Domostwo błogosławionych
Gdy przewróciłem ostatnią kartkę powieści Catherynne M. Valente i kolejny raz rzuciłem okiem na jedną z najładniejszych okładek, jakie w życiu widziałem, przyszła mi do głowy jedna myśl – gdyby Bolesław Leśmian pisał dzieła fantastyczne (jego baśniowych Przygód Sindbada Żeglarza nie liczę),to Domostwo błogosławionych można by śmiało podpisać jego nazwiskiem. Książka ta jest wymagającym, wyrafinowanym i egzotycznym partnerem do rozmowy i może zapewnić czytelnikowi kilkanaście godzin niezwykłych intelektualnych, momentami niemal sensualnych doznań, a z drugiej strony przytłacza ciężarem barokowej ornamentyki. Nie umiem jednoznacznie ocenić tej pozycji, ale wiem jedno – nie jest dla każdego. Powieść jest przykładem tego, że literatura i w ogóle kultura karmi się samą sobą – Domostwo błogosławionych nie istniałoby bez ogromu średniowiecznej wyobraźni, bogato iluminowanych, wypełnionych opisami niezwykłych i groteskowych istot, bestiariuszy, legend i fantastycznej geografii mierzącej się z terra incognita. W ciemności średnich wieków pisarka znajduje nasiona, które kiełkują, rosną i inspirują do założenia fantastycznego ogrodu oszałamiającego swoim bogactwem, kolorami i zapachami. Niełatwo opowiedzieć, o czym jest. Na ten sam problem natrafimy, gdy będziemy chcieli komuś streścić wiersz przywołanego na początku poety – obedrzemy go z całej tajemnicy, rozproszymy niezwykłą aurę, sprowadzimy do parteru czytelnego obrazowania i dosłowności, a jednocześnie pozostaniemy koszmarnie daleko od jakiejkolwiek prawdy o tekście. Przyszłym czytelnikom należy się jednak parę słów zarysowujących najistotniejsze dla fabuły elementy. W Domostwie błogosławionych znajdziemy kilka krzyżujących się ze sobą warstw fabularnych, które wzajemnie się, uzupełniają i dobudowują kolejne piętra opowieści. Starzejący się misjonarz, brat Hiob z Lucerny, u progu XVIII stulecia, wieku rozumu, wybiera się w podróż na Wschód, w kierunku baśniowego Orientu, od zawsze w kulturze europejskiej kojarzonego z egzotyką i niesamowitością. Tam właśnie bohater znajduje drzewo rodzące książki zamiast owoców. Z utworów tych, żarłocznie pochłanianych przez brata Hioba, wyłania się obraz sprzed niemal pięciuset lat – królestwo legendarnego Jana Prezbitera, zagubionego na Wschodzie księdza, którego pochłonęły „cuda i dziwy” Orientu. Dodatkowo Valente opisuje intymne wyznania żony Prezbitera, Hagii (bezgłowego stworzenia mającego twarz na klatce piersiowej),oraz poetyckie baśnie opowiadane królewskim dzieciom przez piastunkę. Całość tworzy migotliwą i hipnotyzującą całość, której nie sposób zrelacjonować, by nie zniszczyć jej unikalnego kształtu. Mocnymi stronami tej książki są język i obraz. Pisarka w zdumiewający sposób, godny mistrzów stylizacji, kształtuje swoją prozę. Jesteśmy dokładnie po drugiej stronie realizmu, który wymagał przezroczystości języka – czytający miał koncentrować się na fabule, związkach pomiędzy postaciami etc. Natomiast Valente meandruje, ubarwia, rozrzuca epitety i poetyckie synestezje; każde zdanie jest komunikatywne, a jednocześnie zatrzymuje na sobie uwagę zmuszając do wyobrażania sobie barw, dźwięków, zapachów; sugeruje archaiczność – z jej patosem, figurami stylistycznymi, zabiegami retorycznymi. Autorka ma również ogromny dar tworzenia unikalnych, mających surrealistyczny wydźwięk, obrazów. Odrobina trudu, jaki trzeba podjąć, by nadążyć za wyobraźnią Valente, zostanie nagrodzona w dwójnasób. Oszałamiające wizje miejsc, fantastycznych istot i egzotycznych mechanizmów życia wysypują się z niemal każdego akapitu. Lektura książki musi być powolna, by nie przeoczyć niczego w jej przedziwnym wnętrzu. Gdyby mnie zapytać o przynależność gatunkową tej powieści, odpowiedziałbym, że najbliżej jej do fantasy. Naturalnym żerowiskiem jego twórców jest średniowiecze, ale w odróżnieniu od Valente zazwyczaj chwytają oni to, co widzialne gołym okiem, i umocowane w zbiorowej wyobraźni odbiorców kultury. Porozumienia z czytelnikiem szukają na najbardziej fundamentalnym z poziomów. Natomiast w Domostwie błogosławionych niepodzielnie rządzi to, co wyobrażone i przetrawione w procesie interpretacji wieków średnich. Chociaż w książce słychać wyraźne echa i legend arturiańskich, i opowieści Chaucera, to jednak nigdzie nie spotkamy dosłownych odniesień. Tekstem rządzi zasada sugestii i aluzji, które od pierwszej strony mają za zadanie wciągnąć czytelnika i spętać go szlachetną iluzją. Posługując się pewnymi naturalnymi dla formy recenzji uogólnieniami i uproszczeniami, należy napisać, że powieść Valente jest patetycznym hołdem złożonym ludzkiej wyobraźni, potrzebie wiary i duchowości. Nie jest to jednak książka, która podbije serca masowego czytelnika. Ten chyba będzie gubił się w labiryntach narracji, a jego wzrok będzie przeskakiwał z akapitu na akapit, by znaleźć fabularny punkt zaczepienia. Cierpliwy i szukający szlachetniejszych podniet odbiorca w pełni Domostwo błogosławionych doceni.
Szczegóły
Rok wydania
2018
Liczba stron
336 str.
Wydawnictwo
Mag
Język
polski
Format
papier
Cykl
Uczta Wyobraźni
Gatunek
fantasy, science fiction
ISBN
9788374808767
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Domostwo błogosławionych" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
