Bardzo stary pan z olbrzymimi skrzydłami
To 12. moja książka Autora, a dopiero drugi zbiór opowiadań. Czy muszę mówić, że zachwycający magiczną rzeczywistością? Choć to taka magia, która ma wiele cech naszej zwykłej codzienności, gdzie nic nie wydaje się przekonujące, słuszne ani tym bardziej zbawienne. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że dwa teksty już były mi znane. To “Ostatnia podróż statku widma”, jednym zdaniem napisana, oraz niełatwy los anioła (?),który spada do zabiedzonej wioski w opowiadaniu “Bardzo stary pan z olbrzymimi skrzydłami". Ma kłopoty z dowiedzeniem, kim jest. “Proboszcz zauważył, że kiedy przyjrzeć mu się z bliska, anioł ów okazywał się coś zanadto ludzki: śmierdział błotem, skrzydła od spodu porosły mu wodorostami, a większe pióra zniszczone były ziemskimi wiatrami i nic, ale to nic, z jego nader nędznej natury nie licowało z niezrównanym dostojeństwem aniołów. (...) W krótkim kazaniu przestrzegł gapiów przed zbytnią ufnością. Przypomniał im, że diabeł ma brzydki zwyczaj uciekania się do karnawałowych sztuczek, by zwodzić nimi nierozważnych. Dowodził, że jeśli skrzydła nie stanowią najistotniejszego elementu, odróżniającego krogulca od aeroplanu, tym bardziej nie mogą nim być przy rozpoznawaniu aniołów”. Czy jego odlot niczym wędrownego ptaka jesienią mógłby być wystarczającym dowodem...? Czyli tak naprawdę dla mnie było to 10 opowiadań, w bonusie okraszonych cudownymi ilustracjami niejakiego Carme Sole Vendrella, utrzymanymi w meksykańskiej stylistyce. Wprawdzie ani to ręka Siqueirosa, ani Fridy Kahlo, ale lekturę uzupełniają zadowalająco. A wszystko w tomiszczu słusznego formatu, tak rzadkiego dziś poza książkami dla najmłodszych. Ale same opowiadania bynajmniej nie dla nich, bo traktują o poważnych sprawach, które dla dzieci byłyby mocno zasmucające, choć z drugiej strony wystarczająco abstrakcyjne. Np. mocno posunięta w leciach Córa Koryntu, ucząca swego psa chodzić na miejsce na cmentarzu, które wykupiła, by na nim płakał. A gdy już nauczyła? “W tej samej chwili Marię dos Prazeres opuścił strach, że nikt na tym świecie nie zapłacze nad jej grobem”.... Tekst pt. właśnie pt. “Maria dos Prazeres” najbardziej dla mnie przemówił. Pochylenie się nad starzejącą się metresą przepełnione jest empatią. “Po długiej i porządnie przegadanej kolacji odruchowo szli do łóżka, gdzie kochali się nieruchawą miłością, po której oboje odczuwali jedynie gorycz katastrofy”. “Żadne z nich nie zadało sobie nigdy pytania, na czym polega ich przyjaźń. (...) Trzeba im było narodowego wstrząsu, by oboje jednocześnie zrozumieli, jak bardzo i z jak ogromną czułością nienawidzili się przez tyle lat”. “Przede wszystkim to właśnie on wskazał jej drogę ku godziwej starości w dzielnicy Gracia, kiedy w burdelu, gdzie spędziła całe życie, uznali ją za zbyt sfatygowaną jak na współczesne gusta i zamierzali ulokować w domu pokątnych emerytek, które za pięć peset uczyły dzieci sztuki kochania”. “Do niedawna jeszcze ogarniało ją święte oburzenie, że ustępują jej miejsca w autobusie, że próbują jej pomóc przy przechodzeniu przez ulicę, że biorą ją pod rękę przy wchodzeniu po schodach, w końcu jednak nie tylko się z tym pogodziła, ale nawet zaczęła się tego domagać, jak obmierzłej konieczności”. Wyróżniłbym też “Wtorkowe popołudnie”. Starsza pani z wnuczką odwiedza cmentarz, gdzie pochowano jej syna - niestety z zawodu złodzieja. Niemniej jednak na empatię księdza liczyć nie może. “Ksiądz patrzył kolejno na matkę, na córkę i stwierdził z czymś w rodzaju litościwego zdumienia, że żadna nie ma zamiaru płakać (...) Polecił im by zasłoniły głowy, bo dostaną porażenia. Ziewając, zasypiając niemal, powiedział, którędy mają iść, żeby trafić do grobu”. Choć żaden to kryminał, zbrodnią kończy się "Szczęśliwe lato pani Forbes" - wakacyjny pobyt dzieci o niecnych skłonnościach na wyspie Pantelarii (a nie przypadkiem Pantellerii?) obok Sycylii. Szczególnie magiczna rzeczywistość cechuje świat przedstawiony w opowiadaniu “Światło jest jak woda” - przynajmniej dla dwóch jakże sympatycznych urwisów “Chłopcy zalali całe mieszkanie światłem na głębokość dwóch sążni i niczym łagodne rekiny zaczęli nurkować pod szafy i pod łóżka, wydobywając z głębin światła przedmioty, które w ostatnich latach utonęły w ciemnościach. Strumienie światła przelewały się przez balkony, spływały po fasadzie, zlewając się w jeden nurt toczącego się po rozległej alei złotego potoku, który oświetlił całe miasto aż po szczyty gór Guadarramy”. “Wezwani na ratunek strażacy, wyważywszy drzwi mieszkania na czwartym piętrze, ujrzeli wszystkie pokoje zalane światłem aż po sufit. Sprzęty domowe w pełni swojej poezji szybowały na własnych skrzydłach po niebie kuchni. Instrumenty dęte, na których chłopcy przygrywali sobie do tańca, płynęły na wznak obok kolorowych, uwolnionych z mamusinego akwarium rybek, jedynych radosnych i cieszących się życiem istot pływających w ogromnym świetlistym bajorze”. Więcej światła! Choć wody też zabraknie!
Szczegóły
Rok wydania
2001
Liczba stron
176 str.
Wydawnictwo
Muza
Język
polski
Format
papier
Gatunek
literatura piękna
ISBN
8372009821
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Bardzo stary pan z olbrzymimi skrzydłami" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
