Co się stało w 966?
Z pozytywnym zdziwieniem zaczęłam tę lekturę - czyżby profesor Urbańczyk napisał rzetelną pozycję popularnonaukową? Niestety... po paru rozdziałach okazało się, że po "nie wiemy, jak było, to wszystko tylko domysły i utarte schematy" następuje daleki od popularyzowania nauki ciąg dalszy: "ale ja wiem i was oświecę!" - i brnie profesor Urbańczyk w forsowanie morawskiego pochodzenia Mieszka oraz obecności chrześcijańskiej enklawy w Wielkopolsce, tyle że obrządku cyrylo-metodiańskiego, i jeszcze w bierzmowanie, a nie chrzest Mieszka… Czyli - racja moja najmojsza, odkrycie wiekopomne, a nie postulowane dochodzenie do prawdy. Materiał raczej na powieść. Cytując Karola Zbyszewskiego: „A państwo się orientują, co to jest profesor? To człowiek, który wie dużo rzeczy, które trzeba wiedzieć lepiej od niego, żeby wiedzieć, że on nic nie wie”. Książeczka ta jest w zasadzie gorsza od twórczości Kamila Janickiego, bo ten do niemal każdego zdania dodaje przypis. U profesora Urbańczyka dostaniemy na końcu tylko bidną bibliografię (w tym dwie pozycje samego autora). Nie ma więc człek możliwości sprawdzenia różnych „faktów” - fantazjowania w otoczce naukowej; i kto sprawdzałby coś sygnowanego tytułem profesora? Ile osób w ogóle może niektóre rewelacje tu zawarte skontrować? Dlatego właśnie pozycję uznaję za skandaliczną, a profesora Urbańczyka za naukowca całkowicie niewiarygodnego. Według profesora Wielkopolska to jedyny kierunek, w jakim uciekać mogły elity morawskie po upadku Wielkiej Morawy. Zaiste - mur wyrósł nagle na granicy bawarskiej, za którą chroniły się te elity już wielokroć, mieszając z bawarskimi i wzbogacając katalog imion o Świętopełka. Ale dobrze, część mogłaby udać się na północ… Tylko dlaczego uciekały te elity? Przez "rzeź" i "pogrom" jaki urządzili Morawianom Węgrzy. Hm, popularyzacja nauki ma chyba na celu pozbywanie się pokutujących szeroko mitów, a nie utwierdzanie ich tak tabloidowymi sformułowaniami. Już w poprzednich publikacjach powoływał się profesor Urbańczyk na badaczy, którzy stwierdzali coś wręcz przeciwnego - że żadnego "pogromu" nie było, bo brak na to dowodów archeologicznych, osadnictwo rozwijało się nieprzerwanie - niemniej nie przeszkadza to naukowcowi przypisać innym naukowcom twierdzeń przeciwnych. Co więcej, poinformuje nas profesor, że Madziarzy rozbili Morawian pod Bratysławą w 906 r. To ciekawe. Bitwa bowiem rozegrała się między wojskami madziarskimi a bawarskimi, a brak wzmianki o oddziałach morawskich stanowi dla innych naukowców dowód na to, że państwo morawskie uległo już wówczas całkowitemu rozprężeniu przez kłopoty wewnętrzne i zostało przez Węgrów przejęte w zasadzie bez walki… Oczywiście bardziej przemawia do wyobraźni obraz krwiożerczych hord madziarskich mordujących wszystko na swej drodze, jaki odmalowali po wiekach kronikarze węgierscy dla wykazania bitności przodków – ale właśnie od popularyzatorów nauki można by wymagać podawania tego w wątpliwość (co robi np. profesor Sroka w „Początkach Węgier”). Nic to, jest wszak WIŚNIA na torciku. Ledwie wzmiankowana w "Mieszku Pierwszym Tajemniczym" rewelacja, która w tej - popularnonaukowej…! - książeczce urosła do jednego z głównych filarów całej koncepcji. Oto nitrzański ród Poznan, który uciekł z legendarnego węgierskiego pogromu razem z przodkami Mieszka - aby w Wielkopolsce założyć gród Poznań. Bardzo chciałabym poznać źródło tej rewelacji, ale niestety - nie poznam go. Bo nie za bardzo istnieje poza sferą fantazji. Ród ów, węgierski (znany jako Pázmány),donikąd nie uciekł - zamieszkiwał w miarę spokojnie okolice nitrzańskie oraz inne przez kolejne wieki, wydając kolejnych "Poznanów". W XII wieku koligacił się z samymi Arpadami - a według własnej tradycji spisanej przez średniowieczne kroniki (te same, z których bezrefleksyjnie czerpie się informacje o „rzezi” Morawian) osiadł przy Nitrze za czasów świętego Stefana (początek XI wieku). Jego protoplasta zaś, rycerz Pozman/Patzmann, miał być z pochodzenia Szwabem, który trafił na dwór ojca Stefana, księcia Gezy (koniec X wieku). Nie istnieją wcześniejsze świadectwa dla owego rodu „Poznan”, jaki miałby istnieć już za Wielkiej Morawy (IX wiek!); nie ma dokumentów wcześniejszych niż jedenastowieczne. To propozycja słowackich badaczy, którzy domniemują, że ród jest pochodzenia miejscowego i poprzedzającego przybycie Węgrów do Kotliny Karpackiej - wbrew własnej tradycji rodu, pielęgnującej pamięć o obcym pochodzeniu. Nawet jeśli podejrzenia słowackich historyków są słuszne (w tworzonym państwie węgierskim znacznie silniejszy był przecież element słowiański od madziarskiego) i na zasadzie wróżenia z fusów przeniesiemy początki rodu o wiek wstecz w stosunku do jego własnej tradycji oraz o dwa wieki w stosunku do śladów źródłowych - to ciągle nie zmienia to faktu, że ród "Poznan" nie uciekł do Wielkopolski i co najmniej ryzykownym jest łączyć nazwę wielkopolskiego grodu z imieniem, jakie daje się powiązać z okolicą Nitry dopiero pół wieku po powstaniu Poznania! W zasadzie - chcąc na podstawie strzępków źródłowych połączyć Poznań z rodem "Poznan", zbudować można hipotetyczny obraz wręcz odwrotny: to jakiś (szwabski?) Poznan trafił na Węgry po tym, jak pomógł przodkom Mieszka budować państwo i w Wielkopolsce zostawił po sobie na pamiątkę gród. No ale po co w to wnikać, skoro wówczas runie filar jedynej słusznej koncepcji? Niezręcznie aż podejrzewać profesora, że sprawdził, i znowu zdarzyło się przeinaczyć efekt kwerendy, byle pasowało pod rewolucyjną tezę. Kto będzie to konfrontował z m.in. węgierskimi ustaleniami i zdrowym rozsądkiem, przecież to tylko książeczka popularnonaukowa, która oświeca ciemny lud... Naprawdę wolałabym, aby ktoś wskrzesił hipotezę połabską - znacznie bardziej jest sensowna, jeśli już koniecznie brniemy w obce pochodzenie Piastów. Co zresztą według profesora Urbańczyka jest oznaką kompleksów. A dobre pozycje popularyzatorskie z tego okresu pisze już chyba tylko profesor Strzelczyk, co swoją drogą jest bardzo przykre…
Szczegóły
Rok wydania
2016
Liczba stron
340 str.
Wydawnictwo
Zysk i S-ka
Język
polski
Format
papier
Cykl
Co się stało w... (tom 1)
Gatunek
historia
ISBN
9788377859001
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Co się stało w 966?" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
