Bandyci z Armii Krajowej
"Tata, a Marcin powiedział..." Zacznę od odpowiedzi na pytanie, czy książka Wojciecha Lady "Bandyci z Armii Krajowej. Ile jest prawdy w czarnej legendzie polskiego podziemia?" jest antypolska? Nie, nie jest. Cóż antypolskiego jest w tej książce, że wszędzie, gdziekolwiek jest o niej mowa, podnoszony jest ten zarzut, doprawdy nie wiem, wiem jedynie, że dzięki temu podbija się niepotrzebnie jej znikomą wartość historyczną i literacką. Jako że historia stała się zakładniczką wszelkiej maści polityków, to i histeria wybuchająca od czasu do czasu z jednej czy drugiej strony już nie dziwi, choć z przykrością się obserwuje ten żałosny, ale za to bardzo polski w swej wymowie spektakl, do którego nie mam zamiaru swą opinią dołączać, pokazując, że historię można przedstawiać tylko w barwach: czarnym lub białym. Zamiast zastanawiać się nad antypolskością książki Lady, wystarczy napisać, że samego Lady w książce jak na lekarstwo, a tam gdzie go znajdujemy (chociaż pewności, co do znalezienia mieć nie możemy, bo - jak sam stwierdza - istnieje możliwość, że w niektórych fragmentach zapomniał zaznaczyć przypisów),to stykamy się albo z despareckimi w swym wydźwięku próbami przekonania czytelnika o zacnych intencjach przyświecających mu przy pisaniu książki bądź otrzymujemy niezwykle uproszczone psychologiczne dywagacje, które mają nam rzekomo wyjaśniać, co też wojna robi z człowiekiem (z płytkimi nawiązaniami do wojny domowej w Rwandzie włącznie). Autor zapomina jednak, że tematem jego quasi dokumentu ma być bandytyzm w Armii Krajowej, jak sugeruje jej tytuł, tytuł, którego - jak znów stwierdza - sam nie wymyślił. Niezależnie jednak od tego, kto go wymyślił, i w jakim celu, to wypadałoby, aby treść była z nim zgodna, w przeciwnym wypadku znaczna część tej książki jest zwyczajnie nie na temat i obnaża ignorancję samego autora, który z nieznośną wprost swobodą miesza Armię Krajową (AK) z Narodowymi Siłami Zbrojnymi (NSZ),Gwardią Ludową (GL) i pospolitymi bandami przestępczymi. Ponadto zdaje się w ogóle nie rozumieć, jak wyglądała struktura organizacyjna Armii Krajowej, a jego wyobrażenie o niej jest następujące: podział na mniej lub bardziej liczebne grupki osób krążące bez celu, bez nadziei, ale tez bez żadnej kontroli po polskich lasach, urozmaicające sobie tę wegetację pospolitymi przestępstwami, z kradzieżami, rabunkami, gwałtami, morderstwami włącznie. Wspaniałomyślnie jednak wspomina, że mieliśmy z tym do czynienia głównie w mniejszych miastach i wsiach (krótko mówiąc: im dalej od Komendy Głównej, tym gorzej). Na poparcie swej hipotezy podaje liczbę "członków" polskiego podziemia: z pierwotnie zakładanych 3000 rozrost do 350 000 lub więcej (patrz: s. 11-12),co samo w sobie ma sugerować, że utrzymanie kontroli nad taką rzeszą ludzi było, jeśli nie niemożliwe, to na pewno utrudnione, nie mówiąc już o ich zabezpieczeniu aprowizacyjnym. W porządku. Skoro byłoby tak w istocie, to książka ta powinna pękać w szwach od przykładów nadużyć, jakich dopuszczali się żołnierze Armii Krajowej. A nie pęka. Nie pęka na tyle, że autor decyduje się zamieścić w niej wszystko to, co udało mu się na ten temat znaleźć i co choćby mgliście wiąże się z podejmowanym przez niego tematem. I tu, przechodzimy do najważniejszego