Bookfolio
Biografia głodu
literatura piękna

Biografia głodu

Amélie Nothomb

uwaga na spoilery Kilka, a właściwie kilkanaście lat temu poznałam dwoje, jak wtedy myślałam bardzo ciekawych ludzi, było to małżeństwo spodziewające się dziecka. Logiczne więc, że ona była delikatnie mówiąc "odpowiednich" gabarytów, ale nie była to jakaś straszna otyłość, zresztą ciąża wszystko tłumaczy, taka kobitka "przy sobie". Dodatkowo bardzo wesoła, przyjazna, sympatyczna. W miarę rozwoju naszej znajomości dowiedziałam się, że od wczesnych lat młodości jej głównym problemem była waga/nadwaga, co mnie zdziwiło, gdyż jak dla mnie była w sam raz. Ja przy wzroście 168cm ważyłam przed dziećmi 48 kg, więc śmiało można określić mnie jako osobę szczupłą. Po pierwszym dziecku 60 kg, po drugim w okolicach 50 kg. Nigdy nie miałam obsesji na punkcie swojego ciała, diet-cud bo rozumiałam, że i z wiekiem i w związku z ciążami, przemianami hormonalnymi ciało po prostu ulega pewnym zmianom, to logiczne. Ta moja znajoma co chwilę była na jakiejś diecie, co chwilę wymyślała różne zabiegi itd. i wtedy jej bardzo pozytywna energia, gdzieś znikała. Jednocześnie potrafiła w jeden wieczór z mężem wypić 1 litr wina, a wiadomo, że alkohol to kalorie. Mnie osobiście drażnił ten kompletny brak konsekwencji, ale nie o tym chciałam. Chodzi o kwestię akceptacji samego siebie i wsparcia najbliższych. Faktem jest, że jej mąż często publicznie dokuczał, wytykał wygląd nie wiem jak siostra i rodzice, ale mama bardzo szczupła i tata też, a siostra podobnie "przy kości". Obecnie znowu przechodzi jakąś dietę i musiała skończyć z ćwiczeniami, bo pojawiły się jakieś problemy zdrowotne. Nikt z nas nie rodzi się miss czy misterem z idealnym ciałem i wyglądem, każdy ma mniejsze lub większe "braki". Najważniejsze to jest zaakceptować samego siebie i przyjąć "na klatę", że z pewnymi niedociągnięciami da się żyć (za duży nos, nadmierne owłosienie...). Książka P. Northomb może nie do końca zajmuje się problemem, o którym piszę w swoim może trochę przydługim wstępie, ale w tej niewielkiej pozycji przewija się bardzo poważny dylemat dotyczący akceptacji swojego ciała, z którym główna bohaterka sobie kompletnie nie radzi. Mała kilkuletnia dziewczynka ma poważny problem z alkoholem, sama o sobie mówi, że jest alkoholiczką. Jest bardzo wyczulona na wygląd innych (np. bardzo wypomina tuszę dwóch sióstr zakonnych, które przyjechały ratować ludzi zarażonych trądem, jak to ich ciała falowały czy drgały podczas podróży...). Rozumiem, ojciec dyplomata ciągający za sobą całą rodzinę, żonę i trójkę dzieci, co kilka lat zmiana zamieszkania, nie tyko domu ale i kraju, kompletna beztroska i zero odpowiedzialności z jego strony, jeśli chodzi o psychikę młodych ludzi, które we wczesnym wieku potrzebują dla prawidłowego rozwoju m.in. stabilizacji i oparcia, czym jest chociażby miejsce, w którym się żyje i wychowuje. Ale gdzie w tym wszystkim była matka? Z tego co czytamy nie miała jakichś dodatkowych funkcji, po prostu była żoną dyplomaty. Więc pytam ponownie, gdzie była, kiedy z jej córką zaczęły się dziać te wszystkie nieciekawe historie, alkoholizm, głodzenie się-anoreksja? Moja córka, dzisiaj już pełnoletnia (od 25 listopada 2020),dwa lata temu przeszła na wegetarianizm, jest osobą bardzo dbającą o swoje ciało (duszę i umysł też),uprawia sporty, nie przejada się, jest po prostu osobą świadomą. Będąc dzieckiem miała trochę problemów, brała sterydy, przez to jej ciało nabierało wagi (przez zatrzymanie wody w organizmie),był okres, kiedy nie rosła (podawany hormon wzrostu),ale na każdym kroku mogła liczyć na moje i męża wsparcie. Bywały cięższe momenty, nawet płacz, czy pretensje dlaczego, ale zawsze przy niej byłam. I nie dlatego, że jestem jej matką, chociaż to też obliguje, ale dlatego, ze widziałam w tym małym kilkuletnim dziecku CZŁOWIEKA, któremu trzeba pomóc, wytłumaczyć pewne zjawiska i sprawić, żeby ROZUMIAŁO i AKCEPTOWAŁO pewne rzeczy, które dla jego rówieśników mogą być kompletnie nieistotne. Nikt mnie tego nie uczył, czy nie mówił, po prostu z własnego serca, czy obserwacji, uważałam, że należy uświadomić córkę co do pewnych kwestii zdrowotnych. Kompletna indolencja rodziców bohaterki tej zwięzłej, ale jednocześnie bardzo bogatej w treść i tematykę książeczki odzwierciedla jakimi egoistami i samolubami są rodzice. Dlatego uważam, że pomimo, iż nie jest to łatwa lektura, warto po nią sięgnąć, żeby zrozumieć, jakich błędów starać się nie popełniać posiadając dziecko, które jest największym skarbem w życiu człowieka. Polecam Ps. W dzisiejszych czasach, w dobie kultu i fascynacji ciałem, trzeba naprawdę z ogromną rozwagą podchodzić do rad osób w stylu żony naszego znanego piłkarza, czy innych nawiedzonych fitness-guru. Chcesz coś zmienić, zacznij od wizyty u lekarza, nie koniecznie od razu dietetyka, bo z nimi też różnie bywa. Potem zweryfikuj swój styl i sposób życia, ktoś pracujący fizycznie w systemie trzyzmianowym nie może trzymać się zaleceń, takich jak osoba pracująca za biurkiem do 14.00 itd. itp. Wiek, choroby przewlekłe, płeć, wszystko to ma ogromne znaczenie w doborze diety, czy wykonywania ćwiczeń fizycznych. Pamiętajmy o tym. A najwięcej i tak zdziałamy miłością do siebie:)

Szczegóły

Rok wydania

2006

Liczba stron

164 str.

Wydawnictwo

Muza

Język

polski

Format

papier

Cykl

Galeria

Gatunek

literatura piękna

ISBN

8370797385

Bezpłatne konto Bookfolio

Dodaj „Biografia głodu" do swojej półki

Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do 2 400+ czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.

Trzy półki czytelnicze

Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać — uporządkuj swoje lektury w sekundy.

Oceny i recenzje

Skala 1–10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.

Statystyki i wyzwania

Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.

Rekomendacje i grafiki

Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.

Rejestracja zajmuje mniej niż 30 sekund. Bez karty, bez zobowiązań.

Opinie czytelników

Oceń tę książkę

Twoja ocena