" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