zarzutu, jaki można postawić autorowi, a mianowicie braku weryfikacji materiału źródłowego, wykorzystywanie materiału źródłowego pod z góry ustaloną tezę. Rozumiem, że Lada historykiem nie jest, ale z tego, co wiem jest dziennikarzem i jako dziennikarz powinien wiedzieć, że źródła wymagają werfikacji (nie wystarczy odpowiednio dobrana okładka, która ma wywołać w czytelniku wrażenie, że w jego rękach znalazł się dokument, nie wystarczy zamieszczenie samych dokumentów, bez sprawdzenia, czy są one mniej lub bardziej wiarygodnym źródłem),a już szczególnej weryfikacji wymagają materiały źródłowe dotyczące podejmowanej przez niego problematyki. Dlaczego? Ano choćby dlatego, że lwia część materiałów źródłowych powstawała tuż po wojnie, zatem oczywistym wydawać się powinno przyglądanie się każdemu dokumentowi z ostrożnością, a w razie wątpliwości powinno się zrezygnować z ich zamieszczenia, a jeśli już koniecznie chce się to zrobić, to trzeba to zaznaczyć, tak, aby czytelnik miał świadomość o ich potencjalnie możliwej bezwartościowości. Oczywiście, pod warunkiem, że chce się być traktowanym poważnie, i to niezależnie od tego, czy autor jest historykiem, czy nie jest. Zakładam, że miał w swoim życiu okazję do napisania jakiejś pracy naukowej, więc podstawy jej pisania są mu znane. Samo zaś chowanie się za autorytetami historyków: prof. Tomasza Strzembosza i jego ucznia - dr. Janusza Marszalca, zwłaszcza tego ostatniego, który - jak pisze Lada w "Podziękowaniu" - udzielił mu "cennych rad merytorycznych" (z przekąsem napiszę, że udzielić może i udzielił, choć wątpię, aby autor z nich skorzystał; rozumiem jednak, że tego rodzaju książki swoim nazwiskiem Marszalec sygnować nie mógł, by nie narazić na szwank swego autorytetu historyka) - nie wystarczy. Poza tym nie tłumaczy to, dlaczego Lada korzysta ze źródeł w sposób bezrefleksyjny, bo bezreflesyjnością jest dla mnie podawanie przykładów, które nijak się mają do podejmowanego przez niego tematu i wywołują niepotrzebny chaos. Te zaś nieliczne przykłady, które bez cienia wątpliwości można zaliczyć na konto nadużyć popełnionych przez AK "kłócą się" z postawioną na wstępie hipotezą, że dowództwo nie miało kontroli nad swoimi ludźmi, o czym to sam autor raczy wspominać, pisząc o eliminowaniu ze swoich szeregów osób, które okazały się pospolitymi przestępcami (kara śmierci wbrew twierdzeniu Lady nie była jedyną karą, jaką wówczas stosowano, ale mniejsza już o to!). To, że te nadużycia się zdarzały mnie nie dziwi, wszak trwała wojna. Jednak, co warto podkreślić, jak na warunki wojenne tych nadużyć było niewiele, a przynajmniej tak możemy stwierdzić na podstawie dostępnego materiału źródłowego. Żeby owe niewiele, zamieniło się w wiele, trzeba by bardziej się postarać, a nie przepisywać coś, co zostało już wcześniej napisane, nie rozgladając się przy tym na boki, tj. nie patrząc na inne bardziej współczesne publikacje. Piję tu do rozdziału "Piwnica na Twardej" i rzekomego bezpośredniego bądź pośredniego udziału kapitana Wacława Stykowskiego "Hala" w zbrodni dokonanych 11 września 1944 roku (w piwnicy przy ul. Prostej 4 i na posesji przy ulicy Twardej 30) na kilkunastu Żydach (w tym kobietach i dzieciach). Szkoda, że autor nie zaznaczył, iż istnieje publikacja syna Stykowskiego - Jacka Wacława, która pozwala spojrzeć na daną sprawę w innym niż dotychczas świetle (niestety, ale nie jestem w stanie wypowiedzieć się co do wartości napisanej przez niego książki, bo nie miałam przyjemności bądź nieprzyjemności się z nią zapoznać). Nie widzę w tym jednak złej woli, o którą się Ladę oskarża. Książka Stykowskiego została wydana niedawno, więc zrozumiałe wydaje się, że pisał ów fragment rozdziału, opierając się na takim a nie innym materiale źródłowym, którego jądro stanowiły zeznania Wacława Zagórskiego. Ale już nie najlepiej świadczy o autorze przytoczenie w tej książce rzekomej zbrodni (piszę rzekomej, bo do dnia dzisiejszego nie udało się odnaleźć miejsca pochówku, nie mówiąc już o ustaleniu tożsamości domniemanych ofiar) na kilkudziesięcioosobowej (?) grupie Żydów (?) popełnionej w Lesie Siekierzyńskim (?) przez oddział "Barwy Białe", wchodzący w skład 2. Pułku Piechoty AK, którego dowódcą był Kazimierz Olchowik "Zawisza" (patrz: rozdział "W zabitym lesie"). Caly materiał dotyczący tej zbrodni (łacznie z zeznaniami świadków) pochodzi z... hm... mało obiektywnych źródeł, bo ze śledztwa i procesu przeprowadzonego przez władze PRL (chyba nie muszę pisać, jak wyglądały takie śledztwa i procesy). Niezależnie jednak od tego, kto, jeśli w ogóle zabił tych ludzi, to może warto byłoby się zastanowić, czy umieszczenie tej informacji w książce jest niezbędne, zwłaszcza że żaden nowy materiał w tej sprawie się nie pojawił (nie licząc artykułu Piotra Zychowicza - https://opinie.wp.pl/piotr-zychowicz-o-zbrodni-w-suchedniowem-partyzanci-z-ak-zamordowali-grupe-zydow-6126037753546881a - artykułu, w którym jego autor opiera się na tych samych źródłach, bo - jak zauważa - przekonał się do nich, po rozmowie z tajemniczym pracownikiem IPN - sic!, pozostawię to bez komentarza). Na niekorzyść "Zawiszy" (rzekomo sam podjął decyzję o rozstrzelaniu kilkudziesięciu ludzi i wydał swoim podkomendnym rozkaz przeprowadzenia masakry) ma przemawiać fakt, że tuż po dokonaniu zbrodni zostało odebrane mu dowództwo nad oddziałem. No tak. A co z surowością AK, o której rozpisuje się Lada w rozdziałach: "Konpiratorzy i gangsterzy", "Nieznośna lekkość zabijania", gdzie za nadużycia mniejszego kalibru karano śmiercią, a za samowolę i bandycki mord odebrano "Zawiszy", oficerowi w stopniu porucznika, jedynie dowództwo nad oddziałem? Brzmi to mało przekonująco... Kolejnym przykładem są mordy przypisywane oddziałowi "Wybranieccy" dowodzonemu przez Mariana Sołtysiaka "Barabasza". I tu, znów mamy do czynienia z identycznym jak powyżej materiałem ze śledztwa, procesu powojennego plus zeznanie żołnierza z oddziału - Henryka Pawelca "Andrzeja" (zeznanie te "wypłynęło" podczas rozmowy z dziennikarką "Tygodnika Powszechnego" Zuzanną Radzik w 2011 roku, wywołując oburzenie wśród bliskich "Barabasza", ale też i kombatantów). Lada nie podąża dalej tym tropem, przytacza jedynie te artykuły, w których autorzy stanęli po stronie Pawelca, bo tak jest przecież wygodniej, po co się wysilać... W końcu zależy mu na "obiektywnej prawdzie". :) No i na sam koniec dwa rozdziały: "Wojna polsko-polska", "Czekając na rezuna". Przyznam, że dopiero one (a zwłaszcza ostatni z nich) uświadomiły mi ostatecznie, z czym mam do czynienia i wpłynęły na moją ocenę. Do tego miejsca miałam dość neutralne nastawienie do autora i jego tworu (ot, chciał coś napisać, ale do końca nie wiedział co, trochę poczytał, i co wyczytał bezrefleksyjnie zamieścił, nie wysiliając się zbytnio, aby miało to ręce i nogi, a zwłaszcza głowę). W tych rozdziałach jednak "bandytyzmem" są dla autora: - starcia i tarcia żolnierzy AK z NSZ, NSZ z GL, AK z GL, AK i NSZ z GL (w jego wyobrażeniu często partyzanci nie byli w stanie wzajemnie rozpoznać, bo mówili przecież tym samym językiem, mieli podobne umundurowanie - s. 216-217, więc często wykorzystywali to w bratobójczych walkach - sic!!!); - podejmowane akcje odwetowe, nawet te podjęte po rzezi wołyńskiej, zresztą Wołyń jest dla autora konsekwencją wcześniejszych działań Polaków, więc winne są obie strony, w tym szala winy przechyla się na naszą niekorzyść, bo to my zaczęliśmy (tu wylicza liczbę zabitych po stronie: ukraińskiej - ok. 15 000, polskiej - ok. 100 000 - s. 269),całość wydźwięku mają złagodzić psychologiczne dywagacje na temat zła; - starcia powojenne AK z komunistami (po wojnie - zdaniem Lady - partyzanci się zdemoralizowali na tyle, że stali się pospolitymi bandytami). Morał płynący z tych rozdziałów: komunisci uratowali nas przed zezwierzęconymi partyzantami. Jak wspomina Jan Maria Szymański, przytaczając słowa Dragana Sotirowića "Draży", dowódcy oddziału 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich AK: "Mówił do mojego teścia, że jego chłopcy po wojnie nie będą już zdatni do normalnego życia, że właściwie każdemu powinno się dać Krzyż Walecznych i kulę w łeb" (s. 283, brak przypisu, więc nie wiem, skąd ten cytat pochodzi). Cóż... To ja napiszę tak: dajmy Ladzie Literacką Nagrodę Nike za trafienie tą książką kulą w płot. Można sztucznie gloryfikować żołnierzy i stawiać im pomniki, można z żołnierzy sztucznie zobić bandytów i próbować te pomniki obalić, ale z takim podejściem nie ma miejsca na prawdę historyczną, a to na niej powinno zależeć autorom. Jeśli tak mają wyglądać współczesne polskie publikacje historyczne, to mogę darować sobie zapoznawanie się z nimi. Szkoda na nie czasu, o pieniądzach nie wspominając. I nie chodzi tu: o wygodność bądź niewygodność tematu. W historii nie ma i nie powinno być czegoś takiego jak niewygodny temat. Można pisać o wszystkim, ale trzeba mieć o czym pisać, a skoro się nie ma, to lepiej sobie pisanie darować.
Szczegóły
Rok wydania
2018
Liczba stron
301 str.
Wydawnictwo
Znak Horyzont
Język
polski
Format
papier
Gatunek
historia
ISBN
9788324034581
Inne książki autora
Opinie czytelników
Oceń tę książkę
Oceniona książka trafi na półkę Przeczytane.
Dodaj „Bandyci z Armii Krajowej" do swojej półki
Załóż darmowe konto i miej swoje lektury, oceny oraz postępy w jednym miejscu. Dołącz do grona zadowolonych czytelników, którzy już wiedzą, co przeczytali i co chcą przeczytać.


Trzy półki czytelnicze
Przeczytane, Teraz czytam i Chcę przeczytać. Uporządkuj swoje książki w sekundy.
Oceny i recenzje
Skala 1-10, prywatne notatki, ulubione cytaty. Wracaj do swoich opinii kiedy chcesz.
Statystyki i wyzwania
Ustal roczny cel czytelniczy i obserwuj jak rośnie liczba przeczytanych stron.
Rekomendacje i grafiki
Odkrywaj kolejne tytuły i generuj estetyczne podsumowania roku w książkach.
